4 obserwujących
80 notek
91k odsłon
883 odsłony

O tych, którzy zabijają polską piłkę

Wikimedia Commons/Gino Paoli
Wikimedia Commons/Gino Paoli
Wykop Skomentuj14

W ostatnich latach z piłkarskich salonów zniknęły marki, stanowiące wizytówkę polskiego futbolu. Widzew, ŁKS, warszawska Polonia, Ruch Chorzów – kluby posiadające tysiące oddanych kibiców spadły do piłkarskiej przepaści. Dzisiaj o krok od upadku jest Wisła Kraków, która jeszcze dekadę temu seryjnie zdobywała najwyższe laury w kraju i godnie reprezentowała polską piłkę w europejskich pucharach.


Często mówi się, że pewne kluby są zbyt duże, żeby upaść. Przykłady wymienione powyżej dowodzą, że ta teza nie jest prawdziwa. Dwukrotny mistrz Polski Polonia Warszawa przed pięcioma laty ogłosiła upadłość i tylko dzięki rzeszy najbardziej oddanych fanów, mogła rozpocząć wszystko od nowa w IV lidze, do dzisiaj błąkając się w futbolowym przedpokoju. W tym samym roku upadłość ogłosił ŁKS Łódź, który jednak odbudował się stosunkowo szybko. Rycerze Wiosny, jak zwykło się ich nazywać, grają obecnie na zapleczu Ekstraklasy i mają spore szanse, by już w przyszłym roku wrócić na piłkarskie salony.


Dwa lata później w podobniej sytuacji znalazł się Widzew Łódź, klub który ma w swojej historii cztery mistrzowskie korony i występy w elitarnej Lidze Mistrzów. Aktualnie drużyna walczy o awans do I ligi i jest prawdziwym fenomenem. Grając na trzecim stopniu rozgrywkowym sprzedaje najwięcej karnetów. Na odnowiony stadion przy al. Piłsudskiego przychodzi średnio prawie 17 tys. kibiców, by obejrzeć spotkania z Radomiakiem Radom czy ze Zniczem Pruszków. Wielu z nich pamięta, że w tym miejscu gościły przed laty takie firmy jak Borussia Dortmund i Atletico Madryt, a Widzew był szanowaną marką w Europie.


Przypadek Ruchu Chorzów jest trochę inny i nie tak gwałtowny. Nie było spektakularnej upadłości, nie trzeba było zawiązywać nowego bytu piłkarskiego. Czternastokrotny mistrz Polski umiera powoli. Borykający się z ogromnymi problemami finansowymi klub spadł najpierw do I, a następnie do II ligi. Obecnie heroicznie walczy o to, aby nie zakosztować gorzkiego spadku trzeciego spadku pod rząd.


Dla fanatycznie oddanego kibica jego klub jest niemalże wszystkim, daje mu poczucie przynależności do grupy, nie rzadko wyznacza sens życia. On będzie z klubem na dobre i na złe, niezależnie od ligi, w której występuje.


Jest jednak coś wysoce niemoralnego w fakcie, że kluby z ponad 100-letnią historią upadają pod zarządem nieodpowiedzialnych (albo po prostu nieuczciwych) ludzi traktujących je jak maszynki do robienia pieniędzy bądź zabawki, które, gdy się znudzą, można wyrzucić do kosza (vide casus prezesury Janusza Wojciechowskiego i Ireneusza Króla w Polonii Warszawa).


Nie może być tak, że szemrani inwestorzy są w stanie w ekspresowym tempie wydrenować i zniszczyć dorobek wielu pokoleń działaczy, trenerów, piłkarzy i kibiców. Tu kamyczek do ogródka PZPN-u i Ekstraklasy, podmiotów, które powinny stworzyć mechanizmy, by polską piłkę nożną z takich ludzi oczyścić. Jak? Nie mam gotowej recepty, ale należy stworzyć jakiś parasol ochronny zabezpieczający przed sportową śmiercią najbardziej zasłużone polskie kluby.


Ten wpis powstaje w dniu, kiedy sytuacja Wisły Kraków, klubu, któremu kibicuję od lat, staje się coraz bardziej dramatyczna. Jest jeszcze we mnie nadzieja na happy end, a może raczej łudzę się, że Wisła jest zbyt dużym klubem by upaść? Tak samo jak łudzili się kibice Polonii, Widzewa, ŁKS-u czy Ruchu...

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport