23 obserwujących
91 notek
91k odsłon
156 odsłon

Biedroń i Hołownia. Postaci z kreskówki bronią nas przed pandemią

Wykop Skomentuj1

W wyprodukowanej przez BBC - składającej się na kilka sezonów i kilkadziesiąt odcinków - nagradzanej wielokrotnie perle brytyjskiego humoru gender komedii  "Little Britain"przewija się galeria osobowości oddających angielskie stany: od robotniczej do klasy wyższej.

Daffyd Thomas, walijski bezrobotny z górniczej miejscowości Llandewi Breffi buduje swój światopogląd na przekonaniu, że jest jedynym gejem w swojej wiosce (słynne ang. "the only gay in the village").

Sebastian Love towarzyszy premierowi Wielkiej Brytanii (Anthony Head) jako osobisty sekretarz. "Pedałowaty" - jak drwią z siebie autorzy - asystent brytyjskiego premiera pada w ramiona drugiego "pedałowatego" asystenta premiera. Potem się obmawiają - cytuję scenariusz - kłócą i "przeginają". Sebastian patrzy przy tym na szefa rządu jak na obiekt swej platonicznej miłości. Jego zazdrosne uczucie wpędza "premierka" w zakłopotanie, np. gdy Sebastian nazywa "dziwką" panią premierową, która zaszła właśnie w ciążę, namiętnie całuje lokatora downing street podczas partyjnego przyjęcia, zachowuje się bardzo emocjonalnie i niestosownie podczas wizyt głów obcych państw, lub też zmusza pierwszego ministra podstępem do paradowania w skórzanych majtkach w stylu sado-masochistycznym. Rywalizuje o względy szefa z drugim czarnoskórym asystentem. 

Sir Bernard Chumley, niegdyś znany aktor teatralny, obecnie zgrzybiały staruszek mieszkający w ubogim blokowisku wraz ze swą siostrą, która z jego winy stała się inwalidką i którą traktuje jak balast – podjada przywożone dla niej przez organizację charytatywną posiłki, próbuje także pochować ją żywcem. Wykazuje seksualne zainteresowanie młodymi chłopcami. Grany jest przez Matta Lucasa. 

Jednych to śmieszy dla innych tego typu zabawa BBC jest odrażająca. A jak ma się ona do klimatów w polskiej polityce?

W monthypytonowskie kostiumy i role z nfantylnym i cynicznym zarazem odbiorem polityki wciskają się instynktownie Robert Biedroń i Szymon Hołownia. 

Były prezenter telewizyjny nie daleko odbiega od patosu "jedynego geja". Mamy bić mu brawo za poświęcenie. Deklaruje: "Zostawiłem telewizję, po to żeby zmieniać z wami Polskę". 

Na Himalaje hipokryzji wspina się różowo-lewicowy polityk: Polskę na forum międzynarodowym przedstawia jako homofobiczny skansen ze strefami wolnymi od odmieńców. Prawda jest inna: Słowianie opierają się ideologii LGBT a homoseksualizm dekryminalizowano w ojczyźnie Marii Konopnickiej prawie sto lat temu (w Wielkiej Brytanii thatcherowski zakaz promowania LGB upadł w 2003 roku). Gejom i lesbijkom nie wolno zawierać nad Wisłą związków małżeńskich i adoptować dzieci, tak jak niewidomym kierowcom nie wolno prowadzić pojazdów samochodowych, co właśnie boli część figur na wyborczej szachownicy. Ale czy jest to prześladowanie mniejszości?

Problemy, którymi żyją obaj kandydaci na najwyższy urząd w państwie nie obchodzą Polaków, są w dużym stopniu wyimaginowane i demagogicznie dostosowywane do pijaru kampanijnego. Obietnice, którymi sypią, przyobiecane złote góry, są nic nie warte i rabują dorobek premiera Morawieckiego wypracowującego w pocie czoła fundusze państwa. 

Miękkawi chłopcy dają sobie po łapkach. Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek wyrzucili ze znajomych na Facebooku doradcę Hołowni. Wiele osób uznało, że to zbyt błaha sprawa, by o niej informować. Ale w obronie wyoutowanego działacza stanął sam kandydat na prezydenta: "Smutna wiadomość tej kampanii" oznajmia dramatycznym tonem były showman. Nie koronawirus? Są gorsze rzeczy? 

- "Przemek Staroń, mój doradca ds. edukacji, został wyrzucony ze znajomych przez Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka oraz zaatakowany ad personam przez drugiego z nich. Po zapytaniu przez Piotra Kuczyńskiego Robert Biedroń zablokował go na Twitterze" - uchyla na Facebooku rąbka tragifarsy Szymon Hołownia. 

Gdy trzeba walczyć o przetrwanie - demograficzne, ekonomiczne, kulturowe - narodu okazuje się, co naprawdę jest ważne. W chwili dosłownych zagrożeń społeczeństwo liczy na prawdziwych facetów, zdolnych do walki i trzeźwo szacujących ryzyko. Nie potrzebujemy "pedałowatych" (w znaczeniu monthypytonowskim) epigonów ideologii (liberalnych, lewicowych, równościowych) oderwanych od rzeczywistości, niezrozumiałych i nieracjonalnych a bywa że absurdalnych. Obronią nas - swoje kobiety i dzieci - stuprocentowi mężczyźni. 


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka