38 obserwujących
154 notki
154k odsłony
  1421   1

"Pokój stambulski" to ogromna porażka USA [tego wam nie powiedzą w mediach]

Wydawałoby się, że pokojowemu dialogowi powinny patronować Stany Zjednoczone. Trudno o bardziej błędne oczekiwania. Akuszerami porozumienia między Rosją a Ukrainą były Chiny, Izrael i Turcja nie zaś pretendujący do przewodzenia ładowi światowemu Waszyngton, który utracił zdolności koncyliacyjne. Nie jest to niespodzianką. Gdzie amerykańscy neokonserwatyści narobili bałaganu, musiały po nich sprzątać Turcja i Rosja. Gdyby nie te dwa kraje nie doszłoby do kompromisu między zwaśnionymi arabskimi plemionami po zaatakowaniu Syrii przez Państwo Islamskie. Osmańska i rosyjska dyplomacje mają długą tradycję. Są to najlepsze ze szkół dyplomatycznych. Po stronie zachodniej widzimy zaś anarchię, brak wytyczonych celów i źle dobrane środki taktyczne.

Co się właściwie stało w Stambule? Te negocjacje były jednymi z najdziwniejszych w warunkach konfliktu bo rozpoczęły się w białoruskim Homlu, gdy machina wojenna dopiero się rozpędzała. Strona ukraińska przystępowała do nich od niechcenia, zmiennie i kapryśnie traktując etapy pokojowego procesu. Jej nonszalancji dopełniała niepunktualność, jednostronnie dyktowane zmiany miejsc i czasu posiedzeń, nieprzygotowanie formalne. Wystawiony przez USA do przeciągania konfliktu rząd w Kijowie kluczył licząc na osłabienie i wykrwawienie się przeciwnika. Raz to Zełyński mówił, że jest blisko zgody, potem że do niczego istotnego nie doszło. Ustalenia bezsporne, które zapadły nad Bosforem są już jednak kamieniami milowymi w drodze do pokoju. Pokój jeszcze co prawda nie nastąpił, ale powagę mu przydała decyzja Rosji o odstąpieniu od okrążenia Kijowa i Czernichowa, żeby "strony mogły nabrać do siebie zaufania". Trudno sobie wyobrazić aby którakolwiek z nich odstąpiła od stanowisk w kwestiach terytorialnych Donbasu, półwyspu krymskiego czy Mariupola, niemniej gest Moskwy przyjęty z ulgą przez Kijów mówi bardzo wiele o intencjach. I Moskwa, i Kijów nie chcą żeby ginęli ludzie. Tego porozumienia w ostatecznym kształcie jeszcze nie ma, jego zapowiedź jest jednak wyraźnym sygnałem wysłanym do Zachodu, że istnieje układ który kierując się odpowiedzialnością będzie deeskalował napięcia powstałe w dążeniu do jednobiegunowego rozkładu sił w świecie.

Realistycznie przyjmując, że w tym konflikcie uczestniczą trzy strony a nie jak się powszechnie sądzi i pisze dwie, to każda z nich - USA, Ukraina i Rosja - coś tracą i coś zyskują.

Rosja

Moskwa nawet gdy przyjmie najmniej korzystne warunki pokoju na pewno nie zostanie wypchnięta poza te granice, które ustanowiła aktualnie. Zdobycze terytorialne są bezcenne. Sankcje wcześniej czy później miną, wcześniej czy później gospodarka się odrodzi a państwo w poszerzonych granicach się ostoi. Zauważyć należy - za wieloma opiniami eksperckimi, między innymi, ekonomisty Jeffreya Sachsa - że samowystarczalność tak wielkiego kraju poparta gwarancją bezpieczeństwa żywnościowego i surowcowego nadaje mu status twierdzy, w której żyje się bez luksusowych zabawek ale też nie w nędzy. Poziom i styl życia zapewne troszkę się zmieni w wielkich miastach, ale prowincja o którą Putin bardzo dba, bo dostarcza mu głosów wyborczych decydujących w kampaniach politycznych, nie odczuje międzynarodowej izolacji Rosji.

Nie bagatelizując, w percepcji rosyjskiej "Na wojnie, jak na wojnie, ludzie giną". Do tego Rosjanie są zahartowani i z całą pewnością lepiej znoszą egzystencjalne próby niż cywile z Zachodu, dla których przeżycie bez fejsbuka jest niewyobrażalne. W Afganistanie więcej żołnierzy poniosło śmierć przez samobójstwa niż w walce - to wiele mówi o kondycji psychicznej społeczeństw postmodernistycznych, których mentalność tak bardzo różni się od rosyjskiej. O tym chyba zapomnieli autorzy sankcji, które bardziej uderzają w nich niż w przeciwnika, jak trafnie zauważa Sachs.

Przeczytajmy uważnie treść komunikatu z dzisiejszego spotkania obu delegacji.

"Władze Ukrainy zaproponowały przyjęcie przez ich kraj statusu państwa neutralnego w zamian za gwarancje bezpieczeństwa, co oznacza, że Ukraina nie mogłaby dołączyć do żadnego sojuszu militarnego, a na jej terytorium nie zostałyby rozlokowane obce bazy wojskowe. Przedstawiono także propozycję wprowadzenia 15-letniego okresu konsultacji w sprawie statusu zaanektowanego przez Rosję Półwyspu Krymskiego."

Czy Rosja zyskuje, czy traci?

Ukraina

Podstawowy dylemat wynikający z konsumpcji sukcesu, jakim niewątpliwie jest poradzenie sobie z agresją rosyjską i zniesieniem porażek (min. utrata bazy gospodarczej i wojskowej) dociera z płynności granicy między narodem a oligarchią ukraińską oraz między stanem faktycznym a postacią wizerunkową przebiegu konfliktu i jego następstw.

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale