7 obserwujących
103 notki
99k odsłon
  371   1

Razem tworzymy coś nowego. Po deklaracji Sławomira Jastrzębowskiego

Zapowiadana zmiana życzliwego przejęcia Salonu 24 ziściła się i wszystko wskazuje, że z korzyścią dla blogerów. Wielu z nas u schyłku panowania pani Bogny nie czuło się jak u siebie. Nasze wpisy traktowano bardzo różnie, chaotycznie i subiektywnie. Polityka redakcyjna była nieprzewidywalna i raczej koniunkturalna. Moderatorzy zdawali się nie dostrzegać nakładu pracy poszczególnych autorów. Liczyło się nazwisko i byli ulubieńcy, którzy cokolwiek i byle jak napisali a trafiali na wierzchołek witryny. Głupio jest się upominać o lepsze miejsce, więc co bardziej nieśmiali milczeli i zaciskali zęby. Wiele dobrych tekstów nie było promowanych, wiele nijakich i prymitywnych hierarchizowano najwyżej. Kluczem do ich oceny nie była obiektywna wartość nadsyłanych materiałów, sprawność redakcyjna czy poprawność stylistyczna, nawet zaangażowanie publicystyczne. Część tych dobrych nie zasługiwała w oczach moderatorów choćby na otagowanie. Były wśród nich perełki, bardzo staranne, gdy chodzi o stronę źródłową. Ich autorzy w pocie czoła zbierali cenne informacje i budowali je w spójną całość. Nie byli zauważani. Nietransparentna polityka promocji zrażała do miłej, ale nijakiej redaktor naczelnej. Zacząłem przesyłać swoje artykuły do "Wolnych mediów" gdzie, o ile wpis był stylistycznie bezbłędny, trafiał do sprawiedliwej pierwszej kolejności.

Kto przesiedział nockę nad kompletowaniem bibliografii, szlifowaniem literówek, a wcześniej jeszcze przemyśliwał dogłębnie koncepcję swej małej pracy literackiej ten wie, o czym mówię. Frustracja wielu blogerów była nadto zrozumiała. Nie być wyróżnionym a zarwać noc zaliczając co najwyżej parę dziesiąt odsłon…. ? Gdy się jest docenionym przez redakcję może być ich kilka tysięcy. Sam znalazłem sposób na ominięcie filtra hierarchizującego moje wpisy. Podkręcałem zajawkę. Mój rekord bez wsparcia promującego artykuł to 6 tysięcy. Ale chodziło o Żydów w tytule.

"Olewanie" autorów, ich wysiłku i kompetencji, to specjalność wielu blogowisk. Piszę o Kościele, więc naturalnym środowiskiem dla publikowania artykułów o tematyce religijnej była Fronda. Tam podziało się jeszcze gorzej niż na S24. Najnowsze wpisy są tak sprytnie ukryte, że nawet po wielomiesięcznym treningu trudno na nie trafić.

Skąd bierze się pogarda dla niezależnych autorów, bez nazwiska, ale pracowitych i w miarę kompetentnych?

Pisała o swoim postrzeganiu blogowiska sama B. Janke w reakcji na cenzurę ze strony gigantów technologicznych ("Salon24 też jest szykanowany przez Facebooka"):

"Wszystko było dobrze, dopóki właściciele tych serwisów nie zamknęli kont prezydenta Donalda Trumpa. Czy mieli do tego prawo? Tak, mieli. Są to prywatne biznesy i – choć brzmi to brutalnie – właściciele mogą zrobić z nimi, co chcą. To oni ustalają zasady i co chcą, a czego nie. Podobnie jak portal Salon24, udostępniają użytkownikom swoje platformy do publikowania treści. Użytkownicy, rejestrując się w tych serwisach, muszą wyrazić zgodę na regulamin, w którym są określone zasady korzystania z niego. To, jak administrujemy treścią, zależy od decyzji właściciela portalu."

Otóż nie. Prawo właścicielskie musi być zawieszone w newralgicznych okolicznościach takich jak bezpieczeństwo i zdrowie, zwłaszcza życie ludzi, suwerenność narodowa, wolność religijna i wypowiedzi. Agora i polityka nie mogą zależeć od woli oligarchii. Wolny rynek to obszar konkurencji równych podmiotów a nie dyktatura paru gości wysuwających pretensje do kształtowania antropologii całych społeczeństw i wpływania na politykę. Oligarchiczna koncentracja mediów sama z siebie wyklucza się z demokracją. Chyba, że powiemy, że demokracja jest do niczego, ale powiedzmy to wprost i nie powołujmy się już na nią.

Mentalność libertariańska Bogny Janke nie wiadomo skąd się u niej wzięła i jest absurdalnie przez nią rozumiana. Wchodzi w kolizję z etosem służby publicznej, do której wezwany jest każdy właściciel medium. Ponieważ etyka właścicielska nie wystarczyła, by uniknąć w tym obszarze nadużyć, wcześniej czy później społeczeństwa dojrzeją do rozdziału własności medialnej od bankowej i jakiejkolwiek innej kierującej się zakulisowym interesem a przepisy antykoncentracyjne zostaną uznane za oczywiste wbrew demagogii, która je deprecjonuje i utożsamia z cenzurą.

Deklaracja Sławomira Jastrzębowskiego ("A ten Salon jest dla Państwa"), który przejmuje stery, daje nadzieję na wolność wypowiedzi, która chroniona będzie uznanymi regułami promocji tekstów, że opinie tu publikowane będą transparentnie hierarchizowane, według kryteriów formalnych, dostępnych wiedzy każdego uczestnika tutejszej wymiany intelektualnej.

Życzę nowemu inwestorowi wszystkiego dobrego. Przede wszystkim zahamowania odpływu czytelnictwa, komentowania i pisania na tutejszym portalu.


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura