25 obserwujących
119 notek
115k odsłon
  497   0

Polak z Plymouth. Przez chwilę byliśmy razem

Publiczna egzekucja, poprzez odmowę podania wody i pokarmu, na pacjencie brytyjskiego szpitala była tak szokująca, że nawet środowiska relatywizujące granice życia zaniemówiły. W Gazecie Wyborczej ukazało się kilka dobrych tekstów i relacji, które spokojnie można zakwalifikować do proliferskich. Polacy zawsze mają odmienne zdanie – na cokolwiek. W tej fundamentalnej sprawie byliśmy jednomyślni. 

Podsumowaniem theatrum mortalis wyreżyserowanego przez szpital królewski w Plymouth były słowa ojca Norkowskiego, znanego krytyka mózgowej definicji śmierci:

- Jest to straszna śmierć. Nie słyszałem, aby w tak okrutny sposób uśmiercano zwierzęta, pozbawiając je pokarmu i przede wszystkim wody, aż "umrą" z powodu odwodnienia, podczas gdy człowiekowi można coś takiego zrobić. Czy to nie jest już relatywizacja wszystkiego? – pytał dominikanin.

Zdaniem eksperta sytuacja taka przypomina swego rodzaju system kastowy, w którym prawa człowieka zależne będą od usytuowania. Ci na samym dole nie będą mieli żadnych praw i będzie można ich zabić w każdej chwili. Całość zaś można nazwać "postępem". Tego rodzaju myślenie nie jest tradycją cywilizacji Zachodu – jej sukcesem i kluczem do rozwoju bowiem było wyrwanie się z takiego myślenia. 

Starania rządu o uratowanie skazanego na śmierć głodową będącego w stanie wegetatywnym, ale samodzielnie oddychającego i przejawiającego wszelkie podstawowe czynności życiowe Polaka, leczonego dotychczas w jednym z brytyjskich szpitali, zakończyły się niepowodzeniem. Nie wszyscy widzieli w nich sens. 

Ocena, czy obecne kryteria kliniczne i testy potwierdzające rozpoznanie "śmierci mózgu” spełniają wymagania dotyczące nieodwracalnego ustania wszystkich funkcji całego mózgu, w tym pnia mózgu wypada negatywnie. Jak zauważa Konstantinos Karakatsanis (2008; 2016) literatura medyczna, filozoficzna i prawnicza z ostatnich lat na temat "śmierci mózgu” podnosi coraz więcej wątpliwości. Autor artykułu " Brain death': Should it be reconsidered?" przedstawia cztery argumenty na poparcie poglądu, że pacjenci, którzy spełniają aktualne kryteria operacyjne "śmierci mózgu”, niekoniecznie doświadczają nieodwracalnej utraty wszystkich funkcji mózgu (lub pnia mózgu). Po pierwsze, wielu pacjentów z klinicznie "martwym mózgiem" zachowuje szczątkowe funkcje wegetatywne, w których pośredniczy lub koordynuje je mózg lub pień mózgu. Po drugie, niemożliwe jest sprawdzenie funkcji mózgu za pomocą klinicznego badania "przy łóżku", ponieważ drogi przechodzenia do i z mózgu przez pień mózgu są zniszczone lub niefunkcjonalne. Ponadto, ponieważ istnieją ograniczenia klinicznej oceny świadomości wewnętrznej u pacjentów, którzy pozbawieni są funkcji motorycznych, które manifestują świadomość, diagnoza "śmierci mózgu" opiera się na nieudowodnionej hipotezie. Po trzecie, wielu pacjentów utrzymuje kilka stereotypowych ruchów (tak zwane złożone reakcje rdzenia kręgowego i automatyzmy), które mogą wywodzić się z pnia mózgu. Po czwarte, żaden z obecnych testów potwierdzających nie ma koniecznej pozytywnej wartości predykcyjnej dla wiarygodnego orzeczenia śmierci człowieka. Zgodnie z powyższymi argumentami, założenie, że wszystkie funkcje całego mózgu (lub pnia mózgu) u pacjentów z "martwymi mózgami" ustały, jest unieważnione. 

Pacjent, o którym mówimy był w kontakcie wzrokowym z rodziną – tłumaczy dr Norkowski - reagował emocjonalnie, adekwatnie do sytuacji. "W mojej opinii był on świadomy siebie i otoczenia, zatem można było stwierdzić u niego stan minimalnej świadomości. Po drugie, "stan wegetatywny", (jeśli jest postawiona diagnoza) to jedno, a świadomy kontakt werbalny, wykazany choćby za pomocą czynnościowego rezonansu magnetycznego albo za pomocą metody testów - potencjałów wywołanych (event related potentials, IRP, czyli reakcji na komunikaty semantyczne) to drugie. Ten pacjent reagował na własne imię". 


Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo