21 obserwujących
63 notki
71k odsłon
1153 odsłony

Atak na Ordo Iuris. Ostracyzm i rugowanie

Wykop Skomentuj24

Spór, który brzydzi Michała Szułdrzyńskiego jest fundamentalny i nie da się o nim rozprawiać tonem dandysowskiej lewicy z Krytyki Politycznej. Publicysta dziennika Rzeczpospolita wypomina nieschizofrenicznej prawicy, że jest niewystarczająco lekka w dyskusjach światopoglądowych. Z kolei Marzena Nykiel zohydza działaczkę pro-life Kaję Godek. Zarzuca jej mało entuzjastyczny stosunek do formacji Jarosława Kaczyńskiego. 

Fatalna robota Ordo Iuris

Wolta Kai Godek. Nykiel w "Sieci": "Sojusz w obronie życia choćby z samym diabłem? Dziwna koalicja, wątpliwe intencje"

*

Głosy te można by zlekceważyć jako pojedyncze, gdyby nie ciągnąca się za nimi kolumna reprezentatywnych dla polskiej centroprawicy osobistości. Wystąpienie Nykiel (w imieniu prawicowego portalu założonego przez braci Jacka i Michała Karnowskich) i Szułdrzyńskiego (kapitał, który stoi za Grzegorzem Hajdarowiczem) to niewątpliwie sygnał ważny nie tylko przez wzgląd na zaplecze, z którego w istocie pochodzi. Znaczenie tego ostrzeżenia jest jednoznaczne: odgrywacie za dużą rolę: z listka figowego przemianowaliście się na przykrycie głowy. Takież pomruki niezadowolenia - spychając przed front harcowników - wysyłała PZPR dla zwarcia rozlazłych szeregów w jedynej słusznej linii. 

Nykiel i Szułdrzyński, oboje niezwykle wrażliwi na zapotrzebowanie swoich środowisk, wzięli na siebie bardzo niewdzięczne zadanie, które ingeruje w częstotliwość wolności politycznej i słowa, a chodzi im o powstrzymanie skuteczności działania Godek i konserwatywnych prawników.

Na Ordo Iuris spada reprymenda nie za kontrproduktywność. Think tank, odkąd się pojawił, ma na koncie serię spektakularnych sukcesów. Profesjonalny lobbing, rzetelne analizy i wygrane w sądach przekuwają najbardziej zatwardziałą mentalność. Ludzie podążają za kodyfikacją, bo ta jest jednym z elementów społecznego dowodu słuszności: znane są dane statystyczne o powiększeniu grona przeciwników aborcji tuż po dokonaniu wpisów antyaborcyjnych w kodeks karny. Wiedzą to przeciwnicy zakazu przerywania ciąży i za wszelką cenę nie chcą dopuścić do korekty krzywdzącego dzieci i niespójnego prawa.  

W krytyce, która dosięgła katolickich społeczników nie ma przyzwoitości ani merytoryczności. Jest parę oceniających komentarzy i dużo emocji, jak zwykle w politpoprawnej mowie.

Na mętne wynurzenia "naczelnej" popularnego portalu celnie ripostował Wojciech Cejrowski: – "Zabijanie dzieci w łonach matek to jest rzeź niewiniątek, sprawa dla mnie kluczowa i dla wielu katolików – wzburzająca nas (...). Prezes odpowiada za ich krew, bo mógłby coś zrobić zgodnie z własnymi obietnicami, żeby ta krew się nie lała. Jeżeli nic nie robi, to jest odpowiedzialny przez zaniechanie chociażby, za morderstwa". 

Redaktorka zaś powielała starą śpiewkę pana Jarosława, w którą mało kto już wierzy:

"wprowadzanie na siłę twardego, całkowitego zakazu aborcji w dzisiejszej rzeczywistości społeczno-politycznej nie odniesie oczekiwanych rezultatów. (…) Są sprawy, których nie da się zrealizować w czasie jednej kadencji. Są też takie, których podjęcie w sposób niewłaściwy może się okazać przeciwskuteczne".

Lider prawicy jak chce, to potrafi i czarne protesty nie są mu żadną przeszkodą. Są mu na rękę, bowiem przyczyna jego impotencji bioetycznej jest dużo bardziej prozaiczna niż życzyłaby sobie dziennikarka: poglądy przywódcy partii rządzącej głębią nie odbiegają od opinii Marty, Lecha i Marii Kaczyńskich - nierespektujących ludzkiego statusu embrionu człowieka. Ani kalkulacja polityczna, ani wizerunkowa, lecz twarde przekonanie o proporcjonalnie upośledzonej sytuacji prawnej dziecka nienarodzonego wyniesione z "neomarksistowskiej" antropologii i terminalnej praktyki stoją za decyzjami ojca współczesnego prawicowego socjalizmu. Wystarczy zapoznać się z mądrościami Marty Kaczyńskiej, by dowiedzieć się, co jej wuj o tym wszystkim sądzi: - dziecko z gwałtu i niepełnosprawne nie może być równe dorosłej osobie matki dysponującej własnym ciałem - pisała nie gdzie indziej, jak "W sieci" najbliższa krewna prezesa. Życie jej rodzeństwa za zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie?

**

Opuszczenie ontologicznej składni w rozumowaniu ocalałej z rodu pary to zasadniczy powód niechęci do "dobrej" zmiany w kwestii życia. Na przekór osiągnięciom genetyki, embriologii i etyki Arystotelesa. W kontrze do katolickiej wykładni, którą tylko formalnie i na pokaz podziela świecki "ciemnogród". Wiemy przecież, jaką niedzielną konserwatystką jest Marta Kaczyńska i co mówiła jej mama o emancypacji kobiet.

Balansujący na granicy heterodoksji Kaczyński w najbardziej dogodnym dla poczętego życia momencie zblokował wpis konstytucyjny o jego ciągłej i konsekwentnej ochronie. Ryzykował utratę tytułu wiernego syna Kościoła, na który chciał zasłużyć bardziej patosem, niż faktyczną realizacją społecznych wskazówek Karola Wojtyły. Jak silne i szaleńcze musiało być proaborcyjne zorientowanie polityka, by takie ryzyko podjąć?

Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka