Ze szkockiej perspektywy.
Z kimś kto odrzuca prawdę nie warto dyskutować. Prawda jest bowiem niezbędna do ustalenia kodu komunikacji.
1 obserwujący
22 notki
2881 odsłon
121 odsłon

Co to znaczy kuchwa?/ zś 6

Wykop Skomentuj2

***

– Bo widzicie, chłopaki, na świat nie można patrzeć, jakby był prawdziwy – dodał konduktor po skończeniu opowieści o obiorze Godunowa na cara. – Moskiewscy ludzie poszli błagać Borysa, żeby został ich carem, i myśleli, że oni tak sami z siebie, że to Boże natchnienie, co zresztą akurat się nie wyklucza, a to wszystko już z góry ustalone było. Jak w filmie: scenariusz, reżyseria, w rolach głównych, tylko napisy piszą później historycy. A ruskiego to się uczcie. Wyszli miesiąc temu, ale jeszcze mogą wrócić. 

– Z tymi Ruskimi to my się chyba nigdy nie dogadamy. – Kucający zdradzał coraz większe zainteresowanie tematem.

– Zacytuję ci z głowy cytata z Cata: kto do mnie powie, że bracia nasi Moskale, temu od razu z samopału w łeb wypalę – skomentował, rechocząc, konduktor.

– Tak to było leciało? – zapytał lekko skrzywiony jak na jakąś herezję dziadek. 

– Przecież mówię, że z głowy ta cytata. Jak nie masz magicznego urządzonka, w którym można sprawdzić wszystko, a sam nie pamiętasz, to co się czepiasz.

– Takich urządzonek to chyba szybko nie wymyślą – wtrącił kucający.

– Ruskim się nie opłaca z nami dogadać – odpowiedział nadal poirytowany dziadek. Pewnie o Wani chce dalej, a my tu z tematu zeszliśmy, pomyślałem. – Nie opłaca im się, bo musieliby nam złożyć partnerską ofertę, żebyśmy chcieli z nimi. A to mogłoby być drogo. A po co oni mają drogo płacić, jak oni tu mają szpiona na szpionie, i to każdy jeden Polak, a przynajmniej tenkrajan. Jakby kto to tałatajstwo powywieszał albo pogonił, ale nie tak jak ci z insurekcji pajacowali z wieszaniem obrazów, to może Ruskim by się opłacało drogo zapłacić. A tak jak coś potrzebują, to szpiony zrobią, a jak nie dadzą rady, to przynajmniej nas sparaliżują. Po tych słowach nastrój siadł nieco, postanowiłem więc rozlać wszystkim, martwiąc się, że to już końcówka. Rozlana wódeczka nie przełamała gęstniejącej atmosfery, na szczęście kucający zagaił: 

– Ale co z Wanią, proszę pana?

– A z Wanią to dalej było tak. Te pierwsze trzy rundy przeszły do historii boksu. Amerykaniec lał Waniuszkę jak worek treningowy.

Ten zrobił parę uników, ale większość ciosów dosięgła celu. Tułów, głowa, tułów, od sierpów po haki i proste. Ale Wania jak ta wańka-wstańka, zakiwał się i prostował, zakiwał i prostował. Tak po trzecim gongu plan minimum był wykonany. Trenerzy przecierali oczy ze zdumienia. W przerwie dalej do Wani zachęcać go: „Wytrzymaj, Waniuszka jeszcze trzy rundy, to już będzie pół walki. 

Ja tu zaraz biegnę do sekretarza i po czwartej rundzie ci powiem, czy daczę dadzą za sześć rund. Nu, Wania, wytrzymasz?”. „Wytrzymam”, odparł Wania.

Wiedeń, Wiener Stadthalle, marzec 1984 r.

Czapski gardził polaczkami sługusami, matkę by sprzedali, swołocz. Kundle wduchane. Za pół godziny miał umówione spotkanie z Węgrami. Był pewny, że walka spokojnie skończy się do tego czasu. A tu już trzecia runda, a chłopek stoi. To robi się interesujące. Początek czwartej rundy oglądał już z większą uwagą niż wcześniejsze. Amerykanin podirytowany, że jego ciosy nie robią na przeciwniku wrażenia, zaczął odpuszczać technikę, wkładając w uderzenia jeszcze więcej siły. Kilkukrotnie przecinając wyłączniepowietrze, wystawił się na śmiertelne kontry, ale te nie nadchodziły. Wania brał ciosy lub czasami unikał, sam jednak nie uderzał.

– Bij Hamerykańca – zawył Czapski.

– Ten wasz to chyba już tak po łbie dostał, że nie wie, co się dzieje – skomentował Jagnięcina.

– Chyba że taki głupi i bez bicia – dodał z rechotem Volter.

– Sam durak jesteś. Myślę, że to taktyka. Ma wyprowadzić amerykańca z równowagi i zadać jeden kończący cios – odburknął Czapski.

Tłum w hali zaczął przenosić powoli sympatię na Rosjanina.Pierniczyć Węgrów, pomyślał Czapski, zostaję. Po czwartej rundzie Czapski podszedł do ringu, we wrzawie usłyszał tylko: Wania, jest dacza.

*** 

– Obiecanki cacanki – przerwał opowieść konduktor. – Pamięta pan ten żart o ruskim weteranie i złotej rybce? – zagaił do dziadka. 

– Tak.

– Mogę chłopcom opowiedzieć?

– Pewnie.

– Ja jeszcze mam pytanko – przerwał kucający. – Można?

– Można. – Dziadek uśmiechnął się do niego serdecznie.

– Co znaczy wduchane ?

– A chwuj wie. Czasem ludzie mają tak jakby własną wersję przekleństw i wulgaryzmów.

– Tak, tak – wtrącił konduktor. – Ze mną do Warszawy jeździ taki profesor i on ciągle tylko „kuchwa, kuchwa”, a co to znaczy kuchwa? Ja się was pytam.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura