Ze szkockiej perspektywy.
Z kimś kto odrzuca prawdę nie warto dyskutować. Prawda jest bowiem niezbędna do ustalenia kodu komunikacji.
1 obserwujący
22 notki
2737 odsłon
84 odsłony

Dżokhang 2021 r. /zś 9

R.O.
R.O.
Wykop Skomentuj

    Ubrany jak zawsze do medytacji, w długą szatę bez spodni, wyglądający dziś jak Budda po odrzuceniu ascezy, profesor Jan Twardyludź rozpoczął podróż w wyższe stany świadomości. Była to podróż niezwykła, gdyż profesor od pewnego czasu uważał się za boga. To znaczy on sam siebie uważał za Boga, ale ponieważ prawie całe życie był ateistą, myślał z przyzwyczajenia o sobie jako bogu z małej litery. Swoją boskość wywiódł z całego dorobku myśli oświecenia, ścieżki gnozy politycznej. Długo uważał się za jednego z bogów mających doprowadzić do immanencji eschatonu. Jednak dziś w świątyni był już o krok od nabrania przekonania, że jeśli nie jest bogiem jedynym, to jest nadbogiem wśród bogów. Zanim zbliżył się do tej myśli, zapewne przełomowej dla ludzkości, uważnie studiował teologię i struktury religii świata. Religii, które przetrwały, i tych, które znają tylko badacze. Odrzucił je wszystkie, stając się człowiekiem oświeconym. Jednak buddyzm, będący przedmiotem jego studiów, choć niebędący formalnie religią, był mu bliski. Sama zracjonalizowana koncepcja panowania nad demonami była więcej niż OK, była cool. Czerpał też z buddyjskich technik medytacyjnych, a że w buddyzmie nie było boga, mógł doskonale wypełnić tę lukę. Dziś wiedział, że naznaczenie go szczególnym znakiem, który w młodości przyniósł mu tyle upokorzeń, nie było przypadkowe. Znak świadczył o jego boskości. Wyróżniał go jako boga między bogami. Znak, od którego wszystko się zaczęło, który przywiódł go w to miejsce i który zostanie użyty do objawienia bogom i ludziom prawdy. Znak: złota śrubka w pępku, z którą profesor się urodził.

     W dzieciństwie i młodości miał ze śrubką problem. Ojciec od jego urodzenia patrzył na niego i na jego matkę krzywo. Wszak w jego rodzinie nikt nigdy nie urodził się ze śrubką w pępku ani w innej części ciała, a on sam trzymał śrubokręt w ręku może raz w życiu. Podejrzenia co do ojcostwa nurtowały go do końca życia i żadne zapewnienia Ludmiły Twardyludź, że w jej rodzinie także żadnych śrubek i spinaczy nie było, nie tylko nie mogły go uspokoić, a wręcz, co oczywiste, wzmagały podejrzliwość. Sam profesor, wtedy jeszcze Jasiu, zaczął mieć problem ze śrubką w okresie dojrzewania. Niestety, rówieśnicy wzięli śrubkę za kolczyk w pępku i jak to wśród dzieci, złośliwościom nie było końca. Jaś został przezwany homosiem. Ale prawdziwe problemy zaczęły się wtedy, kiedy młody Janek okazał się homosiem nie być.

    Jego pierwsza kobieta, z którą był blisko, w chwili intymnego zbliżenia nie okazała się subtelna. O nie, nie śmiała się z samej śrubki, której tajemnicę jej jednej zdradził, ale z męskości Jana. Już po zażartowała, że może gdyby śrubkę poluzować, to coś więcej będzie wystawać tam gdzie trzeba. Szok i trauma. Wcześniej nie przejmował się śrubką, teraz stała się jego obsesją. Rodzice – dla których, jak wspomniano, był to temat drażliwy – poza okresem niemowlęctwa nie konsultowali śrubki z lekarzami. Teraz Jan dostał na tym punkcie obsesji, chyba faktycznie uwierzył, że śrubka coś w nim blokuje. Niestety, medycyna konwencjonalna była bezradna. Medyków fascynowała niesamowita budowa śrubki, która na zewnątrz składała się z pierwiastków złota, ale wewnątrz przechodziła stopniowo w struktury białkowe połączone z układem limfatycznym i krwionośnym. Pomysł na operacyjne usunięcie śrubki nie był forsowany, ba, wręcz zniechęcano Jasia wymyślnymi konsekwencjami od krwotoku wewnętrznego po dysfunkcję organów, na które śrubka mogła mieć wpływ. Wynikało to z tego, że każdy lekarz, który miał ze śrubką do czynienia, marzył o poddaniu jej wieloletnim pogłębionym badaniom i nie chciał pozbywać się fenomenu tak rachu-ciachu przy pomocy skalpela. Skoro lekarze nie potrafili nic wyjaśnić, pojawili się psychologowie. Mimo że właściwie poza utartym powtarzaniem formułek o  samoakceptacji i dostrzeganiu dobrych stron w zaistniałej sytuacji jak zwykle nie mieli nic interesującego do powiedzenia, pchnęli go we właściwym kierunku. Tak, śrubka musiała być czymś pozytywnym, wyróżniała go spośród miliardów ludzi. 

    Aby lepiej zorientować się w temacie, zaczął studia od historii ludzi naznaczonych, posiadających znaki szczególne. Na dłużej zatrzymał się przy stygmatach. Tu kolejnym krokiem były studia nad chrześcijaństwem, a potem kolejnymi religiami i systemami etycznymi. Kierunek studiów wybrał jednak inny. Socjologię na UJ. Myślał wprawdzie o KUL-owskiej teologii, ale raz, że rodzice w PZPR, dwa, był praktyczny. Socjologia marksistowska dawała szansę na karierę. Można rzec, zawodowy teoretyk komunizmu, amator historii i teologii. Studia szły mu nieźle, nie miał więc większego problemu z poświęceniem czasu na dalsze zgłębianie wiedzy o religiach świata. 

    Przez pierwsze dwa lata pogłębiał swoją wiedzę o chrześcijaństwie i je odrzucił. Było zbyt egalitarne, musiałby zostać nowym synem bożym, aby być kimś ponad wszystkimi. Nie chciał jednak wchodzić w buty Hong Xiuquana5 i bałby się skończyć jak on. Judaizm, którym zajął się w następnej kolejności, czekał wprawdzie na Mesjasza, ale złota śrubka jako znak dla uczonych w piśmie? Z braku jakiejkolwiek wzmianki, że Mesjasz będzie miał śrubę w pępku, nie miał szans u Żydów. Islam… oj, tu nawet próba bycia nowym Mahdim6 mogłaby skończyć się dalszym posiadaniem śrubki, ale już niekoniecznie głowy. Znalazł jednak w islamie ciekawą inspirację. Dostrzegł w Mahomecie wielkiego polityka i propagandystę. Argumentacja za przyznaniem starszeństwa nowej religii nad judaizmem oraz sposób, w jaki potrafił rozprawić się z opozycją, przemawiały do niego.



Przypisy: 

Przywódca powstania tajpingów, uważający się za kolejnego po Jezusie Syna Bożego.

6  To ten z „Pustyni i w Puszczy”


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura