22 obserwujących
66 notek
73k odsłony
475 odsłon

Polski system penitencjarny ma twarz Komendy i Stefana W.

Wykop Skomentuj9

Wywiad z matką zabójcy Pawła Adamowicza jest w rzeczywistości poruszającym apelem do mediów i wymiaru sprawiedliwości. Udręczona zdecydowała się porozmawiać z dziennikarką Gazety Wyborczej, żeby już nikomu z prasy więcej nic nie wyjaśniać. Powiedziała wiele, krótko i mądrze.


Środowiska antyrządowe będą się "czepiać", że Sebastian W. "naoglądał się różnych wiadomości na kanałach informacyjnych i wmówił sobie niechęć do PO" (przytoczone z wywiadu).  Według współwięźniów jego preferowaną stacją był TVN a wiedzę o świecie zewnętrznym czerpał z Gazety Wyborczej. Ten nóż jednakże  – z perspektywy sprawcy – i tak musiał zostać wbity w czyjeś serce. Debata polityczna, najbardziej ostra, nie jest niczemu winna. Nie zabija atmosfera i nie ona będzie sądzona za czyn, a człowiek. Nie likwidujemy muzyki z powodu dźwięku.

Wsłuchując się uważnie, w to czym dzieliła się zastraszona przez media kobieta, nie tyle dostrzeżemy konkretne przyczyny i winnych nieszczęścia, co raczej predysponujące do niego okoliczności. Winne są rozwiązania systemowe, a konkretnie polski system więziennictwa, nie zreformowany ani za PO, ani za PiS. Potem mediokracja, którą respondentka trafnie odczytała ze swoich osobistych doświadczeń. Na jednej strasznej tragedii koncerny urobiły kolejną, jej osobistą, przeinaczając lub wymyślając biografię Stefana W. na nowo.

"Czytam, co ukazuje się w mediach, i większość to nieprawda. Czytam, że komuś wbił nóż w rękę. Niech mi ktoś pokaże tego, co mu wbił. Niech stanie przede mną ten, co twierdzi, że mój Stefan chciał być komendantem obozu koncentracyjnego. W czwartek dowiedziałam się z telewizji, że mnie bił, brał narkotyki, wymuszał haracze. To wszystko kłamstwa. (…). Nie wiem, skąd się wzięła wiadomość, że lubił bić ludzi. To są kłamstwa. (…). Przeczytałam, że wynosił sprzęt z domu i dawał do lombardu. A ja potem rzekomo odkupowałam. To też nieprawda. Ale media zrobiły już wszystko..."

Dalej bohaterka wywiadu wskazuje konkretne sytuacje, które mają początek w chciwości właścicieli komunikatorów.

"Odkąd Wirtualna Polska pokazała zdjęcie domu, w którym mieszkają moje dzieci, i podała adres, boją się teraz tam wrócić. Boją się napaści, podpalenia domu. A to są normalni, dorośli ludzie: studentka archeologii, absolwent politechniki czy kelner."

Pierwsi dziennikarze zapukali do ich drzwi w dniu, gdy prezydent zmarł. "Osaczyli kamienicę".

- "Synowie i córka spakowali się i wyprowadzili do rodziny, przyjaciół. Pokasowali konta na Facebooku i rozważają zmianę nazwiska, córka myśli o wyprowadzce do innego miasta. Ja chciałam mieć nazwisko dwuczłonowe, zdecydowałam, że będę używać tylko po drugim mężu."

Jak to jest, że ci najbardziej wrażliwi, krytyczni i oczytani ludzie wykazali się podobnym okrucieństwem nabudowując na jednym nieszczęściu następne? Wcześniej w rozmaitych studiach podjudzali polityków przeciwko sobie. Agresja i pogarda wypływają z ekranów telewizorów jak lawa bezwzględnie modelując najpierw wstępujące w dorosłość pokolenia, potem kolejne. Wystarczy wcisnąć kanał MTV, niekontrolowany przez żadne rady krajowe, by dowiedzieć się co to znaczy mowa nienawiści rówieśniczej i międzypokoleniowej.

Wstrząsający jest rozdział matczynej narracji, który porusza filozofię penitencjarną tożsamych charakterologicznie Ziobry, Kaczyńskiego i Kurskiego Jacka. Za czarno-białą wizją, narcystycznymi deficytami i niedojrzałością ludzką tej trójcy (piszę to jako zwolenniczka PiS, ufająca talentowi politycznemu jego lidera) kryje się dramat o wiele bardziej plastyczny, bo krzywda o której rozpaczliwie mówili, albo wręcz krzyczeli Sebastian i Tomasz Komenda nie wynikała z samego wyroku i decyzji o osadzeniu, ale ze stosunków panujących za murami więzień, z szalonego tołstojowskiego upodlenia człowieka, któremu przeciwstawia się tezę, że surowa "carska", prawie ojcowska, sprawiedliwość (system) nic tu nie ma do rzeczy i nie wolno przerzucać na nią odpowiedzialności z zakutych w dyby postaci epopei "Zmartwychwstanie". Z tego że - choć nie dosłownie, ale mentalnie skrojone pod syberyjskie łagry niedomagania polskich zakładów karnych:  przepełnienie, nieprzygotowanie służby więziennej, znęcanie się więźniów nad sobą wzajemnie, ograniczenie im rozwoju i sanacji a także egzystencji psychicznej - są rezultatem założenia przyjmującego za punkt wyjścia dotkliwość kary.

Gdyby Tomasz Komenda był osadzony słusznie, to horror, który przeżył, i tak nie jest ludzki i żaden człowiek na takie przejścia nie zasługuje. Zgodzicie się ze mną panowie, że jego wykrzywiona psychicznym bólem twarz jest waszym największym wstydem, ponieważ przyjęliście za niesłuszne jedynie błędne skazanie?

Standardy cywilizacyjne, które dopuszczają znęcanie się nad chorym psychicznie, jak w przypadku Sebastiana W. czy osadzonym - za popełnione czy niepopełnione morderstwo - Tomaszem Komendą, są pożałowania godne z czystej przyczyny zadawania komuś bólu.

Może gdyby dyskusję o mowie nienawiści zacząć od tych wątków spór przeniósłby się na zupełnie inny poziom. Co niesiemy w sercu i co czujemy słuchając wyznań rodzicielki mordercy, które są dla mnie dużo ważniejsze, aniżeli razem wzięte przemowy i łkania w szacownej bazylice gdańskiej? Ważniejsze, niż pozwy ukochanego przez salon Jurka przeciwko "plastusiom" i ważniejsze, niż mowa nienawiści będąca jakąś efemerydą naprzeciw prawdziwych ludzkich katastrof.

Relacja matki:

"Rozumiałam, że się wstydzi. Widziałam, że czuje się zagubiony, bo gdy szedł do więzienia, był dobrze zbudowanym mężczyzną, a wyszedł o połowę chudszy, choć nadal bardzo silny. Kulturystyka od dziecka była dla niego ważna, dodawała mu pewności siebie. A teraz nie był sobą. Najczęściej milczał. Może czuł, że ludzie to widzą?

(…). To się zaczęło jeszcze w Gdańsku. Kiedy był w areszcie, przydzielono mu status więźnia niebezpiecznego i prawie dwa lata spędził w izolatce, to było coś strasznego, przebywał w pojedynczej celi. Najpierw miał tam tylko radiowęzeł, potem pozwolono, byśmy mu przynieśli mały telewizor. I pewnego dnia powiedział mi, że z tego telewizora wychodzą głowy.

Gdy trafił do więzienia w Malborku, poprosiłam o konsultację. Zawieźli go do Szczecina, gdzie stwierdzono schizofrenię paranoidalną. Wrócił, jakiś czas brał leki, ale przestał. Wtedy powiedział, że słyszy głosy, że w gdańskim areszcie był podtruwany, zniszczono mu żołądek, ktoś się znęcał. Nie wiem, czy to fakty, czy urojenia, ale zaczął żyć tym, że został niesprawiedliwie potraktowany."

**

Izolacja w schizofrenii prowadzi do zaostrzenia stanów psychotycznych. Leki psychotropowe starszej generacji, które dystrybuowane są w polskich więzieniach niszczą organizm ludzki fizycznie i mają wiele skutków ubocznych o charakterze psychicznym. Paranoja Stefana W. była wzmagana przez warunki osadzenia.

Jeśli śmierć Adamowicza ma czemuś posłużyć, to niech zainspiruje wielką narodową dyskusję o modelu polskiej penitencjarii.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo