25 obserwujących
110 notek
106k odsłon
148 odsłon

Głos episkopatu o wyborach. Plebiscyt za lub przeciw Janowi Pawłowi II

Wykop Skomentuj5

Jeżeli Kościół nie ma nic do powiedzenia na temat antropologicznej, kulturowej i ekonomicznej kolonizacji i omija szerokim łukiem jej główne ośrodki z obawy przed kontratakiem, to nie ma nic społecznego do powiedzenia, traci moc i wiarygodność a jego funkcja profetyczna zanika. Kościół stracił ogromną szansę przeciwdziałania infantylizacji społeczeństwa obywatelskiego - głosowaniu na krawat kandydata. Doświadczeni życiowo hierarchowie mogli ostrzec społeczeństwo przed powierzchownym emocjonalnym traktowaniem polityki i mogli zwrócić je w kierunku analitycznego przetwarzania informacji ze stron programowych formacji politycznych. Mechanizm zastraszenia i redukowania misji Kościoła w sferze społecznej pochodzi z zaplecza, którym kieruje prymas i łódzki metropolita.

Potrzebna jest wielka narodowa modlitwa o światło Ducha świętego dla polskiego elektoratu. 12 lipca okaże się, czy Polska zostanie objęta opatrznościowym wyjątkiem od reguły powszechnego zepsucia zaprojektowanego przez bezbożne ustawodawstwo. Kościół ma prawo przeglądać i oceniać programy kandydatów, ale tego nie robi. Nie słychać jego głosu w debacie publicznej, choć nie ma równie uprawnionego podmiotu do wystawiania certyfikatu zgodności z nauką społeczną papieży. 

Decyduje się los rodziny: czy rodzina będzie w centrum polityki czy zostanie z niego usunięta pod pretekstem bliżej nieokreślonego pluralizmu i założenia, że wszystko jest równie dobre, łącznie ze strukturami rodzinnymi.

Olbrzymi międzynarodowy aparat pijarowski - który stanął za Rafałem Trzaskowskim - doprowadził do spłaszczenia debaty politycznej. Udało im się zrobić z poważnych wyborów plebiscyt - pojedynek na wizerunek i emocje - z pominięciem warstwy treściowej.

Dlaczego episkopat powinien się wypowiedzieć? Kościół zaproszony jest przez polskiego papieża do zajęcia stanowiska w sprawie LGBT i wyborów. Jan Paweł II chciał, aby Kościół bronił człowieka i sprawiedliwości społecznej. Jak polski Kościół radzi sobie z tym zadaniem? Czemu nie słychać go przed wyborami?

Wygodnie jest być arbitrem, który wyczekuje na bezpiecznych pozycjach na wynik rywalizacji ugrupowań politycznych, żeby pogratulować zwycięzcy. Zachowawczość i ostrożność, żeby nie narazić się na ostrą lewacką krytykę, odtrąca pasterzy od owiec, dzieli ich mentalną barierą od problemów ludu. W ten sposób biskupi stają się niewrażliwi na ludzką krzywdę: lokatorów wyrzucanych na bruk, dłużników krzywdzonych przez bankierów, rolników okradanych przez wielkopowierzchniowy handel, średnią klasę niszczoną przez rynek globalny, klasę pracującą skazywaną przez korporacje na bezrobocie.

Czy potrzeba ponadprzeciętnej wnikliwości, by odczytać nowe kategorie osób i grup społecznych marginalizowanych i wykluczanych przez system neoliberalny?

Kluczowym terminem otwierającym pole dla aktywności quasipolitycznej Kościoła jest egalitaryzm. Kościół nie zgadza się z totalną równością w wydaniu marksowskim, ale jest zainteresowany względną równością. Zwalczanie nierówności jest wprost związane ze sprawiedliwością społeczną w rozumieniu katolickim. Ileż tematów nasuwa się w związku ze sprawiedliwym równaniem ludzi i rodzin. Polityka mieszkaniowa i lokatorska miastach, unicestwianie samodzielności ludzi przez ich zadłużanie, wypchnięcie rodzin z centrum polityki społecznej to jedne z bolączek, które Kościół artykułuje na liście wyborczych kryteriów programowych, ale dziś nie wypowiada, choć wybory są idealną neutralną okazją do ich zakomunikowania społeczeństwu.

Problem więc polega na odwadze i dobraniu kryteriów społecznych ze skarbca rzymskiego, zastosowaniu ich do aktualnego życia społecznego, jego problematyki i bolączek.

Odparcie kłamliwej narracji snutej przez ulicę i zagranicę na temat stosunku Polaków do homoseksualistów jest kwestią cywilizacyjną. Jest to też zadanie Kościoła.

Oto wściekła antycywilizacja posługując się kłamstwem i całym aparatem kulturowej przemocy chce zmusić właściwym dla totalitaryzmu metodami do udziału w zepsuciu i deprawacji dzieci, bo po nie sięga ruch genderowy, chce je wychować w opozycji do przeznaczenia i prawidłowego rozwoju psychoseksualnego.

To nie lapsusy językowe posła Żalka, potem prezydenta Duda, po nim Joachima Brudzińskiego i Przemysława Czarnka są problemem, lecz fakenewsy nieuczciwych dziennikarzy, którzy udają, że równość jest bezwzględna i - jak klasyczne prawo stanowi -nie zależy od sytuacji osób i grup, że ruch genderowy nie ma charakteru ideologicznego a demoralizacja nie jest celem parad gejowskich.

Fala kłamstwa na temat Polaków, ich rzekomej nienawiści do gejów - i przeciwnie: bezstronności, moralnej neutralności sorosowskiej kampanii homoseksualnej tzw. społeczeństwa otwartego - stawia polski episkopat przed dziejowym wyzwaniem.

Polskie dzieci i broniący młode pokolenia politycy potrzebują tu i teraz głosu z ambon całego kraju. Mocnego jak dzwon, jakim był osaczany przez "kruki liberalizmu" głos św. Jan Pawła II podczas wizyt w zagubionym - i opanowanym mentalnie przez laicką (w rzeczywistości trockistowską) lewicę Adama Michnika - kraju.

Kościół głosi prawdę Jezusa Chrystusa, prawdziwego i jedynego człowieka, że seksualność sama w sobie nie stanowi człowieka i jego tożsamości. Że dopiero włączenie życia zmysłowego w duchowość, wolitywną miłość i zobowiązanie wobec drugiej, komplementarnej płciowo osoby daje poczucie jedności międzypłciowej, w której dochodzi do wymiany tożsamości, a przez to osoba ludzka tożsamość osiąga.

Osoby homoseksualne zachęcane przez seksuologów i bezbożne ideologie do aktywności seksualnej ponad tą komplementarnością są unieszczęśliwiane, nie znajdują miłości i rozczarowane odchodzą z tego świata. I jest to już plan diabła.

Przemowa w obronie cywilizacji to szansa dana Ludowi Bożemu w kolejne rocznice największego z Polaków.


Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka