Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
500 obserwujących
715 notek
4069k odsłon
  5648   10

Kto chce powszechnego dostępu do broni

Histerycy o obecnym prawie do broni ani o propozycjach zmian nie mają zwykle zielonego pojęcia. Za to swoimi pohukiwaniami budzą panikę u ludzi, a to przekłada się na nastroje polityczne. Czy w ten sposób nie stają się sojusznikami naszych wrogów?

Przy okazji – mało kto z przeciwników racjonalnego dostępu do broni zdaje sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych regulacjach nie ma żadnych mechanizmów, które pozwalałby lekarzowi diagnozującemu u pacjenta problemy natury psychiatrycznej sprawdzić, czy ma on pozwolenie na broń i poinformować o sytuacji organ wydający pozwolenia. To powinno również zostać naprawione.

Projekty, które są obecnie w Sejmie, ale także te, które się w przeszłości pojawiały, nie miały nigdy na celu całkowitej likwidacji wszelkich narzędzi weryfikacji. Natomiast konsekwentnie dążyły do skasowania z procesu przyznawania pozwoleń wszelkich elementów uznaniowości i był to zawsze główny cel środowisk sprzyjających posiadaniu broni. Powinno bowiem być tak, że broń może mieć każdy, kto spełni jasno opisane i obiektywne kryteria. Nie będzie do tego potrzebował – jak dzisiaj – jakichś uzasadnień, które obecnie są podstawą wydawania pozwoleń. I nawet jeśli w praktyce jest to umiarkowana przeszkoda, jeśli ubiegamy się o pozwolenie do celów sportowych albo kolekcjonerskich, to jednak jakaś jest: musimy wykazać organowi, że broń jest nam faktycznie do czegoś potrzebna; na przykład do brania udziału w zawodach lub z powodu członkostwa w stosownym stowarzyszeniu. I to jest absurd. To tak jakbyśmy, oprócz zdawania egzaminu na prawo jazdy, musieli w starostwie uzasadniać, że samochód jest nam faktycznie niezbędny (pamiętają państwo, jak w „Alternatywy 4” Barei prezes spółdzielni na koniec rozmowy oznajmił Cichockiemu, męczącemu go w sprawie mieszkania: „Aha! I jeszcze jedno. Dobrze by było żeby pan przyniósł zaświadczenie, że mieszkanie jest panu naprawdę potrzebne”?). Na szczęście tego robić nie musimy, bo żaden urzędnik nie wnika, po co nam auto. To nasza sprawa. Dokładnie tak samo powinno być z bronią, która jest tylko narzędziem, podobnie jak pojazd. I tak jak pojazdu można użyć do popełnienia przestępstwa, tak samo można do tego użyć broni. Ale to nie znaczy, że ludzie powinni musieć uzasadniać potrzebę posiadania samochodu – tak jak nie powinni musieć uzasadniać potrzeby posiadania broni.

Ci, którzy wygadują niestworzone rzeczy o rzekomym powszechnym dostępie do broni zapominają, że istnieje tu również bariera finansowa. Trudno dzisiaj kupić nawet używany, bardzo przeciętny pistolet poniżej 1000 zł, a nowa broń – zwykły glock 19 albo chorwacki XDM, nie żadne cudo – to już ponad 3000 zł. To naprawdę nie jest towar w cenie bułki w sklepie, nawet biorąc pod uwagę obecne ceny pieczywa. Oczywiście mowa o legalnym zakupie – zakup nielegalny zawsze jest droższy, ale też pamiętajmy, że wszelkie bariery, jakie tworzymy, dotyczą jedynie praworządnych obywateli. Bandyci na ogół na broń będą mogli sobie pozwolić i będą w stanie ją zawsze kupić. A jeśli nie będzie to pistolet, to będzie to nóż, broń gazowa czy pałka teleskopowa. W starciu z uzbrojonym w takie narzędzie przeciętny człowiek nie ma szans, choćby sam miał podobne narzędzie. Przewagę i realną możliwość obrony daje mu tylko broń palna.

Przy czym dotąd nawet niechętna jakiemukolwiek poluzowaniu policja nie była w stanie przywołać przypadku, w którym legalni posiadacze broni w naszym kraju przehandlowywaliby ją przestępcom. Ten kanał praktycznie nie istnieje. Świat przestępczy zaopatruje się i zaopatrywał zawsze w broń z Bałkanów, z Ukrainy, z Rosji. Nigdy z legalnego rynku cywilnego w kraju.

Kolejna bariera, o której nie mają pojęcia histerycy, jest po stronie sprzedawców. Sprzedaż broni i amunicji jest koncesjonowana na podstawie Ustawy o wykonywaniu działalności gospodarczej w zakresie wytwarzania i obrotu materiałami wybuchowymi, bronią, amunicją oraz wyrobami i technologią o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym (bodaj najdłuższy tytuł ustawy w polskim prawodawstwie). To nie jest biznes, który otwiera się jak sklep spożywczy. Obowiązują bardzo szczegółowe wymogi dotyczące bezpieczeństwa, trzeba mieć odpowiednio zabezpieczony magazyn broni (dokładne wymogi określa rozporządzenie), a i z towarem ostatnimi czasy jest problem (zdarza się nawet reglamentacja najpopularniejszych rodzajów amunicji). Wizję sklepu z bronią na każdym rogu ulicy może roztaczać tylko ktoś niemający najmniejszego pojęcia, o czym mówi. Owszem, gdyby zasady trochę się zmieniły i nieco wzrósł popyt, może też sklepów trochę by przybyło. Ale stawiam, że byłby to wzrost na naprawdę niewielkim poziomie. Dzisiaj nawet w stolicy sklepów z bronią i amunicją jest raptem bodaj około 10. I możliwe, że nawet to zawyżona liczba.

Gdy więc ktoś straszy powszechnym dostępem do broni, to albo nie rozumie kompletnie, o czym mówi, albo ma bardzo złą wolę i świadomie wypacza intencje środowisk dążących jedynie do zobiektywizowania kryteriów, zracjonalizowania dostępu do broni i dostosowania polskiego prawa do kryteriów UE. Czy skutkiem tego może być wzrost nasycenia bronią w Polsce? Zapewne tak, ale nie sądzę, żeby to była jakaś lawina. Po pierwsze – ze wspomnianych już przyczyn finansowych. Po drugie – ponieważ liczba osób posiadających broń rośnie systematycznie i tak. Po wprowadzeniu zmian będzie rosła być może nieco szybciej – ale tylko trochę. Kto jest zdeterminowany, jest gotowy przejść proces selekcji także obecnie.

Lubię to! Skomentuj85 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka