88 obserwujących
2439 notek
1303k odsłony
6439 odsłon

Czyżby mi się upiekło…?

Wykop Skomentuj335

Narysujmy schemat (w wyobraźni…?). Pisałem o tym już wczoraj, więc najpierw zacytuję:

1. Abym urósł – muszę mieć Budżet na swoje potrzeby;

2. Abym miał Budżet – muszę mieć „swój” fundusz;

3. Abym miał Fundusz – muszę zorganizować zbiórkę;

4. Najlepiej „biorą” zbiórki chwytające za serce;

5. Zbiórce powinna towarzyszyć „heca”, nośny event;

6. Koszty zbiórek i „hecy” niech pokrywają inni;

7. Korzyści (tantiemy) ze zbiórek – to chroniony MÓJ patent;

8. Tantiemy inwestuję w biznesy dalekie od tego pierwotnego;

9. Konkurencję – wycinam, jak to w „rynkowym” biznesie;

10. Kto mnie „bodzie” – wrzucam w dziurę wymiaru sprawiedliwości;

A teraz bardziej łopatologicznie. Jak większość z nas – to chyba nie grzech – Jerzy chce być popularny, lubiany, zamożny, mieć w zasięgu ręki różne „błogosławieństwa” (podróże, ciekawą pracę, itd.). Próbuje od zawsze różnych rzeczy: rzemiosło witrażowe, Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników, amatorska dziennikarka w Rozgłośni Harcerskiej. Ma swoje sukcesiątka, ale to wszystko NIE TO. Jest za to coraz bardziej rozpoznawalny jako wariatuńcio. To jest kapitał. I kiedy dostaje sygnał, że w jakiejś medycynie czegoś brakuje – rusza ze swoim ADHD, uruchamia akcję zbiórkową. Trafia.

Ileż takich akcji…! A Jerzemu się farci, uzbierał niemało, zamienił inicjatywę w fundację. Od rzemyczka do kamyczka. Podczas pierwszego finału (cytuję Money.pl), gdy w 1993 r. z inicjatywy Jurka Owsiaka orkiestra zagrała na rzecz pomocy w leczeniu chorób serca, Polacy wrzucili do puszek niemal 2,5 mln zł (kwota po uwzględnieniu denominacji). Poprawia za rok, poprawia w następnym roku. W 1998 r. po raz pierwszy przekroczona została granica 10 mln zł. I tak dalej. Teraz mówimy o sumach przekraczających 100 milionów.

Sukces trzeba umieć dyskontować. Najpierw było to odłożenie zebranej kwoty na lokatę. Potem wybieranie banku, który za lokatę da więcej. Potem wybieranie dostawcy sprzętu, u którego zakup jest najbardziej „opłacalny” (to wpływało, może nie decydująco, na tytuły kolejnych zbiórek). W międzyczasie lokalne administracje, rozgłośnie telewizyjne, instytucje finansowe – coraz poważniej dokładały do Orkiestry rzeczowo i usługowo. Coraz mniej Owsiak (procentowo) brał dla siebie (pokrycie kosztów funkcjonowania fundacji), ale kwoty zbiórkowe rosły lawinowo, więc korzyść nie malała.

Coraz więcej „górki” inwestował w swoje absolutnie nie-orkiestrowe przedsięwzięcia dochodowe, uruchomił kolejną swoją pasję – Przystanek (od 1995, dwa lata po Orkiestrze). Nazwa eventu – oparta na zapożyczeniu – i to jest delikatne określenie. Z czasem Przystanek stał się odrębnym biznesem, ale wciąż pompowanym przez Owsiaka jako „nagroda” dla nieletnich za styczniową zbiórkę. Ilu zbiórkowiczów było na Przystanku…? Kapele grają „dla sprawy”. Koszty Przystanku – niemal w całości pokrywa… miasto przyjmujące. Ale kto chce otworzyć w pobliżu stragan – jest w rękach wielo-biznesu… Miastu nic do tego.

Biznes rozwija się, przybywa podmiotów poza-orkiestrowych. Dowolny człowiek chcący nakręcić biznes – nieźle musi się na-starać. Owsiak wchodzi do dowolnego kontrahenta jak po swoje. Pozazdrościć. I pomyśleć o swobodnej konkurencji rynkowej…

Popularność lewaruje mu Orkiestra. Finansowana w śladowy sposób przez fundację orkiestrową, reszta ze środków publicznych. Przesadzam, pewnie że przesadzam. Licytacje serduszek, potem różnych gadgetów. Na koniec „eksport formatu” i reklama (nie, nie orkiestry, tylko z udziałem jej dyrygenta). Wartość reklamowa wizerunku Jerzego wynosiła w roku 2013 wynosiła 858 tys. PLN (https://dziennikzachodni.pl/najcenniejsze-twarze-polskiego-showbiznesu-zarobki-gwiazd/ga/964562/zd/2233828 ). Ile tantiem z tych reklam oddał Orkiestrze? To są wszystko pieniądze. Żaden „skarbownik” i żaden sąd nie dokonuje obliczeń całego wielo-biznesu, tylko każdy podmiot prawny odrębnie. A sednem kryminału jest „macierz przepływów”. Czy kiedy wrzucasz 2 złote, masz świadomość, że mnożysz skalę przedsięwzięcia, a ta skala jest też kapitałem…? Ekonomiści znają pojęcie „korzyść skali”. Obdarowane szpitale nie interesują się skalą, tylko tym, co pozyskały „w darze”. Od Jurka, od Orkiestry…? Kto jest beneficjentem „korzyści skali”?

* * *

Nieraz pisałem, że zazdroszczę mu sukcesu. Tak po ludzku. Ale nie zazdrość jest motorem moich tekstów od ładnych paru lat. Nie tak licznych, jak możnaby przypuszczać. Naprawdę mam co robić i czym żyć. Złota podkowa każdemu, kto mnie w tych tekstach nakryje na nieprawdzie (drobne pomyłki – może i tak). Piszę o Owsiaku, bo jest nosicielem całego transformacyjnego zła, rwactwa dojutrkowego, tupetu i bezczelności w robieniu prywatnego biznesu na rachunek społecznego zaangażowania. Tak się nie godzi.

Piszę, bo nie akceptuję obecności tego rodzaju biznesu w polskiej przestrzeni społecznej, tym bardziej zaangażowania weń publicznych potencjałów „za frajer”, byle tylko pogrzać się przy żagwi „róbtacochetości”. Nie chcę, by dobro wspólne napędzało rwaczy egoizm maskowany dobroczynnością.

Wykop Skomentuj335
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo