Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
213 notek
132k odsłony
238 odsłon

Dziwna wojna amerykańsko-irańska

Wykop Skomentuj2

Polacy – znów… – pierwsi w walce?

Co z tego wszystkiego wynika dla Polski? Nasza sytuacja jest czytelna: w Iraku, będącym terenem ostatnim wydarzeń - przebywa nie mniej niż 260 żołnierzy polskich. Dzieje się tak pomimo formalnego zakończenia naszej „misji” w tym kraju już 8 lat temu! Obecność sił polskich, obecnie biorących formalnie udział w operacji INHERENT RESOLVE prowadzonej „w ramach Globalnej Koalicji oraz w Misji Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego w Republice Iraku” - została zatwierdzona kolejnym postanowieniami prezydenta RP z 27. czerwca i 27. grudnia, zgodnie z którymi do 30. czerwca (póki co...) nasi żołnierze mają brać „udział w akcji zapobieżenia aktom terroryzmu lub ich skutkom”. Polacy, czyiś mężowie, ojcowie, synowie - znajdują się więc na potencjalnej linii frontu. Tam, gdzie żadną miarą znajdować się nie muszą, ani nie powinni, niczego to bowiem Polsce nie przynosi i przynieść nie może, gdzie mogą łatwo zginąć, skąd zostali wprost wyproszeni – i która to obecność ściąga także bezpośrednie zagrożenie na ich bliskich w kraju i cały naród.

Ostrzegamy niniejszym wszystkich sojuszników Stanów Zjednoczonych, którzy goszczą bazy ich terrorystycznej armii, że każde terytorium w jakikolwiek sposób użyte jako punkt startowy wszelkiej wrogiej i agresywnej akcji przeciw Islamskiej Republice Iranu – zostanie potraktowane jako cel” - oświadczyło dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. A przecież amerykańskie bazy to pokój i bezpieczeństwo, prawda? To jest naprawdę najlepszy moment i żeby zabrać naszych żołnierzy do domu, i żeby wstrzymać wszelkie zabiegi i starania o mocniejszą obecność USArmy w Polsce. Chcemy widzieć wybuchające na naszej ziemi rakiety, być może jądrowe?

Oczywiście, optymalne byłoby całkowite pozbycie się coraz bardziej uciążliwego i kosztownego statusu „sojusznika Ameryki”, nawet jednak stosując taktykę małych kroków w stronę poprawy naszego bezpieczeństwa – czas pójść w ślady innych państw i przynajmniej wycofać przedstawicieli Sił Zbrojnych RP z Bliskiego Wschodu. Ilu by ich tam nie było! I jest przecież na to sposób. Misja wojskowa (szkoleniowa...) NATO w Iraku odbywała się - jak stale podkreślano - "na zaproszenie irackiego rządu". Teraz zostało ono cofnięte, a mimo to m.in. III RP upiera się pozostawić naszych żołnierzy na terenie nieprzyjaznym, a wkrótce zapewne jawnie wrogim. Tymczasem Polski Kontyngent Wojskowy - jak wynika z samej jego nazwy - ma w swoim zakresie działania "Republikę Iraku, Haszymidzkie Królestwo Jordanii, Państwo Katar i Państwo Kuwejt". Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nawet nie kończąc misji (co byłoby najlepsze...) szybko go relokować.

Np. na plażę w Akabie.

Po rusofobii – iranowstręt?

Zamiast tego jednak - jesteśmy świadkami niemrawego i wyjątkowo topornego, ale jednak budowania poparcia dla poparcia dla amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie (czyli wywołania nienawiści/lęku wobec Iranu). Dość ewidentnie podejmowane są one tymi samymi metodami, co wcześniej kształtowanie rusofobii w Polsce:

Na pierwszym poziomie - tradycyjne mądrości z Wiadomości: "Walka o demokrację, pokój, z terroryzmem, bezpieczeństwo, ład, prawa człowieka" itd. Dziwne, ale wciąż są ludzie, którzy może nie tyle wierzą, co te bzdury wchłaniają.

Poziom drugi - niby podprogowy, do niby niezależnych: "Jakieś islamity, co robio te wszystkie zamachy...! Wszystkie uny, te Araby take samy!". Działa, zwłaszcza na hodowlanych niby-narodowców.

Poziom trzeci: liberalna i niby-lewicowa niby-inteligencja "To ohydna teokracja mułłów, kobiety na łańcuchach, mordują gejów" itp. Już nawet bez komentarza.

No i poziom czwarty, z nutką wyższości, niby-realistów "Nie bądźmy sentymentalni - AMERYKA TO NASZ SOJUSZNIK!". Bardzo to realistyczne, choć zaraz w drugim zdaniu można często przeczytać jakie to miliardowe zyski przyniesie Polsce udział w „powojennej odbudowie Iranu”, oczywiście już po jego podboju przez Amerykanów. A przecież jeszcze nie wydaliśmy jeszcze tych trylionów z okupacji Iraku i zylionów z amerykańskiego offsetu!

I z takich niby mądrości mamy znowu realne zagrożenie bezpieczeństwa Polski.

Od czego i od kogo zależy bezpieczeństwo Polski

W rzeczywistości bowiem zależy ono już nie od sapiącego lokatora Białego Domu, ani nawet nie od wynika starcia frakcji amerykańskiego establishmentu, walczących bardziej zaciekle niż USArmy z Korpusem Strażników Rewolucji. W tej chwili bezpieczeństwo Polski i Polaków zależne jest od jednej okoliczności i trzech ludzi. Okolicznością jest wspomniana wątpliwość: czy te 5 i pół stopnia koło Bushehr - to naturalne trzęsienie ziemi? Od tego bowiem zależą dalsze działania amerykańskie, a raczej ich brak. Osoby zaś to ajatollah Ali Chamenei, Najwyższy Przywódca Islamskiej Republiki Iranu, jeden z najświatlejszych umysłów współczesnego świata, prezydent Rosji Władymir Putin oraz wraz z nimi prezydent Turcji Recep Erdoğan. To pierwszy podejmie bowiem wiążące dla Iranu, a kluczowe dla całego szyickiego świata decyzje odnośnie koniecznej obrony przed Ameryką, zaś przywódcy Rosji i Turcji wydają się jednymi osobami, które mogłyby powstrzymać tykający zegar III wojny światowej. Konfliktu, w którym nawet, gdyby początkowo miał wymiar tylko regionalny - nie byłoby już ani zwycięzców, ani przegranych. Tylko ofiary – a wśród nich znowu także Polacy. I tego właśnie należy za wszelką cenę uniknąć.

A to zależy już tylko i wyłącznie od nas samych.

Konrad Rękas

Sputnik Polska

Post Scriptum: Rzecz jasna, problem z wszelkimi analizami strony decyzyjno-politycznej podobnych sytuacji - jest stały. Sprowadza się mianowicie do skłonność jednych, by wierzyć we wszystko, co usłyszą i twardego przekonania drugich, że skoro się już czegoś dowiedzieliśmy (a nawet domyśliliśmy) - to nie może to być prawdą, tylko planem ukrytym w planie. A przecież tylko sobie gawędzimy, widząc zarys cieni na ścianie jaskini...

Bo może to tylko gry, ustawki, fałszywe flagi, nożyce Golicyna i cała reszta post-analizy post-informacji o post-świecie? Może. Ale jaka to w sumie różnica. Można oczywiście stwierdzać, że "Nic, co widzimy i słyszymy nie jest prawdą, bo gdyby było prawdą, to byśmy tego nie widzieli i nie słyszeli". Tyle tylko, że efekt takiego założenia nie różni się od przyjęcia, że politycy mówią tylko prawdę i całą prawdę, a wykładnię świata dają nam telewizyjne programy informacyjne. Skoro wolno nam już niemal tylko myśleć – to przynajmniej myślmy!

Żeby potem otaczający świat zaskakiwał nas chociaż trochę mniej…

KR


Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka