Ze szkockiej perspektywy.
Z kimś kto odrzuca prawdę nie warto dyskutować. Prawda jest bowiem niezbędna do ustalenia kodu komunikacji.
1 obserwujący
22 notki
2725 odsłon
36 odsłon

Zmysł polityczności /zś 13

R.O.
R.O.
Wykop Skomentuj

– Determinizm to kretynizm. Wszystkim rządzi przypadek –wtrącił przeorany wódeczką siedzący po skosie do tego, który siedział przy oknie naprzeciw tego, który siedział przodem do kierunku jazdy. 

– Pytanko tylko, co to jest przypadek? No popatrz, Tadeuszu –zagadnął dziadek do konduktora po imieniu, potwierdzając moje podejrzenia, że dobrze się znają – ty kiedyś pod wpływem Berlina przyjrzałeś się wskazanym przez niego mężom stanu obdarzonym, jak on to nazywał…? 

– Zmysłem polityczności – uzupełnił Tadeusz. – Tak, zestawiłem parami tych według Berlina obdarzonych zmysłem i im współczesnych zarządzających podobnym potencjałem i przy parze Bismarck kontra Napoleon III wyszło mi, że przypadek to gra dla pizd.

– Jeszcze słówko, panowie. – Nie za bardzo kumałem, o co chodzi z tym Berlinem, czy o miasto czy coś innego, ale to postanowiłem sprawdzić później. Teraz, żeby zrozumieć, o czym mówią, musiałem zadać inne pytanie: – Jakieś objaśnienie, czym jest ten zmysł polityczności?

– Izaak wyszedł z założenia, że większość polityków, właściwie, lepiej doprecyzujmy, decydentów politycznych, podejmuje decyzje po przeprowadzeniu analizy dostępnych danych. To, co najistotniejsze w opracowaniu Berlina, to rozważania o zdolności syntezy wyłącznie najistotniejszych elementów, czynników, zmiennych do prowadzenia polityki. Rozważania, skąd u niektórych jednostek ta niezwykła zdolność: właśnie Bismarcka, Oktawiana czy Salisburego. Oczywiście aby dokonać takiej syntezy, musi dojść do analizy i tu właściwie pojawia się ta decydującą cecha, zmysł polityczny. Jak ktoś to ma, to dokonuje syntezy wyłącznie w oparciu o istotne, decydujące składniki danej sytuacji. Etap analizy ma charakter celowo ograniczony; nie to, że nie ma danych, ale ma je w dupie jako nieistotne. Ta zdolność to powiedzmy takie, no… wiem, o: to priorytet analityczny. 

– Hm, możesz jakoś konkretniej. – Dziadek, podobnie jak ja, był widocznie zaskoczony słowotokiem pana Tadeusza.

– Zobrazuję to wam tak. Jak maszyny grają w szachy. A… i mam oczywiście pełną świadomość, że gra polityczna jest bardziej złożona ze względu na liczbę zmiennych, ale na szachach to dobry przykład. Już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku zdolności obliczeniowe komputerów zdecydowanie przewyższały zdolność obliczeniową człowieka, niemniej maszyna nie była w stanie pokonać człowieka w grze w szachy. Udało się to dopiero teraz. Problem tkwił w tym, że człowiek potrafiący grać w szachy nie potrzebuje analizować wszystkich możliwych kombinacji, dokonuje wyłącznie analizy ważnych elementów, no właśnie syntezy po ograniczonej analizie. Maszyna nie potrafiła tego dokonać, traktując na równi wszystkie kombinacje, co neutralizowało jej przewagę obliczeniową.

Mówiąc inaczej, człowiek liczył wolniej, ale nie musiał liczyć aż tyle. Dopiero programiści, którzy „nauczyli” maszynę wyznaczać priorytety obliczeniowe, mogli rzucić skuteczne wyzwanie arcymistrzom szachowym. Podobnie dzieje się w przypadku konfrontacji polityków: poza innymi czynnikami przewagę może uzyskać ten, który jest w stanie szybciej i trafniej przeanalizować sytuację dzięki skoncentrowaniu się wyłącznie na kwestiach w danej sytuacji najistotniejszych. 

– I co z tym przypadkiem? – Pompka stawał się coraz bardziej niezbędny, chroniąc nas przed dalszą dygresjacją rozmowy. 

– Napoleon III, bodajże po bitwie pod Solferino… a wiecie, to był mecz z tych, jak to się mówi, że wygraliśmy, bo przeciwnik był jeszcze słabszy niż my… miał powiedzieć coś w tym stylu: wicie, rozumicie, ale w awantury wojenne to ja bym się już wolał nie wdawać, bo to przypadek w zbyt dużym stopniu decyduje o losach bitew. No i pies mu mordę.

A potem czytam, jak zaraz tak po wysłaniu  depeszy emskiej Bismarck i Moltke po obiadku siedzą i rozważają sytuację geopolityczną i strategiczną. Sytuacja wyglądała mniej więcej tak, że w razie wojny z Francją ta mogła liczyć ewentualnie na, pobitych wcześniej przez Prusaków, Austriaków oraz wprawdzie wiele zawdzięczających Napoleonowi, ale obecnie naburmuszonych Włochów. Spór dotyczył tego, czy jak Austria się ruszy, to defensywa na zachodzie i lejemy na południu, a potem lejemy na zachodzie czy odwrotnie. Swoją drogą, to Austria wtedy to już kupę śmiechu była warta… 


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura