Blog
artretyzm sylwestra stallone
bronisław lemur
0 obserwujących 102 notki 24346 odsłon
bronisław lemur, 13 marca 2018 r.

TIRRENO-ADRIATICO. KWIATKOWSKI

Dzień dobry w to jakże przyjemne popołudnie! Zwłaszcza szczególnie przyjemne pod kolarskim względem, albowiem donoszą nam telewizyjne łącza, iż Michał Kwiatkowski wygrał drugą co do ważności włoską etapówkę, czyli wyścig Tirreno-Adriatico. Czyli nasz były mistrz świata kolejną cenną zdobycz zgarnął - duży widelec do spagetti, niezgrabnie udawający Trójząb Neptuna. Powróciwszy do domu, Pan Michał zapewne postawi go sobie na poczesnym miejscu w oćcowej stodole, w formie poręcznych wideł do siana.

Ale zanim przystąpimy do chóralnych śpiewów ku czci naszego idola, powróćmyż najsampierw do przedostatniego, wczorajszego etapu. Płaskiego, ale denerwującego - zwłaszcza kolarzy. Denerwującego ich do tego stopnia, że podniecony walką peleton zaliczył aż dwie kraksy, w tym jedną spowodowaną przez Don Fernando Colombiano Gavirię z Quicksepa. Niedaleko mety, już w bezpiecznej strefie, onże kolarz zagapił się na tyle, że spowodował wypadek, wskutek którego jadący za nim Sagan, szykujący się do walki o zwycięstwo na etapie, musiał gwałtownie wyhamować, wykręcając przy tym swój wierny rower w taki sposób, aby na nikogo nie wjechać. Jednak jako że Czarny Piotruś zna swój bicykl nie gorzej niż przodujący ordyniec swego bachmata, ekwilibrystyki onej dokonał skutecznie i ze wdziękiem. No, ale w czasie gdy Słowak uprawiał dżygitówkę, czoło peletonu odjechało mu cwałem.

No i wówczas właśnie zaczęła się najciekawsza część etapu. W zasadzie mówiąc, jedyna w miarę interesująca, jaka się wczoraj na trasie Tirreno-Adriatico odbyła. Przyzwyczajony jestem, że każden lider, gdy okoliczności przeszkodzą mu w trakcie walki na ostatnich kilometrach, odpuszcza. Macha wówczas ręką i mówi sobie: "Do następnego razu!" Ale nie Sagan. Bo Sagan to Sagan, a nie Kwiatkowski. Czarny Piotruś, zamiast odsapnąć i dowlec się do mety w ogonie peletonu, rześko i hardo wcisnął pedały, z gracją wyminął wylegujących się na asfalcie poszkodowanych, słabszych duchem kolarzy, śmiało zabierając się za dociąganie do szpicy. Ogromną przyjemność sprawiło mi obserwowanie, jak z chwili na chwilę przebija się do czoła - nawet bez pomocy innych kolarzy ekipy Bora-Niemieckie Garnki. On nie Aru czy Nibali, żeby się oglądać na pomagierów. Jeden się nawet znalazł na podorędziu, ale Sagan machnął na niego ręką - po kilku chwilach wyprzedził go i pognał dalej sam. I - skubaniec - mało co nie wygrał etapu! 

Z dużą radością obserwowałem, jak przed ostatnią prostą dopadł czoła, sprytnie lokując się gdzieś miej-więcy koło dziesiątej pozycji - w sam raz takiej, z której można zaatakować. No i, długo nieczekawszy, Sagan zaatakował. Płuca już wypluwał, ale zaatakował. Niestety, zwycięstwo zgarnął mu Kittel Marceli ze szwajcarskiej ekipy noszącej wdzięczne miano "Katusza". Jednak gdyby Piotruś nie musiał ostro nadrabiać na ostatnich dwóch kilometrach, Marcel prędzej by figę na mecie ujrzał, aniżeli zwycięstwo. Ale niech tam... W końcu Kittel to Turyng z byłego enerdówka, a ja jestem kibic kolarzy pochodzących zza dawnej żelaznej kurtyny - byleby się zanadto nie szprycowali. 

A dziś Tirreno-Adriatico się zakończył. Krótką, dziesięciokilową czasówką, która najszybciej przepedałował Kangur, Rohan Dennis. A niech mu będzie na zdrowie, bo w wyniku mądrej i niewyrywnej jazdy cały wyścig wygrał Kwiatkowski Michał, człowiek ze Skaju. Wygrał tur w stylu Wielkiego Astmatyka, nie wygrywając ani jednego etapu. To też jest sztuka, nieprawdaż?

Pan Michał ma już zaliczone Strade Bianche (2X). San Remo oraz Torrino-Adriatico. Czyli w Italii zdobył już wszystko (o Giro nie mówmy, bo to - jak na razie - nie jego liga). Teraz czas uzupełnić portfolium o brakujące zwycięstwa w klasykach niderlandzkich, drugie mistrzostwo świata i dorzucić coś a la wygranie Tour de Romandie czy innej Nicei i... Albo zacząć poważne przygotowania do zmierzenia się z najlepszymi "długodystansowcami" w Wielkich Turach albo siup na sportową emeryturę. 

Jak na razie brawo, Panie Michale! 

Z poważaniem,

Lemur Bronisław, kibic dziś ukontentowany. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

rozsądny inaczej

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Adam J.  Jasne. Też cię kocham.
  • @Susanna Kowalsky  Powtarzaj sobie: Robię to tylko dla pieniędzy. Dzięki temu może nie...
  • @Vanilla Veracruz  Byle szabla dobrze w ręce leżała, a koń ścigły był.  Taka definicja...

Tematy w dziale