6 obserwujących
33 notki
25k odsłon
133 odsłony

Na polityce się nie znam, ale...

Wykop Skomentuj

Może i nie znam się na polityce, ale żyję już kilkadziesiąt lat w dużym mieście. Wokół mnóstwo znajomych, przyjaciół, sąsiadów, nieznajomych, wreszcie całkiem obcych i jakoś mi się żyje w zgodzie z nimi.

Domyślacie się dlaczego, pomimo dużej rozbieżności interesów, upodobań czy wreszcie zwykłych codziennych zachowań, udaje nam się spokojnie żyć obok siebie i jesteśmy z sąsiedztwa zadowoleni?
Ponieważ wszyscy wokół mnie są swoi, rozmawiają tym samym językiem, kupują podobne produkty w sklepach, w restauracjach jedzą bigos lub golonkę, piją piwo, chodzą podobnie ubrani, chodzą (lub nie chodzą) do kościoła, jednym słowem mamy podobne zachowania.

Czy chciałbyś aby to się zmieniło? Czy podoba Ci się to, co jest pokazywane w internecie (bo rządowe media lub jak je ostatnio zwą - mainstreamowe media tego nie pokazują) jak się zachowują przybysze "azylanci" w innych krajach?
Czy chciałbyś mieć za sąsiada brodatego pana z żoną ( albo z czterema żonami) i stadem dzieci? Czy nie obawiałbyś się, że ów Brodaty nie uszanuje np. Twojej żony, matki lub córki? Czy jeśli zwrócisz uwagę Brodatemu, aby nie rzucał papierków na klatce schodowej, to jesteś pewien, że dotrzesz do swego mieszkania bez obcych przedmiotów w plecach? Czy jesteś w stanie przewidzieć jego zachowanie w spornych sytuacjach? A co jeśli zalejesz mu mieszkanie? Twój sąsiad Polak najwyżej będzie naburmuszony i weźmie odszkodowanie z polisy. Chodzi mi o Twój komfort w kontaktach z sąsiadami. Co wiesz o jego religii? Co wiesz o jego zwykłym codziennym zachowaniu?

Zapewniam Cię, że nie będzie żadnej integracji przy półlitrówce. Brodaty pozostanie obcy zawsze.

Tego się obawiam. Na życiu z sąsiadami się znam, wiem że mogą być konflikty wśród podobnie myślących, a co dopiero między ludzi z dwóch odrębnych światów, które w zasadzie zawsze były w stanie wojny ze sobą. Ogromna część historii Polski to walka z innymi, z inaczej wierzącymi, z wrogimi nam ordami.
Nic nie mamy, ale jednego nam jeszcze nie odebrano: naszej jednorodności kulturowej i narodowej. Ja się obawiam, że ktoś usiłuje nam siłą narzucić obce nam elementy.

Że nazywają to ksenofobią? Gówno mnie to obchodzi. Pójdę w niedzielę na wybory i pognam to zakichane towarzystwo pragnące mnie na siłę bratać z Brodatymi.

Pomimo, że nie znam się na polityce, wiem z jakimi sąsiadami chcę mieszkać.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale