7 obserwujących
103 notki
99k odsłon
  1650   1

"Wyklęci" wczoraj i dziś. Tomasz Greniuch i Dariusz Ratajczak

Dr Ratajczak w Sądzie
Dr Ratajczak w Sądzie

Wkraczający z armią radziecką na teren Polski nowy, pomyślany przez Berię i Stalina establiszment - władza ludowa - miał jednego potężnego wroga: żołnierzy armii podziemnej. Żydowscy komuniści panicznie się ich bali. Starali się więc zręcznie - propagandą i prowokacjami - skłócać miejscową ludność z podziemiem a akcjami bojowymi je niszczyć (jednym z dowódców Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego był nie rozliczony z przeszłością Zygmunt Bauman, który  brał udział w tłumieniu podziemia niepodległościowego: "przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów", a także został odznaczony Krzyżem Walecznych).

Nośnym zabiegiem propagandowym było sklejanie narodowych sił zbrojnych z nazizmem i antysemityzmem niemieckim. Łódzka filmówka, teatry, prasa przekuwały ekonomiczne konflikty polsko-żydowskie przedwojnia w broń rażenia, którego głównym celem był mityczny przechył nacjonalistyczny.

Powojenną narrację przyporządkowano międzynarodowej opinii żydowskiej a propagandę kontynuuje się i podtrzymuje w służbie ideologii holokaustu. Mimo, że ONR ratował w czasie wojny Żydów - a jego rywalizacja z kapitałem żydowskim miała charakter konfliktu interesów bez podłoża rasowego - kłamstwo o antysemityzmie narodowców jest powielane bezdyskusyjnie, a więc irracjonalnie a kompletnie bezzasadny zarzut o faszyzm znajduje posłuch nawet w IPN.

Strategia stygmatyzacji i przyklejania narodowców do nazizmu pojawiła się na nowo w zarzutach postawionych uczonemu z IPN: nagonce poddano młodego historyka z Opola. Zanim "stalinowski" wilczy bilet (utrata pracy i środków do życia, śmierć publiczna) wręczono dr. Tomaszowi Greniuchowi, wcześniej spotkało coś takiego Dariusza Ratajczaka.

Dr Ratajczak jest obok wielu innych zasłużonych postaci - żeby wspomnieć Bohdana Porębę albo Feliksa Konecznego - z panteonu polskiej kultury współczesnym "wyklętym". Miał odwagę zająć stanowisko przeciwne władzy uzurpującej sobie legitymację do wzruszenia polskiej suwerenności historycznej, snującej kosztem narodu polskiego imperialną globalną fantazję.

*

Polowania na niezależnych badaczy urządzano już w PRL. Wstydliwy epizod cenzury naukowej w "niepodległej" Polsce datuje się dziesięć lat po upadku komunizmu. W styczniu 2000 r. - po opublikowaniu rok wcześniej "Tematów niebezpiecznych", zbioru esejów historyczno-politycznych, zawierających m.in. omówienie poglądów rewizjonistów Holokaustu - zapadło orzeczenie komisji dyscyplinarnej Uniwersytetu Opolskiego zakazujące dr. D. Ratajczakowi wykonywania zawodu nauczyciela przez trzy lata. Lubiany przez studentów (napisali list do rektora w jego obronie) wykładowca został zawieszony, a następnie wydalony z Wydziału Historyczno-Pedagogicznego. Ruszyła nagonka, w wyniku której pozbawiony środków do życia (pracował jako stróż nocny w jednej z opolskich firm) popełnił "samobójstwo". W kunktatorskiej komisji zasiadali także duchowni jednak nie zareagowali z "właściwą sobie ostrożnością" na łamanie podstawowych zasad regulujących swobodę myśli i słów, które wypominano chętnie w tamtym okresie czasu systemom totalitarnym.

Dariusz Ratajczak ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1997 obronił z wyróżnieniem pracę doktorską pt. "Zagadnienie postaw ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków WSR-ów w Katowicach i w Opolu w latach 1945-1955" (promotor prof. Stanisław Nicieja). W latach 1988–2000 był pracownikiem naukowym Uniwersytetu Opolskiego (wcześniej – Wyższej Szkoły Pedagogicznej) na Wydziale Historyczno-Pedagogicznym. Jest autorem i współautorem książek naukowych i popularnonaukowych oraz wielu artykułów publikowanych.

Naukowiec honorowo i bohatersko bronił niezależności akademickiej na swoim blogu:

"Zatrzymujemy się zatem przed bramą z napisem 'tajemnica', której wyważenie jest dla profanów prawie niemożliwe. W tym miejscu 'oficjalny historyk' (na przykład Powstania Styczniowego, II Wojny Światowej, schyłkowego PRL-u) zrazu bezradnie rozkłada ręce i po chwili – jak na dworaka przystało – zaczyna łgać, posiłkując się naskórkowymi źródłami wypracowanymi przez mieszkańców 'domu za bramą' – to jest właściwych spiskowców. W ten sposób sam staje się – mizerną wprawdzie, bo jedzącą okruchy z pańskiego stołu – cząstką misterium nieprawości. Natomiast badacz niepokorny stara się mimo wszystko dotrzeć do źródeł nieoficjalnych (ma się rozumieć: prawdziwie nieoficjalnych) i pośrednich, a nade wszystko logicznie (indukcyjnie) wnioskować z faktów. Wtedy przy okazji ustala swój los: wyśmiany, poniżony i obsobaczony kończy w starannie przygotowanym koszu na śmieci."

Kilka lat później zmienia ton. - Chciałem ukazać mój punkt widzenia. Uważałem, że skoro istnieje taka reprezentacja historyków, to jako historyk mam obowiązek przedstawić ich poglądy. Mogłem dodać jedno zdanie: "Nie zgadzam się z nimi!". Żałuję, że tego nie zrobiłem, bo przez ten błąd uznano mnie za antysemitę – kajał się przed dziennikarką "Gazety Wyborczej".

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale