7 obserwujących
103 notki
99k odsłon
  364   0

Utracona cześć Kaji Godek. Katolicki postęp postmarksizmu

W pejzaż neoliberalny jest wmalowane samooszukiwanie się. Syndrom zniekształcenia poznawczego dopadł występującego w mediach, w roli katolickiego celebryty, Tomasza Terlikowskiego. Dziennikarz zaprezentował swoje nowe podejście do demokracji socjolożce z "Kultury Liberalnej", Karolinie Wigurze. 

Sąd, który wydaje T. Terlikowski, jest niechrześcijański o tyle, o ile liberalizm i towarzyszący mu współcześnie neomarksizm wchodzą w konflikt z realistyczną (bazującą na kompletnych, niewybrakowanych i niesprzecznych definicjach, min. prawnych i politykach społecznych kierowanych na dobro osoby i rodziny) etyką społeczną. Dziennikarz zaskakuje predylekcją do wykluczania.

Wywiad z Tomaszem Terlikowskim nosi tytuł "Bez wiary w zmartwychwstanie chrześcijaństwo jest tylko jednym z wielu światopoglądów" i został zamieszczony na stronach "Kultury liberalnej". Jest koronnym dowodem na to, że ideologie wpływają coraz śmielej i natarczywiej na przeświadczenia katolickie.

https://kulturaliberalna.pl/2021/01/08/terlikowski-wigura-ateizm-chrzescijanstwo/?fbclid=IwAR3aSNBnF0LzJpzfT_apcrjfeSx0xM9ktNCHSDYlbXj8IGxa6P2ywWu8E_Y

O ile zapatrywanie publicysty sięgające do Edmunda Husserla, że "Europa straciła swój racjonalny wymiar. Zanikł element tradycji filozoficznej, który niezależnie od zmian i wypaczeń europejskiej myśli był jej wspólnym i najsilniejszym nurtem i przyszedł kryzys zaufania do rozumu, filozofii i do krytycznego myślenia" jest słuszne to wnioski pacyfistyczne i pesymistyczne z niego płynące są kasandryczne i niszczą chrześcijańską tkankę nadziei poddając ją patologizacjom ideologicznym pochodzącym z negacji Zbawienia i Chrystologii.

Nie będę szerzej udowadniał, dlaczego łatwiej jest podążać stadnie i czerpać z takiego przystosowania korzyść świętego spokoju. Nie jest to zadanie ambitne intelektualnie. Pozwolę sobie natomiast na wyjaśnienie, co dla demokracji liberalnej wydaje się nieprzekraczalną barierą w stanowieniu pokojowego współistnienia, które jest koronnym argumentem za jej utrzymaniem, ślepą jej obroną i bezrozumną wiarą w ustrój polityczny, który zdemontował chrześcijaństwo z jego wymiarami prawdy, dobra wspólnego i osoby we wspólnocie. 

Kościół i jego nadzieja a liberalizm 

Wskutek nie napotykającego żadnego oporu pochodu emancypacyjnego (tak w sensie liberalnym jak kolektywnym) - w którym ten sam wyzwoleńczy transparent wznoszą liberalni indywidualiści u boku poddanych subtelnej obróbce kolektywnych pomarksistów - ludzkość, wydawałoby się bezpowrotnie, zatraciła kompetencje relacyjne. Koncentracja na jednostkowej autonomii usunęła brutalnie więzi społeczne, bliskie, rodzinne i szersze, etniczne i narodowe.

Spór o to czy ideologia wolnościowa jest zgodna z nauczaniem Kościoła rozstrzygnął Jan Paweł II. Jeżeli jakaś odmiana liberalizmu stawia zysk ponad człowieka a jednostkę ponad wspólnotę i dobro wspólne (rodzinę), czyli zysk i interes jednostki są najwyższą wartością, to takiej teorii społecznej nie można uznać za współbrzmiącej z katolicyzmem.

Krytyka marksizmu z pozycji chrześcijańskich była bardziej jednoznaczna. Dość powiedzieć, że osoba jest w magisterium katolickim zasadniczo odróżnialna od jednostki i kolektywu, własność klasy średniej jest w nim wartością osłanianą przed zakusami korporacji i państwa a praca niezmiennie ma profil osobowy. W marksizmie i liberalizmie praca oraz stosunek do etyki własności - częstotliwości nakładające się na odpowiedzialność społeczną - rozmijają się z definicją (wizją) osoby. 

Czy istnieje trzecia droga społeczna - alternatywa dla przeciwosobowej rzeczywistości Marksa i Isajaha Berlina?

Królestwo Boże – uczy Sobór Watykański II – będąc sprawą ludzkich serc wkracza w środowisko ziemskie i przemienia je za sprawą bohaterów, z których każdy działa według własnego powołania. Świeccy stają się politykami, by swoją przestrzeń regulować kryteriami sprawiedliwości społecznej na podobieństwo tego Królestwa.

Sobór nie kładzie na szali jakiejś wybitnej skuteczności, ale – jak mawiała Matka Teresa, gdy podważany był jej dorobek dedykowany ubogim – kropla potrafi wzruszyć chemię całego otoczenia, do którego wpłynęła. Nadzieja zmienia świat, dlatego kontr(alter)liberalne wysiłki Orbana czy Jarosława Kaczyńskiego, chrześcijańskiej demokracji na Łotwie i Litwie, Donalda Trumpa w obronie życia – możliwe, że nieporadne i niepełne – obracają schematy deterministyczne w absurd i odstając od mainstreamu prowokacyjnie kontrapunktują symfoniczne tworzywo mediów: powtarzane w kółko przekonanie, że progresja ma tylko jeden kierunek i jest nieodwracalna. Miażdżąco to przekonanie rozbraja męczeństwo takich postaci jak János Esterházy: "arystokraty, patrioty, polityka i ucznia Chrystusa" lub biskupów chińskich z Kościoła podziemnego lub chrześcijan z czasów mrocznego komunizmu sowieckiego. 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale