Ze szkockiej perspektywy.
Z kimś kto odrzuca prawdę nie warto dyskutować. Prawda jest bowiem niezbędna do ustalenia kodu komunikacji.
1 obserwujący
13 notek
1651 odsłon
73 odsłony

Wiedeń, Wiener Stadthalle, marzec 1984 r. /zś 4

Wykop Skomentuj

***

– Wierzcie mi, dzieciaczki, lub nie, ale całą historię o Wani znam od pewnego pułkownika KGB, hyp – nasz dziadek czknął przy kolejnym kielonko-słoiku siarki. – Świat przyszedł do Staniszek w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym trzecim, a może czwartym roku.

– Mówił pan przecież, że za Andropowa – rzuciłem od niechcenia.

– Bystrzak się nam trafił, widzę. – Znów ten figiel w oku. – I co, taki bystrzak nie na oficera, a na zwykłego szweja idzie, hę? – Figiel w oku zrobił się nieco złośliwy. – Ale do rzeczy. W tym czasie,

w szczycie zimnej wojny, miało dojść do wielkiego pojedynku między amerykańskim mistrzem świata w boksie a mistrzem radzieckim. Na nieszczęście dla ruskich ich mistrz doznał kontuzji w czasie sparingu. Radzieccy wpadli w panikę. Jak odwołają walkę, to imperialiści ogłoszą, że chicken i tak dalej. Sprawa stanęła nawet na biurze politycznym i tam o Wani wspomniał jeden zastępca członka: że to, wiecie, rozumiecie, towarzysze, jak byłem dyrektorem kołchozu w Staniszkach, to taki jeden był strasznie odporny na ciosy. No, walki z amerykańcem to on może nie wygra, ale jest szansa, że przetrzyma wszystkie dwanaście rund, a wtedy ogłosimy, że sędziowie kupieni, że prawdziwy radziecki amator równie dobry jak imperialny mistrz. I wyobraźcie sobie, dzieciaczki, że biuro postanowiło skorzystać z tej opcji, więc posłali po Wanię.

– Poproszę bilety do kontroli.

Wsłuchany w naszego gawędziarza, nie zauważyłem, kiedy do przedziału wszedł konduktor. My wszyscy mieliśmy bilety do jednostek, zastępujące te normalne, ale ulegając pietuszowskiej atmosferze, zaproponowałem: 

– Po co bileciki, niech się pan z nami napije i opowieści posłucha.

Tym razem figiel dziadka okazał się cieplejszy. Kątem oka zauważyłem też, że staruszek mrugnął porozumiewawczo do konduktora. 

– Dobrze, chłopaki, sprawdzał nie będę, bo widzę, że tak jak cały wagon, to wy z poboru. No, może poza panem Władkiem – skwitował konduktor, kłaniając się dziadkowi. – A z wódeczką to poczekajcie na mnie. Rewizor może wsiąść jeszcze na następnej stacji. Jak wsiądzie, to z nim będę musiał pić, ale jak nie wsiądzie, to podejdę do was. 

– Jakby co, proszę przyjść z rewizorem – rzuciłem za wychodzącym konduktorem, nakładając te słowa na dalszy ciąg opowieści. 

– Trenerzy radzieccy nie mogli się Wani nadziwić, cmokali z zachwytu. Taki talent, mówią, jeden na milion. Jakby on od małoliectwa trenował, to mistrz olimpijski jak nic. No, ale do walki dwa miesiące zostały, więc ostro się wzięli za przygotowania.

Wiedeń, Wiener Stadthalle, marzec 1984 r.

Sasza Czapski był tu dziś służbowo. Uważany przez przełożonych za idiotę, w rzeczywistości był sprytnym naśladowcą wojaka Szwejka, pierwszego Brutusa czy Klaudiusza. Częściowym naśladowcą. Polecone mu zadania wypełniał bezbłędnie, tak aby jego przełożeni mieli z niego pożytek, a jednocześnie starał się w bezpośredniej rozmowie rżnąć głupa, żeby nie czuli się zagrożeni. Dawało  to ten efekt, że przełożeni jego bezpośrednich przełożonych widzieli w nim materiał na awans na miejsce tamtych, dostrzegając w nim solidnego wykonawcę, niestanowiącego z kolei konkurencji dla nich samych. Doskonale wiedział, do czego zmierza część sił KGB i w związku z tym, jak istotnym elementem tej akcji jest jego wiedeńskie zadanie. Góra zdefiniowała problem: zimna wojna przegrana. Postanowili szukać ratunku nie tylko dla ojczyzny, ale i dla siebie. Agenci umieszczeni na Zachodzie mieli być powoli przekierowywani z działalności stricte szpiegowskiej politycznowojskowej do działalności gospodarczej. Nie chodziło tu o szpiegostwo gospodarcze, a o budowanie legendy i struktury, która w przyszłości pozwoli wytransferować do nich państwowe środki z obozu wschodniego, tak aby mogły wrócić do tego obozu jako „zarobione” na Zachodzie. Oczywistym było, że porażka w zimnej wojnie zmusi blok wschodni do przyjęcia modelu gospodarczo-politycznego zwycięzcy, a rządzić wśród pokonanych będą ci, którzy będą posiadać kapitał. Dzisiejszą walkę miał obejrzeć z czterema agentami z PRL. Borsuk, Żaglówka, Wolter, i jak mu tam było? Jagnięcina, przypomniał sobie po chwili. Polacy dotarli na czterdzieści pięć minut przed walką. Zdążyli jeszcze po słowiańsku wypić po połowie, zagryźć i zakurzyć. Nareszcie walka. 

*** 

– No, trenerzy przed walką to do Wani mówią mniej więcej tak: „Słuchaj, Waniuszka, rund jest dwanaście. Jak trzy wytrzymasz, to już nie ma wstydu. Sekretarz obiecał: trzy wytrzyma, ma kolorowy telewizor i ładę. Wytrzymasz, Wania?”. „Wytrzymam”, odrzekł im Wania. Wychodzą na ring. Wy, dzieci, widzieliście kiedy tego Larrego? No, szafa gdańska po prostu, czarny jak noc, mina zacięta. Ale Wania też postawny, twarz spokojna. Rasista powiedziałby – aryjska uroda, ale ja bym się nie zgodził, rysy to jednak Wania miał nieco mongolskie. 

– Jak to u ruskich. – Do przedziału wrócił konduktor. Jeden z poborowych, ten, który siedział naprzeciw mnie, ale bliżej korytarza, przykucnął na podłodze, zwalniając mu miejsce. – Bo Mongoły z ich prababkami to…

– Napije się pan? – zapytałem.

– A z naszymi to nie? – skontrował dziadek.

– No, ale nie tyle – zrekontrował ze śmiechem konduktor – i nie tak długo. Tak, napiję się, ale swoje przyniosłem, nie będę małych żołnierzyków jeszcze na wolności opijał. – Z torby wyjął winiak luksusowy, nalał sobie, dziadkowi i podał nam do rozlania. – Rewizor nie wsiadł, więc dziś już po robocie. Można się napić dla przyjemności, a nie służbowo. O czym tu gwarzycie? 

– O walce Wani z Larrym. – Kucający był mocno ożywiony.

– Znam historię, ale chętnie posłucham jeszcze. Ale zanim dokończycie, najpierw wy posłuchajcie mojej. Jakby nie było, jestem tu gospodarz, a gospodarz gości raczy pierwszym opowiadaniem.

Jest to opowieść o tym, jak to nie można wierzyć w to, co się widzi, a przynajmniej trzeba zachować odrobinę sceptycyzmu. Jak wiecie, po śmierci Iwana Groźnego, a później jego głupiego syna Fiodora…

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura