7 obserwujących
58 notek
59k odsłon
108 odsłon

Białystok. Enklawa dobra wspólnego i normalności

Wykop Skomentuj

Jeśli jesteśmy świadomi, że mechanizmy demokratyczne są bardzo istotne dla życia publicznego, ale zarazem służebne wobec rodziny, bo odwrócenie akcentów naraża demokrację na podatność na manipulację i ukryte tendencje totalitarne, to czy marsze LGB nie uchybiają dobru wspólnemu? Czy demonstrowanie odciętej od prokreacji seksualności i domaganie się eksponowanego dla niej miejsca w życiu publicznym nie wykrzywia społecznej trajektorii w stopniu, który uzasadnia zawieszenie demokratycznych praw mniejszości? Dla ocalenia celów społecznych definiowanych przez dobro i prawdę,   

Zawieśmy prawa jednostek do demonstrowania homoseksualnych przekonań. Nie wkraczajmy w indywidualne wybory jednostek i nie gwałćmy wolności osobistej, ale defensywnie traktujmy grupową demonstrację seksualności gejowskiej. Intruzja państwa w życie jednostki a obrona – usankcjonowanej - moralności publicznej nie są tym samym. Państwo nie przekracza wtedy a wypełnia swoje zadania. Przywrócenie tej istotnej politycznie kompetencji brutalnie zresetowanej przez liberalny terroryzm ma znaczenie dla jakości demokracji. 

"Ustrój, który nie szanuje wspólnego dobra, może zostać obalony". Prawica może zerwać ze swoją manią legalizmu i zrozumieć Peguy'ego, że "istnieją niesprawiedliwe nakazy, które ukrywają najgorsze deprawacje": nic nie zobowiązuje do akceptowania porządku nie szanującego dobra wspólnego, gdy nie jest on zgodny z prawem naturalnym. W swojej "Summa Theologica" św. Tomasz przekonuje, że nieodłączną cechą prawa jest dążenie do wspólnego dobra. Jeśli tak nie jest, to po prostu nie jest ono prawem. Akwinata cytuje św. Augustyna: "Prawa tego rodzaju [niesprawiedliwe] są bardziej przemocą niż prawami, ponieważ prawo, które nie jest sprawiedliwe, nie wydaje się być prawem. Takie prawa nie zobowiązują sumienia do dostosowania się do niego, z wyjątkiem - być może - intencji uniknięcia skandalu i nieporządku."  

Nacisk na formę polityczną jest jednym ze sposobów ewakuacji kwestii wspólnego dobra, poprzez opieranie się na rzekomo nieodłącznej od liberalizmu skuteczności instytucji.  

**

Kilkanaście lat temu w kazaniu wygłoszonym w Święto Niepodległości ówczesny biskup poznański Marek Jędraszewski mówił, że zgoda na urządzanie imprez takich jak parada równości "uwłacza pamięci Jana Pawła II". - Nie można zasłaniać się poprawnością polityczną ani prawem, które jest złe wtedy, kiedy pewne inicjatywy uderzają wprost w to, co o dobru człowieka i o godności człowieka mówi sam Bóg - tłumaczył duchowny. Dodał, iż "nie można unikać nieraz trudnych decyzji w obronie najbardziej podstawowych wartości gwarantowanych przez Boga", bo "od tego zaczyna się ruina społeczeństwa, narodu i państwa". 

W czasach gdy liberalizm był parafrazą ewangelicznej przypowieści o wolności, związek między ludzką wolnością a prawdą i dobrem był na tyle silny, że zagrożenie absurdem i bezsensem nie istniało. Dzisiaj liberalizm doprowadził demokrację na skraj przepaści, gdzie wionie pustką i śmiercią, i nic już nie ma sensu. Względność wszystkiego sprowokowała scenariusz, w którym wojna, śmierć i katastrofa przywołują wolę życia. Jak do tego doszło, co się z nami dzieje teraz i czy jest nadzieja na przyszłość?  

W konfrontacji białostockiej, żądania i zachowania demonstrantów są tłem dla wewnętrznej logiki poruszającej demoralizacją. De facto mamy do czynienia z walką idei. W oparciu o ten sam kanon argumentacji demoliberalnych żąda się prawa do adopcji dzieci dla par homoseksualnych, zawierania związków małżeńskich dla par jednopłciowych, czy usunięcia symboliki krzyża z flag narodowych; w imię swobody i równego dostępu do praw obywatelskich. Akceptując postulat mniejszego kalibru, przyjmujemy wewnętrzną logikę, którą kierują się mniejszości seksualne i wcześniej czy później będziemy zmuszeni spełnić pozostałe żądania. Tego wymaga spójność schematów, którymi się kierujemy w poznaniu społecznym.  

Zwolennicy marszów symulują, że chodzi o jedną demokrację, nie podejmując dyskusji o alternatywnych modelach demokracji i uparcie twierdzą, że nie ma innej demokracji jak ta wyznawana przez nich. Jeśli przyjmiemy ich twierdzenie za pewnik, to musimy konsekwentnie uznać te racje. Decydując się na legalizację owych marszów godzimy się tak z formułą demokracji "równościowej" jak z zasadnością postulatów uczestników marszów, ponieważ pozwalamy się uwięzić w obszarze owej symulacji, która twierdzi: "nic ponad demoliberalizm". Przytłaczająca większość obywateli mówi: to absurd. Akceptacja dla wykładni swobody obywatelskiej dokonanej przez kilkuset działaczy liberalnych budzi szeroki społeczny opór, gdyż Polacy wsłuchani w nauczanie Jana Pawła II-go nie rozumieją swobody obywatelskiej jako samowoli człowieka.Inne też wyciągają wnioski ze swojego rozumienia demokracji. 

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale