457 obserwujących
693 notki
3934k odsłony
  1367   0

Pytań nie ubywa

 

Na jakie pytania nadal odpowiedzi nie mamy?

·        Dziś zasadniczym pytaniem jest, dlaczego polska strona nie wnioskowała natychmiast do strony rosyjskiej o przejęcie śledztwa lub o powołanie międzynarodowej komisji. Wbrew temu, co stwierdził premier na swojej konferencji prasowej, nie jest wcale oczywiste, że takiej możliwości nie mieliśmy. Jest ona bowiem zawarta w Konwencji Chicagowskiej, na którą rząd wielokrotnie się powoływał. W ogóle stan prawny sprawy jest mocno zawikłany. Poza tym wszystkim jest dość oczywiste, że w sprawach tej wagi przekazanie śledztwa byłoby kwestią decyzji politycznej, której prawne uzasadnienie byłoby kwestią drugorzędną.

·        Z jakiego powodu już kilkadziesiąt minut po katastrofie strona rosyjska zaczęła przedstawiać bardzo daleko idące tezy, dotyczące przebiegu wypadku, które następnie nie znalazły potwierdzenia? Warto uściślić: takie wypowiedzi ma na swoim koncie rosyjski minister ds. sytuacji nadzwyczajnych. Informacje o rzekomych czterech próbach podejścia do lądowania rozpowszechniali wśród polskich dziennikarzy, obecnych w Katyniu, osoby, które identyfikowano jako najprawdopodobniej funkcjonariuszy rosyjskich służb. Byłą to więc klasyczna akcja dezinformacyjna.

·        Jaki był cel czterokrotnego okrążenia lotniska przez polskiego pilota? Tu istnieją bardzo rozbieżne wersje, włącznie z tym, że samolot zrzucał paliwo.

·        Jak wygląda elektroniczna mapa lotniska w Smoleńsku, zawarta w systemie TAWS? O TAWS pojawiały się najróżniejsze informacje, przy czym żadna nie wydawała się pewna. Niektórzy eksperci lotniczy – np. pan Hypki – oznajmili, że mapy smoleńskiego lotniska w TAWS-ie nie było. Inni twierdzą, że brak takiej mapy w wojskowej wersji systemu, jaką miał dysponować tupolew, byłby powodem do natychmiastowej reklamacji sprzętu. Warto też odnotować, że producent systemu TAWS rozpoczął w sprawie katastrofy własne dochodzenie. Można się domyślać, że katastrofa samolotu wyposażonego w TAWS, w dodatku samolotu specjalnego, to dla firmy poważny problem wizerunkowy. Jej przedstawicielom będzie zapewne zależało na wykazaniu, że to nie awaria lub niesprawność tego systemu była przyczyną wypadku.

·        Dlaczego polski rząd nie zaproponował powołania międzynarodowej komisji ds. zbadania katastrofy? To oczywiście pytanie, mające kontekst polityczny. We wczorajszych „Wiadomościach” Paweł Graś oznajmił, że nie bardzo rozumie, czemu miałoby to służyć. Cóż, o ile ma się bezgraniczne zaufanie do Rosjan…

·        Jakie jest wyjaśnienie kwestii dwóch „dodatkowych” ciał, znalezionych ma miejscu katastrofy (pisała o tym „Rzeczpospolita”)? O sprawie jest od tego czasu cicho.

·        Czy to prawda, że po wizytach Tuska i Putina została zdemontowana dodatkowa aparatura naprowadzająca? Jeśli tak, to dlaczego i czy mogłaby ona pomóc pilotowi prezydenckiego samolotu w lądowaniu?

·        Dlaczego strona polska nie postawiła żądania, aby wszystkie odnalezione ciała zostały natychmiast przetransportowane do Polski, gdzie równie dobrze można by – przy współudziale rosyjskich śledczych – dokonać ich identyfikacji? To oczywiście pochodna pytania o brak próby przejęcia śledztwa.

·        W jakim zakresie przedstawiciele Polski mogli mieć kontrolę nad tym, jak przebiegało poszukiwanie ciał oraz nad tym, jaki był los tych już odnalezionych?

·        Andrzej Seremet stwierdził, że piloci mieli świadomość, iż samolot się rozbije, jakieś trzy do pięciu sekund przed katastrofą. Późniejsze informacje, następnie dość szybko zdementowane, mówią o tym, że „szum” z kabiny pasażerskiej narastał na nagraniu z czarnej skrzynki kilkadziesiąt sekund przed katastrofą, co może świadczyć o tym, że pasażerowie już wówczas mieli świadomość, iż coś przebiega nie tak. Co mogło spowodować taką reakcję kilkadziesiąt sekund przed rozbiciem się maszyny? Ten wątek nie został w ogóle pociągnięty. Nie wiemy, skąd DGP miał swoje informacje o szumie z kabiny pasażerskiej - powoływał się bowiem na „anonimowego prokuratora”.

·        Jak wytłumaczyć niespójne i rozbieżne wypowiedzi rosyjskiego kontrolera lotów ze Smoleńska na temat przebiegu lądowania?

·        Jaki wpływ na przebieg śledztwa mogło mieć to, że na czele komisji stanął Władimir Putin? Czy to nie paraliżowało np. zgłaszania uwag przez stronę polską i czy nie oznaczało to upolitycznienia komisji? Czy to normalne, że na czele komisji ds. zbadania wypadku lotniczego staje premier państwa?

·        Jak wyglądały procedury kontroli rządowych samolotów po wizytach remontowych w Rosji? Czy strona polska brała pod uwagę możliwość ingerencji w jakiekolwiek układy i instalacje samolotu przez Rosjan? (Te wątpliwości były w przeszłości podnoszone wiele razy, ale po katastrofie jakoś zamilkły.)

·        Pasażerowie samolotu mieli przy sobie rozmaity sprzęt elektroniczny, mogący zawierać informacje ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Dlaczego strona polska pozwoliła na to, aby Rosjanie ten sprzęt skrupulatnie pozbierali i zabrali bez naszego udziału? Rzecznik rządu oznajmił, że nie było tam żadnego sprzętu tajnego lub służącego do tajnej łączności, ale jasne jest, że nie o to w sprawie chodzi. Słynny telefon prezydenta nie był sprzętem tajnym, ale chyba nie trzeba wyjaśniać, jakie znaczenie mógł mieć dla obcego wywiadu.

·        Jedno z najważniejszych dzisiaj pytań dotyczy wcześniejszej próby lądowania rosyjskiego iła, który – wedle słów polskich dziennikarzy oraz nieoficjalnych wypowiedzi pilotów jaka, którym lecieli – ledwo uniknął katastrofy, lecąc tuż nad ziemią i w przechyle, co nieco przypominało sytuację tupolewa kilkadziesiąt minut później. Jednak o tamtej próbie lądowania kompletnie nic nie wiemy.

·        Czy jest prawdą, że status wizyty prezydenta został zmieniony z oficjalnego na nieoficjalny przez ministra Arabskiego, wskutek czego przygotowania do przyjęcia prezydenckiej maszyny były mniej staranne oraz nie zapewniono transportu z lotniska rezerwowego?

 

Podsumowując – na większość pytań nie ma nadal odpowiedzi. Ich brak jest częściowo spowodowany nową polityką miłości wobec Rosji, częściowo przyczyny mogą być inne. Na przykład takie, że pośrednią przyczyną była zmiana statusu wizyty na nieoficjalny, za co odpowiada urzędnik premiera Tuska.

Nie będę po raz kolejny wyjaśniał, dlaczego zadawanie pytań jest zasadne i dlaczego nie można z tym czekać do zakończenia śledztwa, co oznaczałoby odkładanie sprawy ad calendas graecas. Niektórzy posuwają się do tak absurdalnych stwierdzeń, jak to, że stawianie pytań „obraża naród rosyjski”. Serio – takie słowa skierowała wczoraj do mnie znajoma na Twitterze.

Pod apelem o powołanie międzynarodowej komisji – co przecież wydaje się posunięciem bardzo bezpiecznym i nie zawierającym w sobie żadnej z góry założonej tezy - wystosowanym przez Jacka Trznadla, podpisało się około 30 tys. osób. To gigantyczna liczba. Mimo to rząd nie widzi potrzeby odniesienia się do tego apelu.

A jednak gabinet Tuska ma zasadniczy problem: w miarę upływu czasu wydajemy się być nie tylko wcale nie bliżej, ale wręcz dalej od wyjaśnienia przyczyn.

Lubię to! Skomentuj456 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale