2 obserwujących
131 notek
32k odsłony
187 odsłon

LA VUELTA 19' - PRZED OSTATNIM TYGODNIEM

Wykop Skomentuj4

Szesnaście etapów za nami. Przed nami pięć, a właściwie dwa, bo reszta przeznaczona jest dla sprinterów. W skrócie o tym, co się zdarzyło w drugim tygodniu wyścigu: 

 Czasówka na dziesiątym etapie udała się znakomicie Prymasowi Rogliczowi, co zresztą było do przewidzenia. Chłop wykorzystał szansę. Wyklarowała się czołówka Vuelty, do której cichutko przybliżył się Tadeusz Pogaczar, też Słoweniec. Przed czasówką nikt nie zdawał sobie sprawy, jakie możliwości tkwią w tym chłopaku, który dopiero co wygrał dziewiąty etap i wszyscy uważali, że jest już zmęczony. Jednak nic nie stracił on do faworytów i po jeździe indywidualnej na czas zaczął zaliczać się do groźnych tego wyścigu. Majka lekko zawalił dziewiątkę, jednak na czasówce się poprawił, wracając na swe ulubione w wielkich turach miejsce - w okolicach początku drugiej połowy pierwszej dziesiątki.

W trakcie następnych górskich etapów walka na trasie wyścigu polegała mniej-więcej na tym, że Roglicz z silną drużyną czujnie się bronili, zaś Lopez-Murena z Astany przed każdym startem groził że zawalczy, po czym bezsensownie szarpał się w bezskutecznych, słabych atakach. W międzyczasie Don Valverde toczył bratobójczą walkę z Quintaną o złote kalesony, dzięki czemu Movistar bezdyskusyjnie wygrał w zawodach o miano najgłupszej drużyny tegorocznej Vuelty. Majka jechał nieźle jak na siebie, umacniając się w okopach siódmej, a potem szóstej pozycji. W trakcie walki w górach wyglądał dobrze - do czasu, aż przychodził ostatni, decydujący atak Dziadzia Valverde, Lopeza albo Pogaczara. Wtedy z lekka odpadał, na mecie tracąc do faworytów po kilkanaście sekund. A rzeczony Pogaczar na trzynastym etapie nagle zaatakował, uciekł łatwo faworytom, pociągając za sobą Roglicza i po raz drugi wygrał, dzięki czemu szóstego września b.r. najpierw dwóch Słoweńców ograło światową czołówkę kolarstwa, a potem, z wieczora, tamtejsi piłkarze kopani ośmieszyli polską futbolową potęgę z Lewandowskim na czele. Z tym, że to drugie, to w porównaniu z pierwszym dużo mniejsze osiągnięcie. Wskutek ataku na trzynastce Tadzio Pogaczar zwinął Lopezowi białą koszulkę i wlazł na trzecie miejsce w generalce. Tymczasem nasz Pan Rafał, pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia swojej niemieckiej drużyny dzielnie walczył, umacniając dotychczasową, doskonałą 0 zdaniem Bory - szóstą pozycję.

Podczas czternastego, kolejnego górskiego etapu, Majka wyglądał jeszcze lepiej niż dotąd, a drużyna Bora-Handehoche-Raus wydelegowała mu nawet do pomocy Pana Pawła Poljańskiego, który - wyczerpany dotychczasową pracą dla sprintera Bennetta - był w stanie wspomagać lidera swej ekipy aż przez circa trzy minuty. Wskutek tego braku pomocy ze strony drużyny oraz względem słabości, objawiającej się u Pana Rafała co etap tuż przed samą metą, Dziadzio Valverde z Rogliczem oraz Murena Lopez z Tadziem Pogaczarem odjechali go ponownie, zwiększając nad nim przewagę w klasyfikacji generalnej. Tylko Quintana zlitował się nad naszym kolarzem, tracąc do niego co-nieco, przez co zaostrzył apetyt Bory i samego Pana Rafała na zajęcie w generalce zaszczytnego, piątego miejsca. Miejsca na miarę poprawienia wyniku osiągniętego na tegorocznym Giro.

No i wreszcie dzisiejszy, szesnasty etap. Na wysokościach, a jakże, tyle że z łatwiejszymi niż ostatnio podjazdami. I znów, jak każdego prawie dnia na górkach, peleton puścił ucieczkę. Czyli jechały dwa wyścigi - z przodu charty trzeciego sortu walczyły o etap, a z tyłu faworyci najpierw długo obwąchiwali się robiąc groźne miny i wymieniając piorunne spojrzenia, by na ostatnich kilometrach popróbować się jak bokserzy na poważnym sparringu. Pierwszy Lopez zmobilizował Astanę (dzień jak co dzień), skoczył, pohałasował... I go zaraz złapali inni faworyci. Quintana nie zawiódł czyli właśnie zawiódł. Nie wiadomo czy dlatego, że opuszcza Movistar, czy bo Stara Indianka osłabła już po całości, odpadł od grupy wielkich. Wykorzystał to Pan Rafał i... zaatakował. Zupełnie jak nie on. Roglicz z Pogaczarem skontrowali i Majka posłusznie wrócił do szeregu. Mimo to nadrobił nad Quintaną aż tyle, że go w generalce wyprzedził.

W mojej opinii szesnasty etap stanowił ostatnią szansę na podjęcie walki na tej Vuelcie, gdyż w trzecim tygodniu faworyci i ich pomocnicy będą już zbyt zmęczeni. Fizycznie i psychicznie. Być może jeszcze zerwie się do bezskutecznego ataku Lopez. Może Don Alejandro Carramba y Valverde, unikając ataku starczej apopleksji poprowadzi jaką krótką szarżę. A może Tadzio Pogaczar, niewprawiony jeszcze w wielkich, trzytygodniowych turach młodzian, złapie nagle zadyszkę i yleci z pierwszej trójki. Jednak z całokształtu wyglądu całości przebiegu wynika, iż Roglicz wreszcie wygra coś dużego, a Movistar dostanie lanie na jakie zasłużył, wystawiając dwóch przeszkadzających sobie liderów.

Z lepszych wieści mam następującą: do komentowania Vuelty w Euroszprocie wrócił Tomasz Jaroński. I to właśnie jest dobra zmiana.


Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport