Pacanowo
Mój kolega ze studiów, którego niespecjalnie lubiłem, miał na salonie motto "tylko po co". W sprawie motta się z nim zgadzam.
1 obserwujący
20 notek
6484 odsłony
  152   0

ABRAMSY W WESOŁEJ I POD RZESZOWEM

No i już mniej-więcej wiadomo, gdzie te polski Abramsiaki będą leżakować. Otóż załapią się one do składu 18 DZmech., której dowództwo stoi w Siedlcach, a trzy brygady są rozlokowane następująco: 1 Pancerna w Wesołej podle Warszawy, 19 Zmech. w Lublinie (dow.), 21 Podhalańska w Rzeszowie (dow.). Z tego wynika, że dwa baony Abramsów będą stały w Wesołej, jeden pod Przemyślem i jeden gdzieś w trójkącie Lublin-Zamość-Chełm. Czyli nie będą bronić kierunku północnego, nie będą zaangażowane w walki na przesmyku suwalskim – przynajmniej nie z bańki. Potencjalne miejsca rozśrodkowań oraz koncentracji (w zależności od sytuacji) brygad oraz całej dywizji, łatwo można sobie wykoncypować.

Ruski generalnie ma do wyboru dwie drogi do współczesnej Polski. Wojennopochodnyje dorogi. Jedną północną, przez Białoruś, historycznie zaczynającą się od bramy smoleńskiej, drugą – przez Lwów.

Droga północna – szlakiem Dybicza i Tuchaczewskiego, z Brześcia na Warszawę przez Siedlce właśnie. Albo zmodyfikowana, z wykorzystaniem przesmyku suwalskiego - z Grodna na Królewiec i dalej, na Gdańsk oraz równolegle skok przez Wisłę gdzieś około Płocka albo dalej na północ i hop-siup na Kujawy, Poznań, Gorzów i jesteśmy w domu, czyli w Berlinie. Tak właśnie myśleli carscy generałowie w 1914 roku i skończyło się to Tannenbergiem. W sumie ani Tuchaczewskiemu, ani Stalinowi w 1944 tej wersji też nie udało się zrealizować. Udało się Paskiewiczowi w 1831, ale to zupełnie inna bajka – na drodze stały mu lwy dowodzone przez baranów, więc ominął lwy, wyprowadzając w pole barany. Nic trudnego. Ale w przypadku lwów dowodzonych przez lwy, sprawa już nie będzie taka łatwa.

Droga południowa. No i tu zaczynają się dla RKKA jeszcze bardziej strome schody. Bo jeśli Ruski posiada (przynajmniej chwilowo) Mińsk, Brześć Litewski oraz Grodno, to nijak mu będzie sięgnąć łapami do Lwowa, bo mu je mołojcy z Azowa poobcinają albo przynajmniej porządnie pokaleczą. Rosjanie, aby znaleźć się nad Bugiem w celu dalszego marszu przez Lublin na Warszawę, najpierw muszą zająć całą Ukrainę. A prędzej się w gacie posrają, niż im się to uda. A nawet jeśli, to zajmie to strasznie obszerną kupę czasu. Czyli 19 DZmech. może ich spokojnie czekać pod Lublinem albo spotkać się z nimi (w znacznie większym gronie oczywiście) gdzieś koło Włodzimierza Wołyńskiego albo i nad szerokim Dnieprem. To oczywiście bardzo nieprawdopodobne, bo NATO z natury jest bardzo dupowate, ale jednak możliwe. Już tak w dziejach bywało (Lubomirski 1660).

Inna wersja: Ruski wali swoją śmierdzącą watahą drogą brzeską na Warszawę, ale z południa ma skierowany na własne linie niemiły kolec skierowany prosto w jego dupę. Kolec w postaci dywizji wyposażonej w Abramsy - zapewne nie tylko jednej.

W sumie taka dyslokacja Abramsiaków, chroniąca zapyziałe Podkarpacie przed zalewem bolszewii, widzi mi się całkiem niezgorzej. I daje możliwość przyszłego rozwinięcia. Uderzenie Ruskiego przez przesmyk suwalski może mu dać połączenie z Królewcem, czasowe odcięcie krajów nadbałtyckich i pozwoli mu dojść do Wisły. Jednak nic więcej, bo Wisły nie sforsuje. Nie sforsuje, bo NATO będzie miało czas na przerzucenie na polskie Pomorze takich sił, które Ruskiego unieruchomią przed wejściem jegoż w przestrzeń operacyjną na zachód od rzeki.

Kierunek ukraiński wydaje się ciekawszy.


Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo