Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
496 obserwujących
711 notek
4048k odsłon
  6144   15

Węgry po stronie Węgier. Po czyjej Polska?

Być może Orbán źle identyfikuje węgierski interes. Zobaczymy. Jednak swoim wyborcom mówi coś, czego ani razu nie usłyszałem od polskich polityków: to wy jesteście najważniejsi. Liczą się przede wszystkim wasze bezpieczeństwo i wasza pomyślność.

Obserwując polityków obozu władzy, sprzyjających im komentatorów oraz media, można odnieść wrażenie, że cierpią na chorobę dwubiegunową, w ramach której możliwy jest jedynie wybór pomiędzy dwoma kierunkami: nienawiścią albo wielką miłością. To byłoby uciążliwe nawet na poziomie relacji międzyludzkich, a na poziomie państwa jest farsą. Tą farsą jest niestety karmiona opinia publiczna, której rozeznanie w tych sprawach sprowadza się do naśladowania owych skrajnych emocji, jakie obserwuje w mediach i wypowiedziach polityków.

W tym momencie Viktor Orbán, twardo przeciwstawiający się – na szczęście – polskim naciskom, aby na poziomie UE natychmiast zrezygnować z zakupu rosyjskich surowców energetycznych, oznajmia ku oburzeniu polskich wzmożonych, że „Węgry stoją po stronie Węgier”. To właśnie zdanie tymczasem polscy politycy powinni sobie wydrukować i powiesić nad swoimi łóżkami, tak aby choć przez chwilę zastanowić się nad jego znaczeniem po obudzeniu i przed pójściem spać.

Jasne – wiadomo, że za tydzień Orbán ma na Węgrzech wybory. Zagraża mu koalicja wszystkich partii opozycyjnych. Orbán postawił w kampanii na bardzo wyraźny przekaz, przypominający zresztą w dużej mierze ten, dzięki któremu kiedyś zwyciężył Donald Trump. Tam było „America first”, tu jest „najpierw Węgry”. Orbán w niespokojnych czasach zapewnia Węgrów, że to im przede wszystkim chce zapewnić bezpieczeństwo i względną ekonomiczną stabilność, a wszystko inne liczy się mniej, włącznie z „przyjaźniami” politycznymi takimi jak ta z PiS. I to odnosi skutek – na razie Fidesz ma kilka punktów przewagi nad opozycyjną koalicją. Choć nie jest to przewaga druzgocąca.

Tu trzeba zrobić wyraźne rozróżnienie. Otóż bardzo możliwe, że polityczna, strategiczna kalkulacja Orbána jest wadliwa Możliwe, że źle identyfikuje on, gdzie leży naprawdę interes Węgier. Nie mówię, że tak faktycznie jest, ale że tak może być – choć na razie krytycy jego podejścia nie umieją wskazać żadnej konkretnej straty, jaką Budapeszt miałby ponieść w związku ze swoim stanowiskiem. Nie jest ono nawet wyjątkowe w samej UE, bo bardzo podobne zajmują Niemcy czy Holandia. Faktem jest natomiast, że z całą pewnością postawa węgierskiego rządu chroni również nas przed dramatycznym wzrostem cen paliwa i gazu, nieuchronnym, gdybyśmy zrezygnowali z zakupów z Rosji, nie mając na razie gotowej alternatywy. Wedle mojej oceny Węgry na swojej polityce jak na razie mogą wygrywać, natomiast nic nie stracą. Ale zobaczymy. Oczywiście pamiętajmy, że każdy kraj ma swoje uwarunkowania. Węgry to inna skala państwa i inne miejsce na mapie niż Polska.

Zostawmy jednak potencjalne skutki konkretnej węgierskiej taktyki, a może nawet strategii. Ważny jest sam sposób myślenia i sygnalizowania tego myślenia obywatelom. Warto zwrócić uwagę, że z ust polityków rządzących Polską nie usłyszeliśmy ani razu podobnej deklaracji: Polska jest po stronie Polski. Politycy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele sprawiają wrażenie wręcz przeciwne – tak jakby, zdając sobie w pełni sprawę z potencjalnie gigantycznych kosztów swoich pomysłów i działań dla polskich obywateli, parli mimo to do realizacji swoich planów w imię jakiegoś mglistego, przyszłego interesu, nie wiadomo nawet do końca, czyjego, który ma nam przynieść ogromne korzyści. Nikt jednak tych korzyści jasno nie przedstawia ani nie wylicza.

Na jednym oddechu politycy PiS mówią już całkiem otwarcie o dramatycznym kryzysie ekonomicznym, jaki nas czeka, a zarazem o swoim planie jak najszybszego, najlepiej natychmiastowego zerwania z dostawami ropy i gazu z Rosji, co przecież ten kryzys przyspieszy i pogłębi. Nie pokazują przy tym żadnych rachunków strat i zysków, żadnych wyliczeń konsekwencji dla przeciętnego Polaka. Podobnie rzecz się ma z polską polityką wobec uchodźców – również tu jesteśmy nad miarę wręcz hojni (mówię o tym w najnowszym wideoblogu), znacznie bardziej niż wymaga od nas prawo europejskie, bez śladu kalkulacji pokazujących, na co nas właściwie stać ani jakie mamy z tej sytuacji wynieść korzyści (bo owszem, jestem zdania, że wynieść jakieś możemy, ale należałoby to pokazać).

Kiedy więc widzę Orbána, nie mam wątpliwości, że – jakkolwiek jego motywacje są złożone i na pewno w dużej mierze kieruje się teraz potrzebą wyborczą – węgierski premier wysyła swoim obywatelom sygnał, który chciałbym odebrać od polskich polityków: to wy jesteście dla mnie najważniejsi, to wasze bezpieczeństwo i wasza pomyślność, także ekonomiczna, są na pierwszym miejscu; wszystkie inne sprawy muszą być temu podporządkowane. Gdy słucham, co mówią do mnie Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński, nawet Andrzej Duda, o rządowych „Wiadomościach” nie wspominając – mam wrażenie, że na pierwszym miejscu jest zaspokajanie jakichś prywatnych ambicji, ratowanie świata, moralne zwyciężanie i nadstawianie za wszystkich karku, a względy, które przedstawia swoim wyborcom Orbán, niemal nie istnieją.


Lubię to! Skomentuj201 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka