1 obserwujący
127 notek
30k odsłon
144 odsłony

TdF: ALAPHILIPPE I BERNAL

Wykop Skomentuj1

No i jesteśmy wreszcie w Alpach czyli Tour de France, jedyna wartościowa spuścizna, jaką pozostawi po sobie w dziejach ludzkości la Grande Nation, wjechał w swą decydującą fazę.

Kilka dni temu, podczas pierwszej, pirenejskiej odsłony górskiego ścigania Wielkiej Pętelki, w peletonie działo się wiele i niewiele - w zależności od punktu widzenia oraz bystrości wzroku obserwującego. Ostatecznie przejazd po Pirenejach posłużył najmocniejszym zespołom do tego, by zmęczyć kolarzy z drużyn przeciwnych oraz spowodować odpadnięcie niektórych konkurentów z czołówki. I tak pozbyto się na dobre Bardeta Romana (zdarzenie przewidywalne do bólu) oraz Naira Quintany (raczej mniej spodziewane). Żółtu Koszulku wciąż dźwigała na swych wątłych ramionach grupa Quickstep, na którą cwaniaki z Inaosu zrzucili odpowiedzialność za gonienie codziennych ucieczek. Dźwigała ją w osobie Juliana Alaphilippe'a, kolarza superfajnego, jednak - jak do tegorocznego sezonu - niezdolnego do długotrwałej walki na podjazdach oraz pozbawionego wsparcia własnej ekipy  - Quickstep o jeździe w górach nie ma większego pojęcia.

A dzisiaj, na etapie no XVIIIe, straszącym kolarzy trzema trudnymi podjazdami pod większe przełęcze, sprawy weszły w decydujące koniunkcje, czyli wielcy wyścigu zostali wreszcie zmuszeni, "wyłożyć stopy na półmisku" - jak kiedyś powiedział Krótki Pepin, czy jaki inny Merowing do mającego ochotę pozbawić go władzy (i głowy) konkurenta. I tak z samego "nacziała" etapu zaatakował Kolombiano Quintana, który wraz z dwoma innymi kumplami z Movistara zabrał się do trzydziestoczteroosobowej ucieczki. "Oho-ho!" - pomyślałem sobie - "Nairo, do tej pory jadący mocno niechętnie, tracący do lidera prawie 10 minut, ruszył do walki... O co? Przecież on już żegna się z Movistarem, który w tegorocznej Pętli jedzie nie na niego, ale na Landę... No, chyba że Quintana ma być dla Landy stacją przekaźnikową..." - tak właśnie kombinowałem. Im większą przewagę ucieczka uzyskiwała (7 min. z ogonkiem) tym mniej rozumiałem taktykę Movistaru. No bo jak Landa miał go dogonić? Inaczej i z pewnością rozsądniej kalkulował Ineos, Jumbo czy FDJ... Te spryciarze z pewnością uznały, że prowadzenie pogoni za ucieczką, w której znajduje się Quintana, wyczerpie Quickstep i Alaphilippe'a do cna i na ostatnim podjeździe "wielcy" zgubią wreszcie zbyt długo brużdżącego im Francuza. Dlatego nie gonili Starej Indianki. Wkrótce Szydło ostatecznie wyszło z worka. Gdy pościg za ucieczką w wykonaniu Quickstepu okazał się zbyt niemrawy, na czoło peletonu wyszli kolarze Movistara i sami zaczęli gonić swojego zawodnika. Jednak okazało się, że Quintana był dla landy zającem zbyt wymagającym.

Na trzecim, ostatnim podjeździe, po małym tasowanku w ucieczce, Quintana poszedł do przodu. Urwał się, początkowo z nieszczęsnym Bardetem na plecach. Francuz chyba wbił sobie do głowy, że skoro nie liczy się w generalce, to przynajmniej spróbuje wygrać etap i Koszulku w Grochy. Oczywiście nie dał rady utrzymać się za Starą Indianką, bo dać rady absolutnie nie miał prawa.

Gdy Quintana zaatakował, sądziłem że za chwile z grupy liderów wyskoczy Landa i z okrzykiem "Banzai!" rzuci się w wir walki, by przynajmniej wdrapać się w generalce na pudło. Ale nie. Nie ruszył. Chyba po prostu nie miał już siły i dlatego nawet nie spróbował. Movistar po cichu zszedł z prowadzenia i pogoń za czołówką zwolniła. Trzech koleżków z Ineosu, którzy wyszli na czoło po Movistarze, przez dłuższy czas prowadziło peleton tak, jakby to była rowerowa wycieczka krajoznawcza zorganizowana przez związek emerytów i rencistów. Jednak to było tylko usypianie konkurentów, bo nagle zaatakował Bernal. Wreszcie. Urwał się konkurentom bez większego problemu, a kilka minut później w jego ślady próbował pójść Thomas. Czyli okazało się, że to jednak Walijczyk wciąż jest liderem Ineosa, a Bernal ma za zadanie jedynie wejść na pudło w Paryżu. Gdy Bernal odjeżdżał, Alaphilippe bronił się jak mógł, próbując nie odpaść od Pinota i Kruijswijka.

Tymczasem na czele wyścigu mknął już po dłuugim zjeździe samotny Quintana, który w ostatnich sezonach pokazał, że poprawił jazdę "z górki" i to baaardzo. Już nie zjeżdża jak ostatnia lebiega, ale całkiem poprawnie. Za jego plecami Bernal dojechał do mety z przewagą nad pozostałymi faworytami, zaś Thomas nie dał rady, bo go dogonili. Taki jest silny. Julek Alaphilippe ostatecznie nie dał się urwać, a na zjeździe wręcz brylował, zaginając swą techniką resztę sfory.

Powtarzam do znudzenia: jeśli ktoś miałby "ograć" Zawziętego Julka w walce o Żółte Giezło, to tylko Egan Bernal. A wciąż jeszcze nie został on spuszczony ze smyczy... Dziś Kolombiano traci do lidera już tylko półtorej minuty, a Alpy będą wysysać z Alaphilippe'a energię jeszcze przez dwa długie i ciężkie dni. Kibicuję obydwu wyżej wymienionym.


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport