7 obserwujących
103 notki
99k odsłon
  194   1

Atak na dziennikarza Salonu24. Komu przeszkadzają niezależne od korporacji media?

Screenshot Wirtualne Media
Screenshot Wirtualne Media

Uprawiająca najstarszy zawód świata dama została zaproszona na łamy "Wirtualnych Mediów" (opiniotwórczy serwis "o mediach reklamie i internecie") aby obsmarować i zdezawuować jednego ze współpracowników Sławomira Jastrzębskiego.

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/medroxy-prostytutka-marcin-dobski-wiadomosci-twitter-platny-seks-20-cm?utm_source=pocket_mylist

Im bardziej dziennikarstwo się pluralizuje i emancypuje, czyli uniezależnia od wielkokapitałowego mainstreamu Agory i Springera, obrysowanego trafnie w sławnych książkach Łysiaka, tym bardziej cyngle - redaktorzy artykułów wymierzanych w dobre imię wrogów "systemu" - brutalizują wykonywane przez siebie wyroki a tracąc wpływy, tracą też rozum i kontrolę nad sobą. Chociaż są mniejszością ich akcje dzięki zawieszeniu wszelkich hamulców moralnych odnoszą swój terrorystyczny skutek. Dziennikarscy cyngle wyznają starą kgb-owską zasadę, żeby uderzać w dzieci. Wtedy przeciwnik dotkliwie się załamie i nie powstanie.

Pokiereszowano jednego z pracowników Salonu 24. Zaboleć miało Sławomira Jastrzębowskiego. Po tekście który trafił w redaktora Dobskiego wielu z nas miałoby myśli samobójcze. Młode kobiety, których szczegóły pożycia intymnego podawano do publicznej wiadomości targały się na swoje życie a mężczyźni znajdując się w takiej sytuacji popadali w depresję. Całość "szkalowiska", w którym epatowano korespondencją mężczyzny z prostytutką przypominała siermiężne intrygi ojca założyciela Gazety Wyborczej obśmiewane w internecie memami, w których pokazywano ślęczącego nad listem do redakcji Michnika, podpisanego inicjałami MZ: mała Zosia. Pani prostytutka wyraźnie minęła się z powołaniem, bo całkiem nieźle, niemal jak błyskotliwy "pismak" zreferowała swoje relacje z potencjalnym klientem. Z góry, jak doświadczony polemista zabrała mu wszelkie tytuły do wytłumaczenia się a na koniec wygładziła tweeta tak, że choć nie nadawał się on do cytowania w publicznych mediach to w niejednym pikantnym czasopiśmie zagościłby jako perełka literatury erotycznej.

TW (to nie tajny współpracownik tylko autor podłego paszkwilu, bojący się występować pod imieniem nazwiskiem) przepisał je na tyle dosłownie, żeby zawstydzić i upokorzyć swoją ofiarę bez oglądania się na starą liberalną zasadę przydatnie powtarzaną na okoliczność demoralizowania społeczeństwa i przy okazji przesuwania kolejnych wrażliwych obyczajowo granic: dwoje dorosłych ludzi ma prawo umawiać się na dowolny układ partnerski.

Sprawa nie byłaby warta wzmiankowania, gdyby nie miejsce publikacji tekściny. Nie był to tygodnik zasłużonego rzecznika komunistów, ale aspirujący do moralnych ocen specjalistyczny portal "Wirtualne Media".

Schemat postępowania z Tomaszem Wróblewskim ("Kiedyś piewca wolnego rynku, dziś żołnierz Kaczyńskiego. Studium przypadku Tomasza Wróblewskiego"), Dorotą Kanią ("Autorka Resortowych dzieci robi porządki w Polska Press. Kim jest Dorota Kania?"), Magdalenę Ogórek ("Chciała być prezydentem polski dziś jej niechlujną kitkę włosów można oglądać w tvp. co stało się z Magdaleną Ogórek?"), Kamilem Zaradkiewiczem ("Czuchnowski skłamał. KPH reaguje na tekst w GW o Zaradkiewiczu. Nie pokazał artykułu przed publikacją naszym działaczom") i połową Polski jest ten sam: wmieszać pomówienia w biografię i narzucić narrację bezwartościowych szczegółów. Hejt jest adresowany do wytypowanych grup społecznych i jednostek, które można łatwiej odizolować i zastraszyć.

"Wirtualną Polskę" nadzoruje Piotr Walter, "Onet" Bartosz Węglarczyk, "TVN" Edward Miszczak (to jego musi usunąć Katarzyna Kieli, jeśli ma odzyskać kontrolę nad telewizją z portfela Discovery). Mają więcej niż pół Polski zasięgu. Polski w którą sączą truciznę. Ich dziennikarze przeprowadzają cywilne egzekucje bez procesów i wzbudzają nienawiść do drugiej połowy Polaków. Mało im tego. Chcą wznieść falę bojkotu i nałożyć embargo na Telewizję Publiczną. Pół Polsce, która ją ogląda wmawia się, że opolski festiwal, seriale, teleturnieje to bezwartościowe w starciu z TVN produkcje. Takie embargo rozciągnęliby na mniejsze serwisy.

Głosy dziennikarstwa obywatelskiego, które respektują polską państwowość i zasady ładu społecznego, choćby "stacja" Moniki Jaruzelskiej, felietony Rafała Wosia, licznych platform narodowych uwierają "monopolistów", zadają kłam ich narracji. Dlatego na celowniku znalazł się min. Sławomir Jastrzębowski sprawiedliwie i trzeźwo diagnozujący polityczną rzeczywistość. Wyszukano słabe ogniwo i odstrzelono rakietę na grubego zwierza. Marcin Dobski zachował się jednak przytomnie. Zamiast wikłać się w tłumaczenia napisał o przypisywanych mu wiadomościach do prostytutki: "nie komentuję fejków, zajmują się nimi prawnicy".

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale