23 obserwujących
101 notek
97k odsłon
269 odsłon

KUL cofa Kościół w sprawie LGBT

Wykop Skomentuj4

Dewiacja nie zasługuje na ochronę. Ekshibicjoniści nie są normalnymi ludźmi. O nich mówił w Studiu Polska Przemysław Czarnek. I w związku z tą wypowiedzią komisja dyscyplinarna katolickiego uniwersytetu wszczęła postępowanie. Czy KUL będzie miał u siebie drugą prof. Ewę Budzyńską bronioną przez Ordo Iuris przed zapędami cenzury?


Wystarczyło, żeby Andrzej Duda napisał – wzorem Donalda Trumpa – adresowany do mediów tweet o ich fakenewsowym zacięciu, by nieco przyhamować ofensywę kłamstw na temat stosunku Polaków do homoseksualistów. - " W dzisiejszych czasach Prawda jest przestraszonym małym stworzeniem, które ukrywa się przed znacznie silniejszą Poprawnością" – odpowiedział na fałszywe oskarżenia prezydent. I okazuje się, że fakenews jest orężem dużych opiniotwórczych ośrodków od Reutersa do New York Timesa, z których siłą naginania rzeczywistości przekazu zwykły internet niewiele ma wspólnego. 

Nie wszystkie reakcje na kampanię oszczerstw, znaną powszechnie jako polityka miłości LGBT, były trafne. Joachim Brudziński nie potrafił wyjaśnić, dlaczego bez ideologii gender świat jest radośniejszy, ale w strachu zaczął zwalać winę na Przemysława Czarnka, który nie zostawił odbiorców swojej wypowiedzi bez objaśnień i wytłumaczył czemu [obsceniczne] zachowania amerykańskich gejów uważa za niemoralne. Śladem europosła Brudzińskiego poszło kilku prominentnych przedstawicieli partii rządzącej. Wyszło na to, że PiS wycofuje się ze swojego stanowiska w sprawie gejów.

Rozmiar międzynarodowy lokalnej nawalanki zawsze paraliżował prawicowych polityków. Partyjny rachunek podpowiada "zamknij się, więcej sondażowo stracimy, niż zyskamy". Czy do podobnej kalkulacji skłania się katolicki uniwersytet w Lublinie? 

Dość kuriozalnie wybrzmiało oświadczenie uczelni Jana Pawła II, które w kontekście demoralizacji panującej na paradach gejowskich podkreśla, że wszyscy ludzie mają tę samą naturę i cieszą się równą godnością na dowód czego przytacza się magisterium Kościoła. 

Paradoksalnie w powołanym fragmencie katechizmu nie ma mowy o równości absolutnej (bezwzględnej), nie ma też mowy o równości orientacji seksualnych. 

"Równość między ludźmi w sposób istotny dotyczy ich godności osobistej i praw z niej wypływających: Należy (...) przezwyciężać (...) wszelką formę dyskryminacji odnośnie do podstawowych praw osoby ludzkiej, czy to (...) ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pozycję społeczną, język lub religię, ponieważ sprzeciwia się ona zamysłowi Bożemu" (1935 KKK). 

Kościół ani Deklaracja Praw Człowieka nie wyróżniają - co zrobił KUL - orientacji seksualnej jako kategorii chronionej, rozpoznawalnej i grupowej z kilku powodów. 

Istnieje dyskryminacja pozytywna. To ta dyskryminacja, która różnicuje ludzi ze względu na ich możliwości i cechy. 

– Nie sposób dyskryminować kogoś, kogo cechy nie są uzewnętrznione, jak wyznawanie religii czy przynależność etniczna – zwraca uwagę kard. Ratzinger w instrukcji dotyczącej homoseksualistów. 

Kolejnym powodem niewyróżniania kategorii seksualnej jest ujęcie tożsamości ludzkiej, która seksualność włącza w porządek wolitywny, rozumny i duchowy i czyni ją akcydentalną. Tożsamość zmysłowa w sobie nie jest ludzka i odrębna. Ideologie widziałyby tożsamość zmysłową ponad ludzkim wymiarem i w oderwaniu od relacji. 

Wszystkie te treści obracają się wokół równości relatywizowanej przez ograniczenia wolności, kompetencji i umiejętności człowieka, przez sprawiedliwość i związki człowieka ze społeczeństwem. 

Stąd wniosek, że uczciwe i katolickie rozumienie, a więc i powołanie się na równość jest warunkowe i należy za każdym razem mówić ludziom, na czym te warunki polegają, czego w oświadczeniu KUL nie czytamy. 

Próba pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej przez komisję rektoralną budzi te same obiekcje, co nękanie prof. Ewy Budzyńskiej opisane przez prawników Ordo Iuris. 

Należy żywić nadzieję, że proceder autorytarny na uczelniach zostanie zlikwidowany przez ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego. 

Równość i wolność bezwarunkowo stosowały tylko komunizm, nazizm i liberalizm, z odwrotnym skutkiem. 

Nie chce mi się wierzyć, że światli ludzie nie wiedzą tego o równości, z jej zastrzeżeniami, co komunikuje orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 5 maja 2010 r. I PK 201/09. Które wyraża dorobek cywilizacji grecko-rzymskiej o równości: "zakaz dyskryminacji wynikający z art. 32 ust. 2 Konstytucji RP nie jest tożsamy z zakazem różnicowania sytuacji podmiotów prawa. Jest to natomiast zakaz nieuzasadnionego, różnego kształtowania sytuacji podobnych podmiotów prawa, w procesie stanowienia oraz stosowania prawa".

Tym samym, jeżeli takie uzasadnienie istnieje, różne traktowanie po prostu nie stanowi dyskryminacji. Tymczasem aktywiści LGBT permanentnie wmawiają opinii publicznej, że między uzasadnionym różnym traktowaniem a dyskryminacją istnieje znak równości.

Konkluzje tej historii są dwie. Uczeni z KUL przyłączają się do ideologicznego rozumienia równości i w tym samym stopniu zatracili klasyczną wrażliwość jej spójnego i logicznego rozumienia wyłożonego na przykład w powyższym orzeczeniu.

Jeżeli prawo do demoralizacji podciągniemy pod prawa człowieka, to przyłączymy się do programu antykultury i antywychowania, które forsuje szkoła frankfurcka a KUL nieporadnie teraz za nią jakby podąża.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo