Ze szkockiej perspektywy.
Z kimś kto odrzuca prawdę nie warto dyskutować. Prawda jest bowiem niezbędna do ustalenia kodu komunikacji.
1 obserwujący
22 notki
2887 odsłon
163 odsłony

Rosja, brzeg jeziora Nero, kwiecień 1978 r./ zś7

Wykop Skomentuj2

Rosja, brzeg jeziora Nero, kwiecień 1978 r.

Anatol Panow, służący niegdyś w Pierwszym Samodzielnym Gwardyjskim Korpusie Pancernym, dziś emeryt, rozsiadł się wygodnie nad brzegiem jeziora. Łowił zawsze tylko na żywą przynętę.

Powód był jeden, lubił nadziewać robaki na haczyk. Łowił słabo, ale też nie o ryby mu chodziło, a spokój od baby, jędzy strasznej. Jak nie złowił nic, to szedł do wsi i od miejscowych kupował,

żeby jędza mu głowy nie suszyła, że czas marnuje. Kiedy tak łowił – nie łowił, dumał. O starych czasach, jak z giermańcem wojowali, jak wszyscy na niego wołali „generał”, bo nazwisko miał jak dowódca korpusu. Niemry mu się też czasem przypomniały i wtedy lubieżny uśmieszek przebiegał po starej twarzy. Już prawie przysnął, kiedy nagle spławik drgnął, najpierw delikatnie,

potem już mocniej. Wstał leniwie, poderwał. Zdobycz okazała się marna, żeby nie powiedzieć gówniana. Na końcu haczyka wisiała mała żółta rybka. A cóż to za smark – pomyślał. Już miał ją

wyrzucić do wody z powrotem, gdy nagle usłyszał cichutkie:

– Ojej, ojej, boli.

Ki czort? Omal nie wypuścił wędki ze strachu.

– Boli, boli, oj, jak mnie policzek boli – głos ewidentnie dochodził z końca żyłki.

Anatoli powoli przyciągnął zdobycz do siebie, ale bojąc się dotknąć, nie zdejmował z haczyka.

– Puść mnie, rybaku ,z powrotem do jeziora – powiedziała rybka.

– Nie jestem żadnym rybakiem – odpowiedział oburzony Anatol.

– No to puść mnie, człowieku, przecież mówię ci, że boli. Puszczaj, kuchwa! – wysepleniła rybka, chyba przez dziurawy policzek.

– Pierdol się. Nigdzie cię nie puszczę, tylko zaraz tu zawtrak sobie z ciebie zrobię.

– Oj, oj, przepraszam, nie chciałam być niegrzeczna. Słuchaj, nie jestem zwykłą rybką.

– Jakbym się nie zorientował. Przecież gadasz.

– Nie tylko to. Czy zauważyłeś jaki mam kolor?

– Sraki?

– Nie, nie. To złoty kolor. Posiadam też wielką moc: jeśli mnie puścisz, to spełnię twoje jedno życzenie.

– A czemu to nie trzy?

– My, złote rybki, spełniamy tylko jedno życzenie, a ludzie z chciwości wymyślają takie bajki, że niby trzy.

– To ja ci powiem, jakie mam życzenie, i sam je sobie spełnię. Po prostu zrobię cię na wolnym ogniu i zjem.

– Nie, proszę, nie …

***

– I rybka dalej błagać prosić, cuda obiecywać, a Anatol nic, tylko: zjem cię, zjem cię, obiorę ze skórki – opowiadał lekko bełkotliwie konduktor.

Oj, ten winiaczek to nie była pierwsza rzecz dziś – pomyślałem.

– Niech mu laskę zrobi – zarechotał ten, który siedział przy oknie w kierunku jazdy.

– Jak ma zrobić, jak ją policzek boli – zaśmiał się kucający.

– Telewizor kolorowy nie, bo żona i tak ciągle gada i oglądać się nie da, po co mu dacza, jak mieszka na wsi, po co mu morze wódki, jak sam pędzi tyle, ile trzeba. Złoto? Żeby go zamknęli?

Wyglądało na to, że los rybki przesądzony.

***

– Człowieku, to może coś niematerialnego, coś, co zawsze chciałeś mieć, a nie miałeś – podjęła ostatnią próbę rybka.

– Hm. A może… – Anatol zadumał się. Było coś czego nie dostał, a uważał, że zasłużył. Na froncie dzielnie stawał, dwa razy ranny, a nigdy go nie odznaczyli. – Może by się coś takiego znalazło.

– No mówże, oboje będziemy zadowoleni.

– Dobrze, jak sprawisz, że odznaczą mnie orderem bohaterów

ZSRR, to będziesz wolna.

– Jesteś pewny?

– Tak. Ale żeby mi to zaraz było, a nie, że ja cię wypuszczę, a potem obiecanki cacanki i szukaj rybki w wodzie.

– Jasne, że od razu…

Wtem huk dym, Anatolowi zakręciło się w głowie i jakby

wpadł w jakąś otchłań. Kiedy oprzytomniał, nie był już nad jeziorem. Jakaś łączka, on w starym dobrym mundurze, a wokół… z czterech stron cztery tygrysy i z batalion esesmanów. Anatol spojrzał na swoje młode dłonie. W prawej ręce miał granat obronny. Jego użycie na otwartej przestrzeni oznaczało śmierć dla paru Niemców i dla niego. I wtedy zrozumiał, i rzucając, zawył:

– Wot, sabaka, posmiertnyj dała.

***

– Tak więc uważajcie, czego sobie życzycie, chłopaki. I to nie tylko jak spotkacie złotą rybkę, ale skrzaty irlandzkie też swołocz strasznie podstępna.

– Wszystko fajnie, ale wódka się skończyła – powiedział siedzący naprzeciwko siedzącego przy oknie przodem do kierunku jazdy.

– Zaraz Miechów, to skoczysz, młody, do sklepu i kupisz co trzeba – skwitował konduktor.

– A jak mi pociąg ucieknie?

– Aleś ty głupi, przecież to ja decyduję, kiedy pociąg odjedzie – poinformował z uśmiechem konduktor. – Bez ciebie moglibyśmy jechać, ale jak będziesz miał wódeczkę, to poczekamy. Na razie jedziemy

bez spóźnienia, a tak nie może być, bo jeszcze ktoś uzna, że to norma i będzie się domagał, żeby tak zawsze.

– Co z Wanią? – zapytałem, czując ulgę, że mamy zapewniony alkohol.

– Wania walczył dalej. A właściwie, dalej dał się obijać.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura