11 obserwujących
533 notki
2104k odsłony
  7615   0

Gutry postrzelony, Grzybowska zatrzymana. Prasa na protestach

Zatrzymana podczas manifestacji w Warszawie 23.11.2020 r. fotoreporterka Gazety Wyborczej Agata Grzybowska (w berecie). Fot. PAP/ Radek Pietruszka
Zatrzymana podczas manifestacji w Warszawie 23.11.2020 r. fotoreporterka Gazety Wyborczej Agata Grzybowska (w berecie). Fot. PAP/ Radek Pietruszka

Strajki, protesty, demonstracje – w ostatnim czasie było ich w Polsce sporo, a w ich trakcie dochodziło do coraz bardziej radykalnych sytuacji z udziałem policji i dziennikarzy. Czy pracownicy mediów są wystarczająco bezpieczni? Jak wyróżnić ich z tłumu nieraz agresywnych manifestujących?

11 listopada 2020, Warszawa. Marsz Niepodległości – jak co roku - przechodzi głównymi ulicami centrum stolicy. Podczas zgromadzenia dochodzi do zamieszek, aktów chuligaństwa i burzliwych starć uczestników z policją. Niespodziewanie jednak poważnie zraniony przez funkcjonariuszy zostaje znany 74-letni fotoreporter „Tygodnika Solidarność”, Tomasz Gutry. Pocisk z broni gładkolufowej trafia go prosto w twarz, zaledwie kilka centymetrów od oka. Dziennikarz trafia do szpitala, a jego zdjęcia po postrzale obiegają media. W wyniku niejasnych działań policjantów poszkodowana zostaje także dziennikarka „Newsweeka”, Renata Kim. Wydarzenia te wywołują pod adresem policji falę krytyki. 

Niecałe dwa tygodnie później, podczas jednego ze spontanicznych zgromadzeń spod znaku Strajku Kobiet, dochodzi do głośnego zatrzymania Agaty Grzybowskiej. Fotoreporterka agencji RATS i „Gazety Wyborczej” zostaje ujęta przez funkcjonariuszy podczas manifestacji pod gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej, mimo głośnych protestów zgromadzonych tam osób i innych dziennikarzy. W chwili zatrzymania Grzybowska trzyma w rękach aparat fotograficzny, pokazuje policjantom także legitymację prasową. Bezskutecznie – fotoreporterka trafia do radiowozu, razem z kilkoma zatrzymanymi aktywistami. Zostaje uwolniona dzień później, a całe wydarzenie wzbudza ogromne kontrowersje. 

Zdarzeń tego rodzaju na przestrzeni lat było jednak o wiele więcej. Głośnym echem odbiło się postrzelenie Roberta Sobkowicza w 1999 roku. Dziennikarz „Naszego Dziennika” stracił w wyniku tego wydarzenia oko, a proces o odszkodowanie od policji i uznanie winy funkcjonariuszy toczył się latami. Finalnie sąd orzekł, że policja użyła broni gładkolufowej niezgodnie z przepisami. 

Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie strajki i manifestacje odbywają się coraz częściej, w różnej formie. Ostatnie gwałtowne wydarzenia i kontrowersje wokół działań policji rodzą wiele pytań o bezpieczeństwo dziennikarzy i reporterów podczas zgromadzeń publicznych. Jak je zapewnić, jednocześnie rozumiejąc specyfikę pracy funkcjonariuszy podczas protestów? Jak uregulować współpracę organów porządkowych i mediów, by takie zdarzenia przestały się powtarzać? Jak oznaczyć reporterów, by nie byli myleni z demonstrującymi? Między policją a dziennikarzami brakuje nie tylko jakiegokolwiek dialogu, ale przede wszystkim konkretnych zasad współpracy i rozwiązań. To skutkuje chaosem i zaostrzającym się konfliktem. 

Reguły gry 

Eksperci, z którymi rozmawiamy, mówią wprost: między dziennikarzami i mediami a policją musi dojść do otwartej, rzeczowej dyskusji na temat nowych zasad zachowania bezpieczeństwa: jaskrawego, wyraźnego oznaczenia dziennikarzy, zapewnienia im wiarygodnego dokumentu, którego autentyczność nie będzie budziła zastrzeżeń, czy też – w miarę możliwości – ustalenia zachowań pracowników mediów i trajektorii poruszania się na terenie zgromadzenia tak, by nie utrudniało to pracy funkcjonariuszy. 

Jak podkreśla dr Mariusz Sokołowski, ekspert ds. bezpieczeństwa i były rzecznik Komendanta Głównego Policji, kilka lat temu doszło do spotkania dziennikarzy i władz policji, podczas którego przyjęto pewne rozwiązania proponowane przez KGP. Dodaje, że przez jakiś czas udawało się ich przestrzegać. – Były to zasady mówiące m. in. o tzw. wyspach dziennikarskich, za których wyznaczenie odpowiedzialni mieli być policjanci. Miały to być miejsca, w których mogliby bezpiecznie przebywać reporterzy, dziennikarze, ale także wozy transmisyjne i satelitarne. Mowa była również o ścisłej współpracy dziennikarzy z tzw. oficerami prasowymi podczas manifestacji. Pełniliby oni rolę łącznika między organami porządkowymi a mediami, mogliby przekazywać informacje np. o planowanych działaniach funkcjonariuszy, o zamiarach użycia środków przymusu, o zaleceniach dotyczących bezpieczeństwa – wyjaśnia Sokołowski. Zdaniem eksperta warto wrócić do podobnych rozwiązań i odbudować komunikację między policją a mediami. 

Podobnego zdania w tej kwestii jest Rzecznik Paw Obywatelskich, prof. Adam Bodnar. Działaniom policji nie szczędzi jednak krytyki. – Te środowiska muszą się spotkać, ale policja po ostatnich wydarzeniach powinna podejść do tego z otwartą przyłbicą, nie bagatelizując tych ostatnich wydarzeń. W takim spotkaniu powinny wziąć udział osoby decyzyjne, a nie rzecznicy prasowi – ocenia rzecznik. – Od lat mamy do czynienia z kryzysem kadrowym w policji, coraz łatwiej jest się tam dostać. Nie jest to już tak prestiżowa służba, jak kiedyś. Policjanci zbyt łatwo ulegają emocjom. Policja powinna wykonać rachunek sumienia i przeprosić za nadużycia, które ostatnio widzieliśmy. Należałoby z tego wyciągnąć wnioski i ustalić jakieś wspólne zasady. Na razie między obiema stronami brakuje jakiejkolwiek komunikacji – dodaje. 

Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura