6 obserwujących
60 notek
61k odsłon
1306 odsłon

Ataki LGBT. Wolałbym, żeby Gowin znalazł systemowe rozwiązanie

Wykop Skomentuj90

To dziwne, ale minister Gowin nie widzi, że ludzie się boją. Jedno z najszerszych kompendiów o homoseksualizmie zostaje wydane anonimowo. Autorka pisze pod pseudonimem z obawy przed agresją gejów i lesbijek. Wybitny znawca systemów rodzinnych Andrzej Margasiński wycofuje się z recenzowania badań o homoseksualizmie, bo robi się na niego nagonkę. Psychoterapeuci sygnalizują istnienie ofiar "homoseksualnych mentorów" traktujących "młodzież jak mięso". Zofia Milska – Wrzosińska jest prawie ukrzyżowana za to przez Gazetę Wyborczą. Nie omawiam już szerzej znanych przypadków uniwersyteckiego ostracyzmu, Aleksandra Nalaskowskiego i Jacka Bartyzela. 

Problem nie zaniknie po każdorazowej interwencji pana ministra. Jest systemowy i "zabootowany" w legislacji autoryzowanej przez rząd i w "światopoglądzie" kierownictwa uczelni. Aby coś zmienić należałoby wzruszyć przepisy dające nie tyle autonomiczną co autorytarną władzę rektorom. Przestrzegał przed nią profesor Bogusław Śliwerski: "Tłumaczenie rektora A. Tretyna w uzasadnieniu do decyzji o zawieszeniu prof. Aleksandra Nalaskowskiego powinno uświadomić ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego do czego doprowadził w Konstytucji dla Nauki dając tak dużą władzę rektorom".

Przekonań decydentów nadzorujących kształcenie w Polsce, nie zmieni ta czy inna instrukcja albo osobisty telefon polityka. Autorytetem dla rektorów nie jest pan minister Gowin, ale na przykład Grzegorz Iniewicz, który po stażu w USA zabrał się za krecią (masońską?) robotę w ojczyźnie i w krótkim czasie stał się głównym ekspertem od homoseksualizmu, któremu niemal irracjonalnie wierzy środowisko. Wierzy bezpodstawnie, bo praca Iniewicza o stresie mniejszościowym w Polsce, to jeden wielki węzeł manipulacji min. próbami, kwestionariuszami i modelami, który dusi krytyczną debatę i obserwacje psychologów.

Niebezpieczeństwo tkwi w działaniach uczonych będących homoseksualistami i powiązanymi różnorako – ideologicznie, organizacyjnie, finansowo - z ruchami emancypacyjnymi.

Inspirowani przez neomarksistów seksuolodzy projektują mechanizmy autocenzury w gremium naukowym i wymuszają uległość na odchodzących na emeryturę mocno pogubionych akademikach.  Bardzo konkretny efekt zastępstwa pokoleń w seksuologii jest niekorzystny dla jej obiektywizmu i wolności. "Młode pokolenie" nadaje polityczny charakter nauce. Obsesyjnie wrażliwi na homoseksualną nierównorzędność badacze zwracają uwagę – w oficjalnym oświadczeniu Towarzystwa seksuologicznego - na "możliwość zawarcia związku partnerskiego czy małżeńskiego przez pary jednopłciowe bowiem wiąże się to z szeregiem korzyści o charakterze ekonomicznym i społecznym" nie rozumiejąc perspektywy społecznej, która rezerwuje przywilej dla demograficznych celów. Zwolnienie tej rezerwacji dosłownie prowadzi do katastrofy.

Specyficzne, ale konkretne uzurpowanie sobie prawa do demontażu porządku konstytucyjnego wybrzmiało z kolejnego "mocnego Exposé działaczy z "sekcji" gender:

"Uważamy, że konieczne jest umożliwienie formalizacji związków osób tej samej płci, zapewniając im tym samym ochronę prawną. Pozbawianie związków tworzonych przez osoby LGBT takiej ochrony, jak ma to miejsce w Polsce, skutkuje pogłębianiem się doświadczanej przez nie społecznej stygmatyzacji i wykluczenia."

W deklaracjach Towarzystwa Seksuologicznego pisanych pod dyktando humanistów podpiętych pod nurt gender i paradygmat skompromitowanego w Ameryce stresu mniejszościowego (że za samopoczucie osób nieheteroseksualnych ponosi odpowiedzialność większość) znajdujemy zastraszające twierdzenie, że pojedyncze badania i wypowiedzi naukowców sprzeczne w swej treści z ustaleniami organizacji korporacyjnych są powodem wykluczenia z obiegu akademickiego.

"Wzywamy wszelkie zdrowotne organizacje naukowe działające w Polsce oraz wszystkich seksuologów, psychologów, psychiatrów i innych specjalistów w zakresie zdrowia psychicznego do podjęcia działań polegających na dementowaniu stereotypów i uprzedzeń na temat osób homoseksualnych oraz skojarzeń pomiędzy homoseksualnością a zaburzeniami zdrowia fizycznego i psychicznego oraz przestępczością seksualną."

Wypisz, wymaluj wina pani adiunkt ze Śląska, której przyszło do głowy cytować studentom standaryzowane dane epidemiologiczne.

Dopóki odezwy te co polskich seksuologów będą znajdowały przestrzeń prawną i posłuch w murach uniwersytetów wolność badań i opinii naukowych pozostanie zagrożona.


Stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego w sprawie związków i rodzicielstwa osób homoseksualnych i biseksualnych


Wykop Skomentuj90
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo