Blog
Gwiaździste niebo we mnie
Janusz Krzysztof
6 obserwujących 364 notki 52039 odsłon
Janusz Krzysztof, 19 czerwca 2017 r.

Joanna (odc. 41)

Piękny kraj (odc. 41)

 

Muszę przyznać, że Janek jednak już wcześniej myślał, żeby mi jakoś ulżyć w mojej codziennej, czasem szarej, nie zawsze wdzięcznej, codziennej pracy w charakterze obarczonej dzieciakami, obiadami, praniem, dbaniem, sprzątaniem, skakaniem i bieganiem "pani domu". W cudzysłowie, bo co to za "pani domu", która biega jak fryga między łazienką, kuchnią, pokojem dziecięcym i tarasem. Temu smarkaczowi wytrzyj nosek, tej umyj pupcię, z tamtym spokojnie porozmawiaj, tamtej wytłumacz, dlaczego jeszcze nie ma tatusia, chociaż już jest ciemno.

Kto tego wszystkiego samemu nie robił, to myśli czasem albo mu się wydaje, że to takie proste, jak pstryknąć palcami. Fiku-miku, czaru-maru i wszystko w domu, przy mężu i przy dzieciach zrobione, zawsze na czas i zawsze jak należy. Zwłaszcza, a właściwie nawet wtedy, gdy ma się ich troje (czwarte "w drodze") albo już czworo.

Mimo wszystko nigdy się o to nie sprzeczaliśmy. Muszę przyznać, że Janek zawsze się starał mi w tych sprawach jakoś pomagać i zawsze chętnie zajmował się naszym "drobiazgiem", gdy nie musiał pracować. Świadczyło to także o tym, że myślał, jakby mi choć trochę pomóc - już wtedy, gdy nie było jeszcze naszego Franusia na świecie.

We wrześniu 2024 roku był w Warszawie finalizować swój kontrakt na stanowisku dyrektora oddziału banku. Załatwiał zarówno sprawy służbowe, jak i prywatne, a mianowicie zakup nowego mieszkania, apartamentu na parterze domu przy ulicy Jana Olbrachta, gdzie do dzisiaj mieszkamy. Mieszkaliśmy jeszcze wtedy w Marsylii, a on w czasie swojej wizyty w Polsce przebywał u swojej mamy w Komorowie, czyli w tym samym domu, w którym mieszkała jego siostra ze swoją rodziną.

Spotkał się wtedy z Joasią, młodą studentką, która czasami pomagała Agnieszce przy dzieciach, której mąż, Jacek, leżał od kilku tygodni nieprzytomny po tym, jak został napadnięty. Wszyscy ogromnie to przeżywali, bo ponad miesiąc po tym wypadku i po operacji chirurgicznej na mózgu był nadal nieprzytomny. W końcu po długiej rehabilitacji doszedł do siebie i już teraz wygląda na to, że wszystko jest w porządku.

-Było to w piątek południu, dobrze to pamiętam – opowiadał mi Janek barwnie i obszernie, co czasami mu się zdarzało, tak jakby mi opowiadał jakąś baśń. – Wróciłem właśnie z Warszawy, a wrześniowe słońce jeszcze miało świecić tego dnia mniej więcej dwie godziny do pierwszych chwil zapadającego zmierzchu. Po drodze zadzwonił telefon i dowiedziałem się od Agnieszki, że Jacek już wyzdrowiał, a w każdym razie odzyskał pełną świadomość. Według słów mojej siostry wszyscy byli tym poruszeni, a jednocześnie niemal pewni, że wkrótce Jacek wróci w pełni do zdrowia.

-Podróżowałem samochodem pożyczonym od mamy. Na razie nie wjeżdżałem na działkę, natomiast gdy tylko wysiadłem z samochodu i ruszyłem przez trawnik w kierunku jej mieszkania, Jarek, ich starszy, wyskoczył spoza świerku i z radosnym krzykiem złapał mnie za nogi:

-Wujek!!! – a za chwilę pojawiła się jego młodsza siostrzyczka, Kasia: -Wujek!!!

Początkowo nie mogłem opędzić się od tej radości, ale było to takie miłe, że tak mnie przywitali - siostrzeniec i siostrzenica.

Jakaś uśmiechnięta dziewczyna, którą pierwszy raz widziałem, podeszła i stanęła obok, trzymając w swych dłoniach kolorową piłkę. Jarek puścił mnie, podbiegł do niej i zabrał jej piłkę:

-Wujku, zagrasz z nami?

-Oczywiście, że tak, tylko najpierw przywitam się z panią…

-To nasza ciocia Asia – krzyknęła Kasia i pobiegła przytulić się do Joanny. Asia schyliła się i jej długie włosy spłynęły jasnym strumieniem i okryły głowę dziecka. Podszedłem do nich i z uśmiechem się przedstawiłem:

-Ciociu Asiu, jestem Janek.

Zabrzmiało to trochę zabawnie, trochę nieporadnie, ale usłyszałem w odpowiedzi:

-Jestem Joanna – i z blaskiem w uśmiechniętych oczach podała mi dłoń.

-Lubisz grać w piłkę?

-Owszem, ale tylko z nimi tutaj, bo nigdzie więcej nie miałam takiej okazji.

Po kwadransie wspólnego kopania i rzucania piłki zatrzymałem się i pomimo protestów naszych małych futbolistów wyjaśniłem, że muszę już pójść się przywitać z ich mamą, tatą i babcią.

-Wujku, a zagramy jeszcze raz dzisiaj? Tatuś powiedział, że może też z nami zagra! – krzyknął radośnie Jarek.

„Zobaczymy najpierw, co z tym waszym tatusiem, czy rzeczywiście już wyzdrowiał” – pomyślałem, a głośno odpowiedziałem:

-OK, spróbujemy jeszcze w coś zagrać dzisiaj, w piłkę albo w berka….

-Hurra, ja lubię grać w berka! –zawołała Kasia.

Pomachałem im na pożegnanie i po chwili gdy jeszcze obejrzałem się za nimi widziałem, jak cała trójka rozbiegła się między świerkami i brzózkami. Pewnie rozpoczęła się ich zabawa w berka.

 

Gdy się wtedy zapytałam mojego Janka, czy czasem nie podkochuje się w owej Joasi, on szturchnął mnie w bok i odpowiedział:

Opublikowano: 19.06.2017 13:00. Ostatnia aktualizacja: 28.07.2017 18:34.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

© Janusz Krzysztof Waszak. Pisanie poezji i prozy to moje hobby. Uważam, że Poezja pobudza do refleksji, ale też powinna wzruszać, a czasem po prostu bawić. Prawa autorskie zastrzegam wyłącznie do poezji i innych utworów mojego autorstwa (żeby nie było wątpliwości co do autorstwa). Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników, którzy zechcą tu zajrzeć i te moje utwory przeczytać. Serdecznie zapraszam.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "Ja wiem, że to możliwe". Oczywiście, że to możliwe. Jako społeczeństwo nie upadliśmy...
  • Lepiej niech pisze o Danieli, niżby Autorowi łeb ucięli. Jest odcinek nr 43, jutro będzie...
  • U mnie Wena także już nie chce się pojawiać, może się za mnie wstydzi? Pozdrawiam.

Tematy w dziale