23 obserwujących
91 notek
91k odsłon
218 odsłon

Kościół w dobie koronawirusa. Co przeszkadza duszpasterstwu?

Wykop Skomentuj1

Nie będę toczyła bojów o to, czy należy iść na mszę do kościoła czy oglądać jej transmisję w domu. Chodzi o tolerancję, bo jakiegokolwiek wyboru w  tak dramatycznym położeniu nie wolno zaganiać w róg stygmatyzowanego poglądu. A robią to najczęściej teolodzy wycierający sobie na co dzień gębę frazesami o otwartości i różnorodności ("tak ale nie dla wszystkich").  Odczytanie czynów i słów Jezusa kierowanych do utrudzonych, zbłąkanych i - jakże - chorych mas ludzkich zakłócane jest herezją tępicieli zacofania w Kościele. 


Sądząc po liczbie i napastliwości ukazujących się na łamach Tygodnika Powszechnego, Więzi czy jezuickiego portalu Deon artykułów piętnujących konserwatywnych katolików ich liberalni (forsujący postulat uwolnienia katolicyzmu od "ciążących" mu autorytetów) autorzy niemal jednomyślnie postanowili bezwzględnie wykorzystać zamieszanie wywołane przez pandemię do kontrastowania własnej wyższości intelektualnej z hermetyczną i obskurancką warstwą katolicyzmu. Mają ku temu wyjątkową okazję a kontrast i urazy bardzo dawne - nicujące nawet postać Jana Pawła II upierającego się przy prawie antyaborcyjnym - wyostrzają się w sąsiedztwie akcji humanitarnych i troski o zakażoną ludzkość. 

Sekularyzm a zdrowy rozsądek

Sekularystyczne wyznaczanie poziomów racjonalności wywodzi się z Oświecenia i późniejszych ideologii zwróconych przeciw jednostce wrażliwej na transcendencję, włączającej życie nadprzyrodzone w etos społeczny i domagającej się publicznego wyrazu wiary. Zdaniem epigonów laicyzmu jej oczekiwania to grzech śmiertelny. Postawienie ochrony duchowej na równi z troską o życie doczesne jest - z sekularystycznej inspiracji a pod parasolem tragedii pandemicznej - przepisywane do kategorii fundamentalizmu.

Wbrew przekonaniu pohukujących na ciemnogród księży niewiele ich racjonalizm ma wspólnego z nauką, choć odmienia się ją w ich dyskursie przez wszystkie przypadki. Wiedza społeczna i ta oferowana przez nich w związku z epidemią dotknięta jest poważnymi wadami: idzie na skróty, likwiduje wiele pośrednich zmiennych i lekceważy moderatory. Tak samo, po trupach, przeszła agenda edukatorów seksualnych, organizacji promujących imigrację i ekologię oraz wszystkich przedstawicieli inżynierii społecznej powołujących się na wyższość rozumu. Duchownych fanatycznie identyfikujących się z postępem różni ich z nimi to, że usypianiem potrzeb religijnych głównie zajmują się ci drudzy, jako bardziej kompetentni w tematyce religijnej.

Krytycy zacofania w Kościele mają alternatywną, wyłącznie kolektywną receptę na kryzys, bo w zbiorowości, która liniuje jednostki widzą wytrych do szybkiego wprowadzenia oczekiwanych przez siebie postmodernistycznych innowacji (np. preferują cybernetyczną i horyzontalną wspólnotę wiernych wolną od hierarchicznych autorytetów i ontologicznego doświadczenia), bez zbędnych opóźnień, pogłębionych debat i zawracania sobie głowy wątpliwościami. Receptę na szczęście ludzkości (Kościoła) najlepiej wykupić w stanie chaosu i w tym stanie aplikować nieprzetestowane jeszcze lekarstwo Ludowi Bożemu.

Co naprawdę blokuje "deonowców" w równoważeniu pomocy doczesnej z nadprzyrodzoną? Pod presją postoświeceniowego monopolu na racjonalność runęła im równowaga między zapotrzebowaniem na duchowość a wykorzystywanymi przeciwko religii ustaleniami naukowymi. Dla postoświeceniowych umysłów wszystko, co bywa przekrzywieniem - z naruszeniem duchowości - w stronę materializmu (bezpieczeństwa materialnego i progresu technologicznego) jest racjonalne i nowoczesne. Dariusz Piórkowski, Szymon Hołownia i dyżurny mitoman Gazety Wyborczej, Andrzej Wierzbicki maniakalnie śledzą i demaskują katolickie wstecznictwo, czy ono ma miejsce czy nie. Czasami wydaje się, że to jest jedyny intelektualny sens ich bytowania: znaleźć i unicestwić starą oświeceniową projekcję katolickiego zacofania, które miałoby hamować harmonijne współżycie świeckości z sacrum. Nadto obwiniają katolików "trzymających się zbyt kurczowo sakramentów" (także praktyk eucharystycznych: proboszczowie w Sokółce i Legnicy, gdzie wydarzyły się cuda eucharystyczne, codzennie prowadzą procesje z Najświętszym Sakramentem; świeccy apelują o zawierzenie Polski Niepokalanemu Sercu Maryi w związku z zagrożeniem epidemicznym) za przykry, swędzący dobrego wujka - za którego tyleż niepodważalnie, co infantylnie poczytują dogmatyczny pluralizm i totalitaryzujący się liberalizm - kryzys. "Przemądrzali" duchowni i świeccy (nie tylko lewica, ale na przykład Szymon Hołownia i ostatnio ks. Alfred Wierzbicki pomysłodawca bezczelnego tytułu "Słuchać biskupa czy rozumu?" - echa dawnego kartezjańskiego "serce czy (kontra) umysł", wolteriańskiego wiara przeciw jasności intelektu, marksistowskiego opium dla ludu przeciw materializmowi dialektycznemu), tak jak ich lewicowo-liberalne analogi, rozpowszechniają kosztem uniwersyteckiej reputacji Kościoła antyklerykalny pastisz i zaprowadzają niezrozumiałą konstrukcję pomocową odwołującą się do rzekomych danych empirycznych.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo