457 obserwujących
693 notki
3933k odsłony
  8623   0

Polska jest jedna - polemika z RAZ-em

Co do poczucia moralnej wyższości i wykluczania nie mam wątpliwości. Przebija to bardzo wyraźnie i z wypowiedzi Lichockiej, i z jej filmu, i z wypowiedzi innych przedstawicieli tego sposobu myślenia. Wykluczanie już nie tylko „lemingów”, ale każdego odstępcy i heretyka, to także standard. To z kolei wynika z faktu, że – czego znów Rafał jakoś nie dostrzegł – środowisko drugoobiegowców musi cały czas podtrzymywać poczucie działania w sytuacji quasi okupacji, a zatem właściwie wojny domowej. Na wojnie zaś, jak wiadomo, nie ma dyskusji i sporów.

Odstępstwa są piętnowane w taki sposób, aby z odstępcami nie trzeba było dyskutować. W najlepszym wypadku pojawia się stwierdzenie, że ktoś koniecznie chce pozostać w mainstreamie, bez podania powodów. W gorszym tezy i poglądy odstępcy kwituje się lekceważąco, że „ma przecież dzieci i kredyt”. Sam byłem świadkiem kilku takich rozmów i – przyznaję – żałuję dziś, że nie sprzeciwiłem się tym sugestiom, w swojej metodzie podobnym zresztą do sposobu dyskredytowania rywali, jaki stosuje środowisko „Gazety Wyborczej”.

Tu pozwolę sobie na obszerny cytat ze znakomitego eseju Dariusza Karłowicza z ostatniego „Plusa-Minusa”. Karłowicz porównuje tam opisywany przeze mnie prąd do konfederacji, która ma działać w permanencji, co jednak jest sprzeczne z pulsacyjną naturą zainteresowania polityką, właściwą Polakom, a opisaną znakomicie w „Panu Tadeuszu” (podkreślenia moje).

 

W namiotach konfederacji można przeżyć jedną zimę, na stałe mieszkać w nich mogą tylko dobrowolni emigranci ze świata przez większość uważanego za krainę zdrowego rozsądku (mówię o wrażeniu nie o racji). Stała mobilizacja nie może być formą polityki – do tego trzeba zupełnie innych instytucjonalnych form – a na te jak widać pomysłu brak. Dlatego konfederacja nawet jeśli zwołana w najszczerszych republikańskich intencjach po zbyt długim czasie nabiera rysów antyrepublikańskich – staje się ekskluzywistyczna i reaktywna tracąc zdolność pozyskiwania sojuszników i współpracy dla dobra wspólnego.

Mechanizm jest dobrze znany i dotyczy wielu podobnych przypadków. Ryzyko demobilizacji sprawia, że konfederaci zmuszeni są stale zwiększać temperaturę spajających ich wspólnotę emocji. Warto spojrzeć na życzliwe PiS portale. Czytając teksty i komentarze widzimy atmosferę, która wytwarza coś w rodzaju sytuacji insurekcyjnej bez insurekcji. Sprzyja to militaryzacji ruchu, a więc  zgodzie na hierarchię, posłuszeństwo i ogólny wzrost dyscypliny. Ponieważ walka wymaga czytelnych definicji tego, co prawowierne więc bardzo wzmaga się potrzeba autorytetu (istnienia centrum definiującego aktualną wykładnię credo). Uderza jak często redaktorzy i blogerzy dyskutują przypadki odstępstw i zdrady. Panuje zgoda, że dyskusje, różnice zdań, niejednoznaczne analizy nie służą dobrze ruchowi (muzy milczą), a nadmierna krytyka jest dowodem nieodpowiedzialności jeśli nie odstępstwa (Czy wolno osłabiać atakowanych?). Z upływem czasu argumentacja nie staje się wcale mniej gorąca – dużo chętniej korzysta z kryteriów moralnych i estetycznych niż z politycznej kalkulacją (co zresztą nie jest w Polsce jakąś specjalnością sympatyków PiSu).Oceny poruszają się po skrajnych rejestrach skali rzadko korzystając ze stopni pośrednich, a autorzy bez zbędnych ceregieli sięgają po najsurowsze oskarżenia (wróg niepodległości, to nic nadzwyczajnego). Patos i sarkazm, ironia i podziw, oburzenie i zachwyt – to język powszedni. Lista tematów – co zresztą niezwykle smutne – jest wybitnie reaktywna. Znacznie częściej niż o sprawach i wartościach drogich konfederatom uwagę zaprzątają przeciwnicy, ich tematy, zachowania i wartości. Zręcznie organizowane prowokacje (bo przeciwnicy są oczywiście zainteresowani trwaniem konfederacji w takiej właśnie formie) sprawiają, że ogromnym zagrożeniem dla konfederatów staje się duch negacji konstytuujący wspólnotę zaprzeczenia w miejsce dawnej wspólnoty wartości.

Konfederacja, która miała służyć przywróceniu ładu – trwając zbyt długo izoluje się od całości i zamiast spajać popsutą republikę zaczyna po pierwsze kierować się przeciw państwu i po drugie utrwalać i pogłębiać podział wspólnoty politycznej. Insurekcyjny duch konfederacji (w ramach pewnej dynamiki uogólniania celów) przyczynia się do budowy klimatu delegitymizacji instytucji państwa (co dla republikanina stanowić musi horror). Przypominanie o różnicy między urzędami i instytucjami a (nielubianymi czy pogardzanymi) osobami  wywołuje rosnący opór konfederatów. Słuszne często emocje przenoszone są z osób na instytucje niepodległego państwa. Złe zaczyna być państwo, którym władają przeciwnicy, a zdrajcami ci którzy wstrzymują się przed gestem potępienia nie mówiąc o tych, którzy uznają jego wartość i prawomocność. Jednocześnie, to samo co mobilizuje stronników (eskalacja bodźców) coraz silniej oddziela od reszty wspólnoty politycznej zniechęcając ewentualnych sprzymierzeńców. Ten sam mechanizm, który czyni konfederację antyrepublikańską odbiera jej wiarygodność - czyniąc niezdolną do przekonywania do swoich racji.

Lubię to! Skomentuj122 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale