MCzerw MCzerw
889
BLOG

Szewach Weiss nie był szczerym przyjacielem Polski

MCzerw MCzerw Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 15

Przez polskie media przeszło tsunami hołdów dla zmarłego kilka dni temu 87-letniego byłego ambasadora Izraela w Polsce. Najczęściej powtarzaną frazą w nekrologach zamieszczanych w prasie i telewizji było uznanie go za przyjaciela Polski. Jaki to sojusznik, który milczy w obliczu nagonki i przy tej okazji eksponuje tylko własną tragedię nie dostrzegając dramatu sąsiada?

Nie padło z ust Weissa słowo w obronie Polaków oskarżanych o morderstwo w Jedwabnem. Taki autorytet mógł przemówić głosem rozsądku: "ludzie dajcie spokój z sądem kapturowym, w cywilizowanym świecie najpierw przeprowadza się ekshumację a potem sądzi".

Jak mi się brata tak podle oskarża, to rozpłakałabym się nad tą podłością. Weiss zatrzymał łzy nad sobą i swoimi bliskimi, bo był przywiązany do miejsc, w których wydarzyła się jego rodzinna tragedia, nie do Polaków, dzięki którym wojnę przeżył wraz z rodzicami. Ukrywali się u Ukrainki Julii Lasotowej, później u polskiego małżeństwa Anny i Michała Górali. Następnie pomagała im przetrwać sąsiadka, Maria Potężna z synem Tadeuszem. O tym wspomina znacznie rzadziej.

Nie wystarczy nie ujadać na Polskę, żeby zasłużyć na miano przyjaciela a czasami powinno się dokonać wyboru między ojczyznami. Już w przypadku łamiącej wszelkie standardy współżycia napaści Tel-Awiwu z powodu suwerennie ustanowionych zapisów prawnych stanowisko Szewacha Weissa niosło rozczarowanie. Skwapliwie pouczał z moralną wyższością mieszkańców Polin i wypominał im obojętność na los Żydów, milczał, gdy nas oskarżano o udział w ludobójstwie w Jedwabnem i opowiedział się przeciwko Polsce w sprawie penalizacji antypolonizmu, opowiedział się wyraźnie za absurdalną konstrukcją prawną mienia bezspadkowego.

Nowela ustawy o IPN wywołała ostrą krytykę pod adresem Warszawy na arenie międzynarodowej, do której starzec dorzucił swoją opowieść o stodole, gdzie zginęli wszyscy jego krewni. Obłudnie nie wspomniał jednak słowem o współpracy judenratów z Niemcami, o żydowskich kapo nadreprezentowanych w Auschwitz, o warunkach okupacji, które odróżniały Polskę od innych krajów Europy. Czy nie wiedział nic o tym, ze każdy złapany Żyd wydawał ratującego go Polaka okupantowi, co było jedną z przyczyn, dla których pomaganie było tak trudne (Weiss skarżył się, że jego rodzina i Żydzi ogółem niebyli chętnie w Polsce wdziani, zostali wypędzeni. Polacy - bywało - nie lubili Żydów, ale Żydzi Polaków nienawidzili. O tym się nie mówi)?

W dyskusji, która rozgorzała nie wyłożył motywów ochrony polskiej pamięci przed wypaczaniem monografii holokaustu. Nabrało ono tempa po rekomendacji Elie Wiesela z 1985 roku: historycy nie mają prawa badać zagłady, bo wszystko zostało już powiedziane, czas badań nad holokaustem się skończył. I Weiss nie zauważył, kto cenzuruje historyków?

Ambasador opowiedział się przeciwko skutecznemu embargu na kłamstwa oświęcimskie, w których przerzucano odpowiedzialność za holokaust na Polaków z najbardziej demagogicznego powodu: przecież mogli zrobić więcej. - Wy nie zrobiliście nic... w Ameryce - mógł dodać. Nie dodał. Deklarując poparcie dla ustąpienia rządu pod naciskami międzynarodowego żydostwa odsłonił swoje intencje. Dlaczego? Jak sam hardo mawiał: holokaust jest niepodważalną religię.

Prof. Szewach Weiss w "Faktach z Zagranicy" TVN24 BiS - Fakty TVN online


MCzerw
O mnie MCzerw

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura