Blog
Gwiaździste niebo we mnie
Janusz Krzysztof
6 obserwujących 364 notki 52039 odsłon
Janusz Krzysztof, 18 czerwca 2017 r.

Danielle modli się (odc. 39)

42 0 0 A A A

Piękny kraj (odc. 39)


 

>>Boże mój, czym tak bardzo zgrzeszyłam?! Tak bardzo, że mnie tak doświadczasz?!

W moim sercu nie ma przecież niczego złego, jest tylko miłość! Nigdy nikogo tak nie kochałam, jak mojego męża, Janka. Zwłaszcza teraz, gdy jego też tak ciężko doświadczasz, Panie.

Błagam Cię, Panie, za niego, jeśli on jeszcze nie umie Cię o to prosić. Odpuść mu, Panie, wszystkie jego winy. On jest taki dobry, dla mnie jest taki dobry, nie karz go, Panie.

Widziałam jego ciało, strasznie poparzone. Lekarze mówili, że nie wiedzą, czy przeżyje. Po dwóch dobach się okaże – mówili. „Jeśli drugą dobę przetrwa, to na pewno będzie żył”. Od pasa w dół cały poraniony żywym ogniem. Jeśli to za moje grzechy, to dlaczego jego ukarałeś, Panie, a nie mnie? A jeśli to za nasze wspólne grzechy, to jak mam go kochać, żeby nie grzeszyć? Przecież to mój mąż, ukochany człowiek. Wszystko mu oddałam i wszystko mu chcę oddać, ale on pragnie tylko mojej miłości. Niczego więcej, czyli tego samego, czego ja pragnę. Tej miłości, którą mu chcę oddawać z największą radością, bo go kocham nad życie. Panie, jeśli zgrzeszyliśmy, to nie poczytaj nam już tego więcej, zapomnij o naszych winach. <<

 

Po pięciu tygodniach pobytu w paryskim szpitalu zawieźli Janka do Warszawy, bo tak chciał. Tu także był najpierw w szpitalu na Szaserów przez niecałe trzy tygodnie, by dokończyć rozpoczęte w Paryżu leczenie, a potem już przywieźli go do naszego domu.

-Tylko z tobą, Dani, chcę żyć – powiedział, gdy wyjeżdżałam z Paryża do Warszawy, a jego mieli przewozić dwa dni później. –Ty jesteś moim życiem, bez ciebie jestem nikim.

Podobne słowa powtórzył, gdy witałam go już w naszym domu, we wtorek, 8 grudnia, nieco ponad dwa tygodnie przed Wigilią 2026 roku.

Wszystko opłacały linie lotnicze British Airways - transport, leczenie, łóżko rehabilitacyjne, samą rehabilitację. Uznali go wręcz za bohatera - francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i brytyjski przewoźnik, który otworzył dla niego specjalny rachunek, by opłacać wszystkie koszty leczenia i rehabilitacji. Już w Paryżu zrobili mu kilkanaście przeszczepów skóry i uzupełnili fragmenty mięśni, spalone na prawej stopie i łydce.

Gdy przywieźli go do naszego apartamentu na Olbrachta, w sypialni już wszystko było gotowe, łóżko, sprzęt medyczny, jakieś ekrany, nawet video-kamery do monitoringu, działające tak długo, dopóki sam ich nie wyłączył. Okazało się, jak mądra była jego decyzja, by kupić mieszkanie na parterze, z ogródkiem. Przez okna widział kawałek ziemi i krzewów w naszym ogródku, a później mógł nawet tam wychodzić.

Od pierwszego dnia w domu miał jednak nie tylko leżeć w naszej sypialni na tym łóżku rehabilitacyjnym – miał ciężko pracować i ćwiczyć, według zaleceń i wskazówek specjalisty od rehabilitacji ze szpitala w Konstancinie. Nie miał wątpliwości, że będzie to robił lepiej, niż ktokolwiek od niego oczekuje. Był już znowu silny i dawał z siebie wszystko, bo wiedział, że najwięcej  już teraz od niego zależy, od jego woli i uporu.

-Wszystko dla ciebie zrobię, Dani – mówił. –Ćwiczę i będę ćwiczył, jak cholera. Zobaczysz, że już niedługo znów będę cię nosił na rękach. Tylko z tobą jest życie, Dani, i jest miłość. Ty jesteś dla mnie wszystkim, a po tym wypadku widzę to jeszcze wyraźniej.

Wszystkie dzieci mu towarzyszyły, jak często i długo tylko mogły. Adrianek przynosił mu swoje książeczki i mu je czytał, swoje zabawki, czołgi, pistoleciki. Krysia mówiła mu o swoich laleczkach i pokazywała mu też swoje zabawki. Franuś przytulał się do niego, gdy go położyłam na jego piersiach i brzuchu, a Janek unosił się rytmicznie w górę na biodrach i opadał w dół, przez to chłopczyk „jeździł” na tacie jakby na koniku. Na początek słabo mu to wychodziło, ale z upływem czasu, gdy przybywało mu sił i sprawności, bawili się coraz bardziej.

Po tych kilku tygodniach rehabilitacji w szpitalach paryskim i warszawskim i po tygodniu w naszym domu już zupełnie dobrze poruszał lewą nogą i zaczął także ruszać prawą, a nawet próbował na niej stawać. Zobaczył także, jak bardzo jest uszkodzona skóra na prawej nodze. Pomimo wysiłków lekarzy w Paryżu i w Warszawie, ślady po poparzeniach i późniejszych przeszczepach były okropne. Zaklął wtedy po polsku, co mu się przy mnie nigdy nie zdarzało. Znam to „magiczne” słowo na literę „k”, bo nieraz słyszę na ulicy, ale nigdy go nie mówiłam, bo nieraz wcześniej prosił, by go nie używać, bo jest bardzo wulgarne.

Niepokoiły go jednak te jego blizny, na obu nogach, najbardziej na prawej nodze, ale także na prawej ręce. Codziennie zmieniane były opatrunki i wyglądało na to, że wszystko idzie ku dobremu, ale jednak te blizny oparzeniowe i przeszczepowe pozostaną.

-Nie wiem, jak to powiedzieć, ale mogę ci się już mniej podobać, Dani – powiedział ze smutkiem w głosie - a tego mi najbardziej żal.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

© Janusz Krzysztof Waszak. Pisanie poezji i prozy to moje hobby. Uważam, że Poezja pobudza do refleksji, ale też powinna wzruszać, a czasem po prostu bawić. Prawa autorskie zastrzegam wyłącznie do poezji i innych utworów mojego autorstwa (żeby nie było wątpliwości co do autorstwa). Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników, którzy zechcą tu zajrzeć i te moje utwory przeczytać. Serdecznie zapraszam.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "Ja wiem, że to możliwe". Oczywiście, że to możliwe. Jako społeczeństwo nie upadliśmy...
  • Lepiej niech pisze o Danieli, niżby Autorowi łeb ucięli. Jest odcinek nr 43, jutro będzie...
  • U mnie Wena także już nie chce się pojawiać, może się za mnie wstydzi? Pozdrawiam.

Tematy w dziale Kultura