22 obserwujących
69 notek
75k odsłon
536 odsłon

Jarosław Kaczyński mówi prawdę o rodzinie i wartościach strzeżonych przez Kościół

Wykop Skomentuj52

Kaczyński mówi: rodzina. Piasecki: dyskryminacja. Kaczyński: Kościół. Makowski i Andrzej Stankiewicz: ten nie ma monopolu na prawdę.  

Prezes PiS stanął na ostatniej konwencji wyborczej w poprzek pojęciowej ekstrapolacji, która prowadzi do anarchii i bolszewickiego bicia przeciwników pałą po głowie. Nastąpił na odcisk aparatowi ideologicznemu, który zamianę pojęć próbuje bezczelnie traktować jako fakt zastany i bezdyskusyjny.

Pluralizm programowo miał wykluczyć istnienie prawdy społecznej a każda rodzina pełną rodzinę. Temu służy znak równości stawiany między tymi rzeczywistościami. Mamy się wstydzić prawdy i pełnej rodziny. Jak? Przez dyskryminację. Pełna rodzina dyskryminuje niepełną a prawda dyskryminuje wieloprawdziwość, czyli warianty kłamstwa. Jest to stary marksistowski (klasowy) wstyd sprawców za ofiary ekskluzji i stary liberalny wstyd za gaszenie wolności i różnorodności nieprawdziwych opinii. 

Konrad Piasecki w programie "Kawa na ławę" potępia za to prezesa Kaczyńskiego.

Czy obiektywnie pełna rodzina jest lepsza niż niepełna? Odpowiedź - do której "wstyd" się przyznać pod takim pręgierzem - jest oczywista. Lepiej mieć i ojca, i matkę. Rodzina to w pełni osobowe miejsce, gdzie rodzi się człowiek i uczy w oparciu o wzorce, które będzie powielać w swoim życiu. Czyż nie preferujemy takiego miejsca wzrastania i rodzenia dzieci? Z jakimi konsekwencjami musi liczyć się społeczeństwo, które nie będzie wspierać pełnej i trwałej rodziny? Alternatywą dla niej jest dysfunkcja.

Stanowisko tuzów ONETu, Makowskiego i Stankiewicza - w którym podważyli społeczną rolę Kościoła i tak samo jak Piasecki zmiażdżyli szefa rządzącej partii - jest raczej metapolityczne. Dziennikarze kwestionują prawdę w ciągłości historycznej i bezkrytycznie asymilują papkę liberałów i postmarksistów, którzy uparcie budują idealne pluralistyczne społeczeństwo wbrew woli większości. Zdaniem obu centrowo-konserwatywnych publicystów goszczonych w "Loży prasowej" Małgorzaty Łaszcz wystarczająco donośny głos dogmatyczny zniszczyłby pluralizm i jego wymiar umowny. Ucierpiałaby zgoda społeczna. Podobna obawa ciążyła Niemcom hitlerowskim, które tworzyły jednolite państwo prawa z podeptaniem prawa naturalnego i napastowały autonomię katolicyzmu.

Wskazanym przez Kaczyńskiego stróżem fundamentów społecznych jest episkopat, który, nie oglądając się na pluralizm i wynikające z niego umowy społeczne, przypomina - także PiS-owi - o godności chorych, starych, nienarodzonych, więźniów. 

Lewicowe wrażliwość, widzenie świata i konstruowanie pojęć grzebią i zastępują rzekomo nieaktualne i nieprzystające do współczesności definicje. Hasło "dyskryminacja" bez zahamowań rozciągane na całej powierzchni politycznej paraliżuje i demoluje klasyczną terminologię. Zatracamy wrażliwość, bo wszystko okazuje się dyskryminacją a zbici z tropu wyrzekamy się klasycznej pojęciowości, którą zastępujemy ideologiczną nowomową, niespójnie i arbitralnie kierowaną do wrogów "systemu".

Jak, w takim razie, ocenić kondycję intelektualną obu, a może trzech - z Piaseckim - katolików, skoro dobro wspólne odejmują od prawa naturalnego, które stoi u podstaw demokracji zwłaszcza od czasów okrutnej wojny rozpętanej na nihilizmie? Czy to wspólny efekt razem wziętych manipulacji i lenistwa intelektualnego? Poza fundamentem etycznym - odpornym na relatywizowanie osoby ludzkiej i bardziej trwałym niż kształtowana i kontrolowana w tyglu globalnym umowa społeczna - może panować tylko chaos.

O tym czy chcemy obecności Kościoła, który pomaga państwu odkryć i zachować dobro wspólne, zdecyduje suweren w październiku. Z owym wyborem będą zapewne polemizować wymienieni publicyści.

Wykop Skomentuj52
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo