Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
212 notek
132k odsłony
164 odsłony

Puste kieszenie zamiast pustych półek

Wykop Skomentuj10

Jednym z wielu objawów sprymitywnienia umysłowego III RP - jest sprowadzanie całej dyskusji o życiu społeczno-gospodarczym w okresie 1944-89 do "bronienia" bądź "atakowania" PRL-u. Pomimo upływu 30 lat zamiast analiz (w dodatku wzbogaconych poprzez połączenie szerszej perspektywy badawczej z wciąż żywym doświadczeniem świadków) - serwuje się płytką nawalankę nie tyle doświadczeń, co traum i nie wiedzy, ale mitów.

image

Naprawdę jedliście tylko ocet?!

Jednym z nich są osławione puste półki - do dziś bowiem ten wielki wkład pierwszej Solidarności w nawyki żywieniowe Polaków przypisywany jest wyłącznie tzw. komunie! (czyli coś jak z kartkami żywnościowymi, spełnionym SOLIDARNOŚCIOWYM postulatem "równych żołądków"...). Powielany masowo obrazek mięsnego bez mięsa kolportowany jest wszak bez wyjaśnienia, że faktycznie, sklepy w PRL tak wyglądały dokładnie w "karnawale Solidarności" w 1981 r. i na początku stanu wojennego, kiedy USA uderzyły w nas sankcjami, dotkliwymi także dla produkcji zwierzęcej. Tymczasem nawet pobieżne przejrzenie ogólnie dostępnych danych pozwala największym niedowiarkom ustalić np., że od 1986 r. oficjalnie, a wcześniej także poza formalnym obiegiem - dostępne było mięso z uboju gospodarczego, niemal wolnoobrotowowego. Dzisiejsze pokolenia są jednak skutecznie imprintowane, że przez 45 lat PRL ludzie wpierdalali tylko ocet, podczas gdy trudności w zaopatrzeniu (acz rzeczywiście uciążliwe) trwały wielokrotnie KRÓCEJ niż negatywne skutki reform balcerowiczowskich, takie jak zanik siły nabywczej społeczeństwa, bezrobocie, wegetowanie tysięcy Polaków poniżej socjalnego minimum egzystencji.

Jak trudno by nie było w to uwierzyć „pokoleniu IPN” – puste półki i kolejki nie były bynajmniej stałym elementem tamtego 45-lecia (podczas gdy puste kieszenie ogromnej części społeczeństwa – to jak najbardziej immanentna cecha trzech dekad III RP). Co więcej – pustym półkom przeważnie towarzyszyły pełne lodówki i zamrażarki, a także szafy i pawlacze wypełnione załatwionymi na wszelki wypadek 3 odkurzaczami, 2 sokowirówkami i oraz kompletem 24-tomowej encyklopedii z subskrypcji. Jasne, dziś to obrazki sytuacyjne łatwe do zakrzyczenia czy zamemowania, podczas gdy (przynajmniej poza FB) – po prostu muszą być widziane w kontekście również tu przywoływanych wydarzeń politycznych o skutkach ekonomicznych (strajki, sankcje zachodnie, walki frakcyjne w Partii), decyzji systemowych (regulacje cenowe – nie tylko eksponowane dramatyczne momenty podwyżek, ale i stała tendencja utrzymywania dotowanych cen na towary konsumpcyjne) oraz zwyczajów społecznych/konsumenckich (wspomniana tendencja do tezauryzacji w towarze, nie tylko uderzająca we wszelkie elementy planowania gospodarczego, ale i kwestionującego założenie doskonałej racjonalności decyzji konsumenckich) itp. Pewnie, w opracowaniach naukowych wszystko to można znaleźć, ewentualnie samemu odnaleźć i zestawić fakty, poza tym jednak dominuje infantylna w formie, ale przemyślana w celu memizacja najnowszej historii Polski, dokonywana pod światłym patronatem IPN-u i z udziałem wielu szczerych, a naiwnych wspominaczy braku bananów…

Żyliście za 70 dzisiejszych złotych miesięcznie?!”

Inna popularna sztuczka kłótni o PRL, to osławione „20-dolarowe płace”, brzmiące dla współczesnego odbiorcy wręcz przerażająco („Boże, to oni żyli za 70 zł miesięcznie?!”), ale mające taki sam sens, jak opowiadanie, że „bez upadku komuny jeździlibyśmy jelczami-ogórkami”. Przecież z punktu widzenia indywidualnego gospodarstwa domowego przelicznik dolarowy NIE MIAŁ ŻADNEGO ZNACZENIA, ni sensu, skoro złoty był niewymienialny, ceny detaliczne również nic miały wspólnego z wartością rynkową wyrażaną w dolarach, a do Stanów niemal nikt się nie wybierał, by sprawdzić co za swoją pensję może kupić. Nawet dolarowe ceny w PEWEXACH były również zaniżone (oczywiście celowo, dla ściągania dewiz od kupujących). No to jakie to miało znaczenie poza korzystnym przelicznikiem dla polskiego eksportu?

Nie odnosząc się wreszcie do niczyich wspomnień (w końcu cóż bardziej osobistego od nich…) – to prawda, że również w PRL jeśli ktoś był mniej zaradny, to miał mniej. No ale przecież taki mechanizm powinien współczesnym liberałom i antykomunistom jak najbardziej odpowiadać, więc w czym rzecz?

Różnica polegała natomiast na GWARANCJI tego, co uznawane za należne obywatelowi, niezależnie od jego dodatkowych starań, po prostu dla zapewnienia podstaw egzystencji (jak to się niemodnie wg dzisiejszych standardów nazywało – godnego życia). Dziś zasada ta praktycznie nie istnieje wówczas zaś zabezpieczała w miarę spokojną egzystencję (mieszkanie, koszty socjalne, itp.). Takim koronnym przykładem takiego życia są choćby wspomnienia… Danuty Wałęsowej – ledwie co piśmiennej dziewczyny z małej wsi, która zjechawszy do Gdańska utrzymywała się z pracy w kwiaciarni, poznała chłopaka w podobnej sytuacji, niemal analfabetę ze smykałką do techniki, który równie z marszu, w ramach z ucieczki ze swojego zadupia zadup dostał pracę w stoczni; razem zaś, dorobiwszy się kolejnych dzieci funkcjonowali w hotelu robotniczym, potem w przydzielonym im mieszkaniu (i to zanim Lech Wałęsa zaczął „wygrywać w totolotka”). I chociaż Wałęsowa od razu niemal rzuciła pracę – to w całym jej pamiętniku w jednym nawet miejscu nie pojawiają się zdania typu „nie miałam na mieszkanie”, „nie zapłaciłam rachunków, wyłączyli mi gaz i prąd”, czy „czekam na eksmisję”. A to jest do dziś codzienność licznych rodzin w Polsce, nawet nie zbliżających się do dzietności Wałęsów, z obojgiem pracujących rodziców – i bez żadnego realnie gwarantowanego minimum, o godności nie wspominając.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale