23 obserwujących
97 notek
95k odsłon
503 odsłony

Kościół nie jest supermanem. "Przypadek" biskupa Szkodonia

Wykop Skomentuj13

Wierzący w Polsce mądrze pogodzili się z "ludzkim" i "grzesznym" w Kościele. Nie dali się wyprowadzić z równowagi mediom i zachowali zdrowy osąd rzeczy.  

Jak każdego katolika poruszają mnie doniesienia tytułów prasowych:

"Sprawa biskupa Szkodonia. Dlaczego krakowska kuria zwlekała z zawieszeniem hierarchy?";"Gdzie jest ks. Krystian P. z Chramcówek? (WIDEO)"; "Zakopane Wikary z zarzutami Pokazywał dzieciom ostre porno".

Jest mi przykro. Liczę na to, że podejrzani duchowni przy zachowaniu wszystkich standardów postępowania śledczego, oczyszczą się z zarzutów. Życzę im tego.

Nie daję się zwariować, bo wiem, że problem pedofilii może rzucić cień na najszlachetniejsze latorośle w zaciszu domowego ogniska, szkolnej klasie czy na plebanii. Może dotknąć na przykład ojców kapucynów, których ból po zdemaskowaniu zakonnika - katechety z Zakroczymia czułam i których uważnie obserwowałam. Bracia byli szczerze wstrząśnięci, pościli i pokutowali. Żal mi było ofiar i żal mi było młodych, przejętych do żywego grzechem współbrata konsekrowanych mężczyzn. Snuli się po krużgankach klasztoru przez tydzień dosłownie jak cienie.

Zapowiadana od dość dawna – od czasów wejścia naszego kraju w strefę wpływów "stalinatu" (wcześniej hitlerowców) – katastrofa "ciemnego" i "zepsutego" katolicyzmu nie ziściła się i nie spełni. Przez prosty i notorycznie bagatelizowany fakt: mamy armię zaangażowanych i ofiarnych księży, jest ich znacząco więcej.

W Kościele jest mniej pedofilów i ludzi nikczemnych, niż przeciętnie występują oni w społeczeństwie. Tak jak mniej jest rozwodów i przejawów niemoralności na obszarach wiejskich i konserwatywnych. Kościół i zakorzeniona w chrześcijaństwie Polska starają się żyć zasadami religijnymi, co raczej, choć nie zawsze się udaje. W najbardziej uduchowionej i przylegającej do Boga wspólnocie przydarzają się upadki.

Pedofilię uważa się za jednostkę chorobową, powracającą w każdym pokoleniu w niezmiennie stałym procencie. Podstawowa charakterystyka zaburzenia preferencji seksualnych zakłada silne zniekształcenia poznawcze u sprawców, ograniczony wgląd i tendencje do manipulowania, ofiarami i sobą samym. Te preferencje są trudne do wyśledzenia przez najbliższe otoczenie, z czego robi się całkowicie niezasadny wyrzut biskupom.

Najtrudniejsze jest reagowanie na przemoc seksualną uwikłane w bliską relację. Trudno uwierzyć, że ktoś nam dobrze znany, życzliwy i uczynny może dopuścić się podobnego zła. Pedofile nie widzą nic nagannego w czynnościach seksualnych, które podejmują wobec nieletnich. Wydaje im się, że ich chronią i troszczą się o dzieci. Lgną do zawodów opiekuńczo-wychowawczych, stąd znajdziemy ich wśród nauczycieli, psychologów, psychiatrów, duszpasterzy, policjantów, pracowników pomocy społecznej.

Nie tylko Kościołowi, przede wszystkim rodzinie i szkole, ciężko się dostosować do stosunkowo niedawno ukształtowanej profilaktyki i prewencji w zakresie psychotraumatologii seksuologicznej. Zakłada ona ograniczenie zaufania do najbliższych. Co najmniej niektóre zachowania opiekuńcze i pielęgnacyjne muszą być monitorowane. W pewnym sensie dla układu rodzinnego, sąsiedzkiego czy przyjacielskiego to nienaturalne, że musimy pozostawać w nieustającej fazie czuwania z obawy przed ewentualnie ukrytymi skłonnościami krewnych i przyjaciół. Cierpią na tym więzi międzyludzkie, które zależą od przewidywalności. Pierwszym krokiem ozdrowieńczym jest dać sobie pomóc i dopuścić zewnętrzną ocenę, zdystansowaną i chłodną. Z zewnątrz można rozpoznać tę potworną aberrację.

Ohydne jest w tym wszystkim, że na owych zależnościach - między ofiarami, sprawcami, otoczeniem - żerują koncerny będące własnością ludzi nienawidzących Kościoła i Chrystusa. Jak komunistom czy prześladowcom z pierwszych wieków posądzającym chrześcijan o zepsucie obyczajów, składanie niemowląt w ofierze czy zatruwanie wody w studniach nie chodzi im o czyjekolwiek dobro.

Wina moralna absolutyzuje dobro i zło, obejmuje intencje i ma status indywidualny. Wina moralna nie ma z definicji charakteru zbiorowego.

Wina w perspektywie prawno-socjologicznej jest relatywna, zależna od okoliczności, kontekstualna, widziana w perspektywie konstrukcji i statystyk (większościowych i mniejszościowych norm) społecznych; dopuszczalna jest jej podmiotowość zbiorowa.

Różnice między obu poziomami odpowiedzialności są przedmiotem instrumentalizacji. Dajemy się zasugerować headlinom. Media chciałyby skarżyć Kościół zbiorczo, a zarazem zabsolutyzować jego odpowiedzialność w oderwaniu od okoliczności, świadomości i norm społecznych lub artykułów prawnych. Użyć naraz jednego i drugiego rodzaju odpowiedzialności nie da się bez zniesienia logicznego i spójnego wnioskowania: atrybucji przynależących do winy moralnej lub cech karno-społecznych.  

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo