Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Wolność jest zdolnością do samodyscypliny. - Georges Clemenceau
62 obserwujących
294 notki
1468k odsłon
  5182   7

Zwyczajna nadzwyczajna Gabrysia Kownacka - w kolejną rocznicę śmierci

Gabriela Kownacka /-/ AKPA
Gabriela Kownacka /-/ AKPA

Może dlatego trudno gdziekolwiek, nawet we wspomnianej biografii, natrafić na jakieś długie zwierzenia na temat jej dzieciństwa, krewnych ze wschodnimi korzeniami, najbliższej rodziny, związków. To jedynie szczątkowe wypowiedzi tych, którzy ją znali, kilka anegdot.

Przez siedem lat urodzona 25 maja 1952 roku wrocławianka, jedynaczka Gabriela Kwasz (Kownacka - po mężu) uczęszczała na zajęcia baletowe w ośrodku choreograficznym TKKF "Aktor", ale werdykt lekarski: zbyt słabe serce na taki wysiłek (szczęśliwie wada nie przeszkadzała w normalnym funkcjonowaniu), przekreślił jej dalszą karierę w tańcu. Nie załamała się. Kochała przecież też książki, poezję, teatr, awangardę i wyobraźnię. "(…) Z takiej miłości do literatury krok już tylko do wyboru szkoły teatralnej. I tak było właśnie w moim przypadku. (…)"- cytuje słowa Gabi Romek Dziewoński.

"Urodziłam się wśród ludzi, którzy nie są artystami i nie wzrastałam w takiej atmosferze, że bycie artystą jest rzeczą normalną. Było to dla mnie czymś zupełnie nadzwyczajnym, nie miałam pojęcia, jak to jest naprawdę (…) jaki to jest zawód i jak to wszystko wygląda. I cały czas byłam otoczona takim obiegowym dość stwierdzeniem, że, żeby dostać się do szkoły teatralnej, to trzeba mieć przede wszystkim znajomości, bardzo dobre układy. (…) Właściwie tak, jakbym spadła z księżyca, ale postanowiłam, że może jednak spróbuję. Jak się nie dostanę, to nic się złego nie stanie".

W asyście mamy i ówczesnego ukochanego pojechała na ośmiodniowy egzamin do Warszawy. Nie przygotowała - jak sama podkreślała - niczego oryginalnego, nie liczyła, że się uda - papiery miała złożone również na polonistykę, niezbyt się denerwowała. Podeszła do sprawy nadzwyczaj spokojnie i… zdała z pierwszą lokatą.

Trafiła na nadzwyczaj utalentowany rok: Krystyna Janda, Ewa Ziętek, Joanna Szczepkowska, Emilian Kamiński, Jerzy Rogulski... Rektorem szkoły był wówczas najwybitniejszy nasz aktor XX wieku, TADEUSZ ŁOMNICKI (ŁOM). Dla niej samej nie był to jakiś szczególnie burzliwy zawodowo okres. "(…) właściwie ze szkoły wyniosłam niewiele - może poza takim jakimś wstrętem do tego wszystkiego, co jest konkursem nieustającym. Zresztą zostało mi to do dziś, że staram się nie ścigać z nikim, tylko sama ze sobą. (…) Szkołę wspominam letnio, letnio, po prostu wydaje mi się, ze osoba w miarę inteligentna, nie mająca problemów z dykcją, jest w stanie przejść tę szkołę w jakiś sposób bezbolesny. I ja właśnie tak ją przeszłam. Ślę, że nikogo z profesorów specjalnie nie zafascynowałam. O mnie opinia taka była, że jestem taką dość konwencjonalną aktorką czy młodą dziewczyną" - czytamy słowa Kownackiej w jej biografii.

Aczkolwiek…. okres studencki nie upłynął dla aktorki aż tak "letnio". Przede wszystkim na korytarzach PWST poznała swojego męża - Waldemara Kownackiego (ur. 1949). "Wszystkie dziewczyny patrzyły na nich jak na film" - opowiada Dziewońskiemu Ewa Ziętek. "(…) Wszystkie wiedziałyśmy, że Waldek szyje dla niej sukienki, pudełka robi całkowicie bez użycia gwoździa. (…) Kupił Gabrysi buty - a skąd wiedział, jaki jest Gabrysi numer, bo dokładnie dłoń Waldka to była stopa Gabrysi, numer 35… To właściwie przesłaniało tę Szkołę Teatralną. Taka miłość, która się prawie nie zdarza. To nie żaden film, to na naszych oczach toczyło się, było jakieś takie z innego świata… (…) Gabrysia dostawała od niego prezenty, takie jak łańcuch od krowy, dachówki z dachu, kawałek rynny i miała te dary wszystkie poukładane obok łóżka. Mówię kiedyś -- Weź zrób z tym porządek, wywal to wszystko, a ona - Przecież nie mogę. To są prezenty! Od Waldka, który wyrwał jakiś znak drogowy, albo kawałek czegoś innego. Nie mógł takiego normalnego prezentu przynieść, bo to byłby banał".

Kownaccy doczekali się syna, Franciszka (1983). I choć później ich małżeństwo się rozpadło, pozostali przyjaciółmi. Gdy zachorowała, mocno zaangażował się w opiekę nad nią. Tak samo w przyjaźni pozostała ze swoim kolejnym partnerem - Witoldem Adamkiem. Taka była!

A trzeba podkreślić, iż zawsze miała powodzenie u mężczyzn. "Gabrysia była kobietą pełną Wdzięku i Nieprawdopodobnej Urody. Nie wiem, czy taką urodę ktokolwiek kiedyś w życiu miał. Może jakaś hollywoodzka gwiazda. To była Uroda Porażająca" - mówiła o niej Stanisława Celińska. "Była piękną kobietą, bardzo „kobiecą”, wybitnie utalentowaną. Poza talentem i wrażliwością miała niezwykły urok i klasę, dystans i tajemniczość" - wspominał ją w "Gazecie Wyborczej" Witold Sadowy.

Wielu się w niej podkochiwało. Był wśród nich ponoć Waldemar Krzystek. Gdy z Wojciechem Jerzym Hasem w Wenecji pokazywała "Niezwykłą podróż Baltazara Kobera", wpadła w oko Harveyowi Keitelowi. "Śmiałyśmy się z niego, bo miał dziwaczny, błyszczący garnitur i sandały włożone na bose nogi" - opowiadała na łamach "Gazety Wrocławskiej" Wanda Ziembicka, wdowa po Hasie. "(Keitel) oszalał na punkcie Gabrysi i jej pięknego, dyskretnego uśmiechu, ale ona w ogóle nie była zainteresowana tymi zalotami".

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura