Blog
"Odi profanum vulgus et arceo"
M. z W-wy
M. z W-wy Warszawiak, reprezentant Ciemnogrodu
0 obserwujących 23 notki 6531 odsłon
M. z W-wy, 12 lutego 2008 r.

Autobus czerwony przez ulice mego miasta mknie...

Bezpłatna prasa lokalna to fantastyczne źródło informacji. We wczorajszym "Echu Miasta" przeczytałem artykuł o komunikacji miejskiej w stolicy. Dla porównania przedstawiono sytuację w Gdyni, gdzie już kilkanaście lat temu sprywatyzowano komunikację miejską, na czym korzystają pasażerowie (ponieważ przewoźnicy muszą zaproponować jak najlepsze warunki) jak i miasto (nie jest tajemnicą, że finansowo wychodzi to dla Gdyni bardzo korzystnie).

Dziennikarze "Echa" spytali się, czy takie rozwiązanie byłoby możliwe w Warszawie, na co uzyskali odpowiedź, z której wynika, że zdrowy rozsądek w moim mieście jest niestety w zaniku. Oto dokładny cytat:

"Gdybyśmy wprowadzili wolny rynek, MZA nie wytrzymałaby konkurencji. Nie możemy sobie na to pozwolić, bo w tym przedsiębiorstwie pracuje 4,5 tys. osób. Jak MZA zostaną bez naszych zleceń, ci ludzie stracą pracę." (Michał Powałka, ZTM)

Panie Michale!

Jeżeli MZA nie wytrzymałaby konkurencji, to dla nas, podróżujących autobusami, byłaby to bardzo dobra informacja - wreszcie moglibyśmy jechać wygodnymi, czystymi autobusami, które nie spóźniają się tak jak dotychczas, a na dodatek finansowo bylibyśmy do przodu! Nawet, gdyby bilety nie staniały, to miasto płaciłoby firmom mniej niż MZA, a dzięki temu pieniądze możnaby przeznaczyć na inwestowanie np. w drogi! A o pracowników bym się nie martwił, przecież inne firmy, które stanęłyby do przetargu musiałyby zatrudnić jak najwięcej kierowców czy mechaników, tym samym ci, którzy straciliby pracę w MZA szybko znaleźliby zatrudnienie u innego przewoźnika (być może nawet na lepszych warunkach! w końcu pracodawcy zależy).

Ale jak ktoś siedzi na ciepłej posadzie i jest opłacany z pieniędzy podatników, to punkt widzenia zmieniamu się na taki, jak zacytowany powyżej... Ci, którzy są zatrudnieni choćby w Miejskich Zakładach Autobusowych w Warszawie (aczkolwiek nie tylko, większość państwowych przedsiębiorstw jest opanowana przez zatrudnionych "krewnych i znajomych Królika"), ale nie wykonują nic pożytecznego, boją się utraty pensji, gdyż wiedzą, że w warunkach konkurencji nie znaleźliby nigdzie zatrudnienia.

Postawa "czy się stoi, czy się leży..." jest, jak widać nadal aktualna.

(A cytat z "Prohibicji" zamieszczony po prawej stronie nie stracił nic na aktualności) 

Opublikowano: 12.02.2008 08:46.
Autor: M. z W-wy
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"Jestem katolem i homofobem. I nie mam zamiaru się z tego leczyć. Podobnie jak ktoś, kto nie lubi pająków, nie musi leczyć się z arachnofobii." Wojciech Cejrowski, źródło - Onet.pl

"Sprawiedliwość polega na tym, że dobrze powinni mieć ludzie, którzy umieją pracować lub myśleć – natomiast ci, co są głupi i na dodatek lenie, mają mieć bardzo źle!" (Janusz Korwin-Mikke)

Jestem dumnym Polakiem

Warszawscy radni to największa bandytierka Każdy chciwie na publiczne pieniądze zerka Jak tak patrzę to cyniczni i złośliwi Głupi, pasożyty, insekter, nowotwór na organizmie żywym Radny kradnie zasada jest taka Synekura tego typu warta jest siusiaka Lub pipuni wszelkiej maści złodziei na stołkach Służba wasza temu miastu to kit na kółkach!" (El Dupa - "Prohibicja")

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • od zawsze? Napisał Pan: >Jeżeli więc są to ubezpieczenia, to aby móc z nich skorzystać...
  • ! Witam, napisałeś o "Fakcie" (tzn. o gazecie "Fakt"), ale warto dodać co zrobił...
  • Kwaśniewski - sługus Lubię czytać Twoje teksty, ponieważ widzę, że mamy podobne zdanie na...

Tematy w dziale