1 obserwujący
127 notek
30k odsłon
162 odsłony

TOUR DE FRANCE NADAL JEDZIE

Wykop Skomentuj3

W czasie gdy cała Polska żyje "konfliktem białostockim", czyli nową odsłoną konfederacji radomskiej, która w swoim czasie zamieniła się w barską, na świecie na szczęście mają miejsce również inne, znacznie zresztą ciekawsze wydarzenia. Zupełnie nie związane z odbywającą się w Naszej Kochanej Cebulandii pasjonującą walką na ideologiczne kłonice.

Dajmy na to, przykładowo tegoroczny Tour de France wyjeżdża właśnie z Pirenejów, by przez ostatni tydzień wielkiej kolarskiej rozgrywki pobujać się po Alpach. Czyli sobotni podjazd pod Tourmalet mamy już z głowy, podobnie jak niedzielny etap kończący się w góralskich okolicach siedziby hrabiów de Foix, których wesołe zamczysko rządzi po dziś dzień tamtejszą gminą, mieściną oraz najbliższą okolicą. Właśnie te dwa pirenejskie etapy górskie oraz poprzedzająca je indywidualna czasówka ponoć miały z grubsza rozstrzygnąć, kto wygra tegoroczną Pętlę. Ale jednak niczego nie rozstrzygnęły. Dotychczasowy 'przypadkowy" lider, Julek Alaphilippe z Quickstepa, okazał się nie być takim przypadkowym, jak go znawcy malowali. Czasówkę w Pau wygrał, pojechawszy świetnie, a na Tourmalet był drugi, co już zaczęło wyglądać na lekką sensację. No bo jak to? Przecież on nie jeździ w grupie Ineos ani w Movistarze, a w dodatku jest z niego Francuz, czyli z założenia kiepściak. Czy on nie rozumie, że powinien jechać marnie jak Bardet, a nie bezczelnie wygrywać, nie pozwalając rozwinąć skrzydeł supergwieździe kolarstwa walijskiego Thomasowi albo innej hiszpańskiej Landzie? On (Julek) chyba tego nie rozumie i to jest jego dialektyczny błąd.

Ostatnią pirenejską nadzieją "wielkich" tej edycji TdFu miał być etap do Foix. Odcinek z denerwującymi, bardzo długimi podjazdami w końcówce - coś chyba ze dwanaście kilometrów ciurkiem pod górkę, czyli doskonałe miejsce do dokonania solidnej selekcji. Do oddzielenia plew od zdrowego ziarna w postaci faworytów. Niestety, zdrowe ziarno nie pokazało nam zbyt wiele. Szczególnie nie popisał się Thomas Geraint, lider Ineosa. Mało że nie wykorzystał szansy na zgubienie Alaphilippa, ale - mimo iż w grupie faworytów na ostatnim podjeździe wspierało go dwóch pomocników, a Francuz jechał sam jak palec - na mecie odrobił do lidera tylko pół minuty. Malutko... A ten lider, Alaphilippe, tak się rzeźwo bronił, że aż miło było popatrzeć. Gdy już całkiem robił bokami, sam zaatakował. Nic nie zyskał, ale też i dzięki tej taktyce bardzo mało stracił. Oprócz niego ładnie też pojechał inny Francuz, Pinot z FDJotu, który mało że wygrał dzień wcześniej na Tourmalet, to jeszcze konsekwentnie powoli wspina się w generalce i już jest tuż za pudłem, siedząc na karku przereklamowanemu asowi Ineosa. 

No, trzeba powiedzieć, że na TdF 2019 dzieją się ciekawe rzeczy. A i dziwne też. Do tej drugiej kategorii zaliczyłbym zachowanie Egana Bernala na niedzielnym etapie. Otóż, gdy Pinot rozerwał grupę faworytów, tylko Bernal był w stanie za nim pojechać. Thomas został w blokach. Zaspał, bo pewnie zjadł za mało batonów. Wydawało się więc, że jeśli Francuz i Kolombiano popracują rzetelnie razem i pospołu, zyskają we dwóch dużą przewagę nad resztą sfory. A z tego by wyniknęło nic innego, jak zmiana lidera grupy Ineos: Thomas won, Bernal wpieriod! Ale tak się nie stało. Z uciekającej pozostałym faworytom dwójki pracował tylko Pinot, a Bernal wiózł się za nim jak smród za brudnymi gaciami. Może młody Kolumbijczyk nie miał siły? - zapyta ktoś. A ja natychmiastowo odpowiem, że to raczej nieprawda. Znaczy Bernal siłę miał. Skąd to wiem? Ano stąd, że gdy Francuz swój atak poprowadził "na stojaka", czyli z całą mocą, a potem starał się tak jechać aż do mety, Bernal ani na chwilę nie raczył wstać z siodełka. Jakby ktoś mu cały czas mówił do ucha: "Nie za prędko, Eganku, bo jeszcze wygrasz Wielką Pętlę i co wtedy? Geraincik się nam zapłacze... On jest Brytyjczyk, a ty tylko Kolombiano na przyczepkę... Jeszcze poczekaj. Zdążysz wygrać za dwa lata albo... nigdy." 

Przed nami jeszcze trzy w miarę górzyste etapy alpejskie. Bardzo bym chciał, żeby Julek Alaphilippe się wybronił i dojechał do Ostatniej Mety w żółtym koszulku, jednak w taki obrót spraw powątpiewam. Zaś w generalce za jego plecami też nie widać nic szczególnego. Pierwszą dziesiątkę okupują same nijakie równiachy: Thomas. Kruijiswik, Pinot, Buchmann... Klasyfikacja szpicy tegorocznej Pętli jest też mocno spłaszczona, czyli różnice między pretendentami są prawie żadne. Być może dlatego, że kandydaci  do zwycięstwa nie pokazali jeszcze co potrafią i wciąż czekają na dogodny moment do ataku. A może dlatego, że żaden z nich nie wystaje ponad innych, czyli wszyscy są siebie warci. No, chyba że Ineos spuści ze smyczy Bernala...

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport