11 obserwujących
579 notek
2187k odsłon
  1425   0

Historia Jana S., „króla dopalaczy”. Trupy nastolatków i podżeganie do zabójstwa

Jan S., jeden z "królów dopalaczy". Fot. policja.waw.pl
Jan S., jeden z "królów dopalaczy". Fot. policja.waw.pl

20-letni Michał S. miał - według prokuratury – pracować dla Jana S. znanego jako "król dopalaczy". Mężczyzna złożył przed sądem zeznania, które pokrywały się ze stawianą przez oskarżyciela tezą. Według niego sklep Jana S. zarabiał dziennie 50 tysięcy złotych na sprzedaży niebezpiecznych używek.

Przesłuchanie Michała S. trwało pięć godzin i będzie kontynuowane na kolejnej rozprawie przez Sądem Okręgowym Warszawa-Praga. Mężczyzna z niespotykaną precyzją opisywał sposób, w jaki wszedł we współpracę z "Królem dopalaczy", jak funkcjonował nielegalny biznes, pamiętał także szczegółowo daty i kwoty, którymi operowała grupa Jana S. Z zeznań 20-latka wynika jednak, że nigdy nie spotkał osobiście swojego "szefa" - rozmawiał z nim telefonicznie i za pomocą komunikatorów.

– Miałem okazję być świadkiem tej działalności od końca 2016 do maja 2018 r. Z Janem S. i innymi osobami kontaktowałem się na komunikatorach internetowych. Znalazłem się tam, bo zaproponowano mi stworzenie witryny internetowej, po znajomości. Miałem 16 lat. Żeby sprawdzić moje kwalifikacje, dostałem zadanie wyłączenia strony internetowej szkoły w Mielcu. Udało mi się – relacjonował Michał S. przed sądem.

20-latek twierdzi, że miał stworzyć nową witrynę istniejącego już sklepu o nazwie "predator-rc.nl". – Moim zdaniem działała całkiem sprawnie, ale dowiedziałem się, że na ten sklep były ataki, które skutecznie wyłączały go o określonych godzinach. Janek przedstawiał się wtedy jako „Łukasz Pietrzak” – dodał świadek. Podkreślił, że zadania nie wykonał, bo na "darmowym oprogramowaniu" nie był w stanie tego zrobić.

Stronę internetową stworzyła ostatecznie firma z Bydgoszczy, ale Michał S. miał zostać wytypowany przez Jana S. jako osoba, która usprawni jej działanie, bo "Janek nie był zadowolony". Wziął za to 3 tysiące złotych.

– Miałem kończyć współpracę, ale Janek nie był zadowolony, pojawiły się groźby. Nakłaniał mnie także do odpowiadania na maile klientów, sprawdzanie informacji na forach, dodawanie i usuwanie produktów itp. Żadnej z tych czynności nie robiłem – zapewnił.

Świadek zeznał, że groźby ze strony S. pojawiały się regularnie. "Król dopalaczy" miał mu grozić m.in. w 2018 roku, po zatrzymaniu go w Holandii. – Wydzwaniał do mnie z więzienia, nie wiem czy to w ogóle jest możliwe. Kazał mi wyciągnąć z bankomatu pieniądze z kont, na które wpływały płatności od klientów sklepu. Wyciągnąłem ok. 50 tysięcy złotych. Wraz z Pauliną C. (partnerką oskarżonego) przekazałem 10 tysięcy złotych na kaucję w holenderskim więzieniu. Niedługo po tym zostałem zatrzymany – podał.

20-letni dziś Michał S. zaczął "pracę" u Jana S., mając 16 lat. Twierdzi, że nie był świadomy, że w sklepie "predator-rc.nl" sprzedawane są dopalacze. "Jan S. zapewniał, że to było legalne" – mówił. Dowiedział się tego na "pracowniczym" forum.

– Musiałem polecić Jankowi nowego grafika, ponieważ po zażyciu pewnej substancji osoba odpowiedzialna poprzednio za tworzenie grafik zmarła" – zeznał Michał S. – Wpisałem nazwę sklepu w wyszukiwarce, trafiłem na fora internetowe „dopalamy.com”, gdzie sklep miał swoja reklamę. Była tam dyskusja na temat dopalaczy – dodał.

Z relacji młodego informatyka wynika, że chciał zrezygnować ze współpracy, ale "Król dopalaczy" na to nie pozwalał. – Za wszelkie próby odejścia z działalności otrzymywałem groźby, musiałem kontynuować pracę, za którą nie otrzymywałem wynagrodzenia. Mniej więcej w marcu 2018 roku, po zatrzymaniu osób pakujących substancje baza danych sklepu została uszkodzona i działanie serwisu zostało zatrzymane na około miesiąc. Janek wyżywał na nas swoją frustrację, wszyscy doświadczyli gróźb – twierdził.

Świadek zeznał, że pieniądze od klientów sklepu "predator-rc.nl" wpływały na konta osób, którym za to zapłacono. – Rachunki zmieniały się w zależności od tego jaka kwota widniała na zamówieniu. Kwoty poniżej 500 złotych obsługiwały inne konta niż te powyżej kilku tysięcy złotych. Dziennie sklep potrafił nazbierać zamówień na kwotę średnio 50 tysięcy złotych, co w skali całego roku stanowiło kwotę przewyższającą znacząco 15 mln złotych – obliczył. "Wypłacaliśmy pieniądze z bankomatów w maskach, żeby nie dało się nas rozpoznać – dodał.

Z aktu oskarżenia wynika kwota 16,4 mln złotych, jakie miał zarobić na dopalaczach Jan S., ale świadek wyjaśnił, że wynika ona z błędnych obliczeń. – Wiele zamówień było anulowanych. Były też zamówienia testowe, robione przez informatyków, na kwoty bardzo wysokie – wyjaśnił. Płatności realizowano także za pomocą wirtualnej waluty bitcoin. Według Michała S., to oskarżony Jan S. miał osobiście zarządzać pieniędzmi i opłacać swoich pracowników.

Świadek jasno stwierdził, że Jan S. pełnił rolę przywódczą, nadzorował wszystkie procesy związane ze sklepem i wypłatami. Michał S. przyznał jednak, że "Król dopalaczy" nigdy, pod żadną wiadomością, nie podpisał się "Jan S.", ani nie przedstawił mu jako taki. Świadek nie spotkał się nigdy twarzą w twarz z oskarżonym, do czasu procesu. Zapewniał jednak, że poznaje odzianego w pomarańczowy, więzienny uniform Jana S., ponieważ kiedyś S. "robiąc zdjęcie ekranu komputera, które później wysłał na komunikatorze, bardzo wyraźnie odbił się w monitorze".

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo