Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
196 notek
127k odsłon
244 odsłony

Po wypowiedzi prezydenta Putina, czyli najlepsze czasy dla ludzi myślących

Wykop Skomentuj4

Skądinąd niegłupi ludzie kolejny już tydzień wypisują:  "To koniec szans na pojednanie z Rosją!".

Serio? Dlatego, że prezydent Putin przywalił jednemu nieżyjącemu dyplomacie - mielibyśmy rezygnować z procesu będącego geopolityczną szansą dla Polski? Odziecinniał ktoś? Wypowiedzi prezydenta Putina nie kończą, ale OTWIERAJĄ nowy, optymistyczny rozdział w pracy na rzecz pojednania polsko-rosyjskiego.

image

Dotychczasowe nastawienie rosyjskiej klasy politycznej wobec Polski sprowadzało się do jednego z trzech stanowisk:

1. Dominującej OBOJĘTNOŚCI - Polska jest częścią bloku zachodniego, to niech sobie będzie, nie ma żadnego powodu się nią zajmować. Wyznawcy tego poglądu nie widzieli więc żadnego powodu, by mieć wśród Polaków jakichkolwiek partnerów.

2. Powracającej WIARY w polski patriotyzm - w duchu "kto jak kto, ale my się dogadamy!", co wiązało się a to z przywiązywaniem wagi do jakichś wypowiedzi Andrzeja Dudy i innych przedstawicieli obecnego zarządu III RP, a to wczytywaniem się czego to znów (nie do)powiedzieli przedstawiciele Konfederacji itp. Mrzonki tego typu, pojawiające się na obrzeżach rosyjskich siłowników - orientowane były na oczekiwaną ewolucję PiS-u czy awans polityczny sił PiS-o-podobnych. Takim pomysłom W. Putin zadał cios najdotkliwszy.

3. Tlącej się jeszcze tu i ówdzie NADZIEI, że "będzie jak dawniej" w relacjach z całym Zachodem, a więc i z Polską. To pogląd typowy dla dawnych liberałów, obecnie zamaskowanych w rosyjskim obozie władzy jako technokraci. Ci zorientowani bywają na tak zwaną opozycję w III RP, nie bacząc, że w rusofobii nie ustępuje ona PiS-owi.

Zarysowanie nowej linii konfrontacyjnej kładzie kres dotychczasowym błędnym założeniom rosyjskim, zaś po stronie polskiej intensyfikuje potrzebę istnienia środowiska nie będącego częścią formacji pro-zachodniej, nie mającego historyczno-propagandowych obciążeń PiS-u i nie marzącego o liberalnym resecie. Kryzysy to przecież najlepsze czasy dla ludzi myślących!

Skąd więc owo wielkie dramatyzowanie, tak powszechne po stronie jakoś tam realistycznie dotąd myślącej o relacjach polsko-rosyjskich? Wszak to my właśnie powinniśmy najlepiej rozumieć, że zarówno rusofilia i rusofobia nie mają żadnego większego sensu. Polska i Rosja mają po prostu wspólne interesy, rozstrzygane geopolityką. Propaganda, w tym polityka historyczna – jest zaś tylko jej narzędziem. Uświadomić zaś sobie należy przede wszystkim jedno: ignorowanie Polski przez Rosję czyniło polskie środowiska pojednawcze wobec Moskwy zbędnymi. Konfrontacja - choćby i historyczna - powoduje, że znowu stają się potrzebne.

Odrzucona ręka Rosji

Co zaś się tyczy samego przedmiotu awantury - oczywiście, już jakiś czas temu, z pełną premedytacją i wbrew własnym interesom, III RP została ustawiona na kursie kolizyjnym z polityką tożsamościową realizowaną przez prezydenta Putina. Jej istotnym elementem pozostaje ethos zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, a współczesna Rosja to kraj najumiejętniej (obok, niestety, „Izraela”) posługujący się wciąż legendą wojenną. Inaczej niż syjoniści jednak – Rosjanie dotąd ograniczali siłę tej wizji do swojej polityki wewnętrznej. Teraz – przyszedł widać czas, by wyjść z takim przekazem na zewnątrz.

Przypomnijmy w tym miejscu, że przecież trzy lata temu przyjechał do Polski rosyjski minister kultury, Władimir Miedinski (żaden "stalinista", nastajaszczy Biały) i zaproponował Warszawie wspólny front pamięci historycznej: Polaków, Rosjan i Żydów- antyfaszystów (nie syjonistów), z symbolami takimi jak Sobibór i ostrzem antybanderowskim. W odpowiedzi władze Polski poszczuły Miedinskigo jakąś tam Przełomiec... Nie można więc nawet powiedzieć, że nie byliśmy uprzedzeni.

Ethos wojennego zwycięstwa i niemiecka pułapka

A najgorsze, że Polska powinna być (i do lat 90-tych była...) naturalnym sojusznikiem Rosji w budowaniu tożsamości narodowej w oparciu o zwycięstwo w II wojnie światowej. Taki mechanizm świadomościowy stanowił znakomite zabezpieczenie przed rewizjonizmem niemieckim - dziś zaś byłby jeszcze lepszą obroną przed roszczeniami syjonistycznymi. Niestety, już w latach 80-tych ta zgodna z naszym interesem narodowym polityka historyczna została odrzucona w duchu "Oj, już dziadzio skończy z tą wojną...". Tak to przynajmniej wyglądało od ludzkiej strony, bez uświadomienia, że na przeprowadzenie tego typu zmian świadomościowych w Polsce - strony zainteresowane (czyt. – Niemcy za zgodą Amerykanów i syjoniści rozkazujący Amerykanom) musiały zapewne sporo wydać...

I potem już było z górki: bez odejścia od ethosu zdobywców Berlina - nie byłoby Krzyżowej, a bez krzyżowego uścisku Kohla z Mazowieckim - nie mielibyśmy w Polsce gospodarczych Wielkich Niemiec. Jest w tym też jednak cień optymizmu - skoro ze szkodą dla polskich interesów daliśmy na sobie przeprowadzić transformację tożsamościową, w skutek której utraciliśmy suwerenność (gospodarczą i polityczną) - to być może wystarczy analogiczna zmiana, tylko o przeciwnym zwrocie, by niepodległość odzyskać?

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale