Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
213 notek
132k odsłony
108 odsłon

Praworządność jako ofiara wypadków samochodowych

Wykop Skomentuj1

Kiedy rząd nie wie co robić – zaczyna dłubać w prawie. W tym w prawie o ruchu drogowym, rządzących interesującym stosunkowo na mniej, ze względu na poruszanie się pojazdami uprzywilejowanymi, a nawet w opozycji w związku z posiadaniem legitymacji poselskich i po prostu układów. Niestety, jak w wielu innych dziedzinach – zwykli ludzie muszą jednak potem na co dzień żyć ze skutkami takiej nadpobudliwości legislacyjnej władz, nieodmiennie prowadzącej do absurdów, a bardzo często także do naruszeń elementarnej praworządności.

image

W istocie bowiem zmiany przepisów kodeksu drogowego, poza tym, że są objawami zabiegania o tani poklask – to także objawy poważniejszych chorób polskiego systemu prawnego. Nie tylko wstrząsającej nim nadprodukcji ustaw, ale i utrwalanej dominacji woluntaryzmu prawnego, w myśl zasady „omne quod princi- pi placet legis habet vigorem”. Teraz zaś władzy spodobało się rozszerzyć możliwość odbierania prawa jazdy kierowcom przekraczającym limity prędkości.

Praworządnie nie znaczy przez większość

Tłumacząc rzecz całą najprościej: wprowadzenie w 2015 r. przepisu o odbieraniu kierowcy przekraczającemu o ponad 50 km/h limit prędkości w obszarze zabudowanym prawa jazdy decyzją administracyjną wydawaną przez funkcjonariusza dokonującego kontroli - naruszało praworządność, ponieważ wobec praktyki sądowej czyniło całkowicie iluzorycznym prawo do odwołania się od decyzji. Tzn. kierowca mógł wprawdzie nie przyjąć mandatu, ale DRUGA kara za ten sam czyn (czyli samo zawieszenie prawa do kierowania pojazdami) wchodziła w życie bez zawieszenia. Mieliśmy więc dwie kary za jedno przewinienie, brak skutecznej możliwości odwołania od jednej z nich i jeszcze wydawanie takich decyzji przez organ innego rzędu niż ten wydający zawieszane uprawnienie (w jednym z wariantów). Na wszystkie te okoliczności zwracały uwagę WSA rozpatrujące takie przypadki, jednak Trybunał Konstytucyjny był wówczas zajęty ustalaniem legalności swojego składu i nie miał czasu na duperele. Z czasem zamiast zaś poprawić ewidentne błędy tego przepisu (a najlepiej znieść go całkiem) - tylko go rozdłubano, np. wprowadzając dziwaczny "stan wyższej konieczności przekroczenia prędkości", do ustalania przez starostów. Teraz czeka nas zaś nawet rozszerzenie obowiązywania przepisu na tereny niezabudowane. Przepisu, który został wolą uprawnionego organu wprowadzony, ale który nie jest praworządny.

W istocie bowiem dwa pojęcia społeczne i ustrojowe, stosowane w dzisiejszych awanturach politycznych niemal wymiennie – demokracja i praworządność nie tylko nie są w żaden sposób równoznaczne, ale i zdarza im się być jak najbardziej przeciwstawnymi. Poniekąd cały spór polityczny, z jakim mamy obecnie do czynienia w III RP - sprowadza się właśnie do wytworzenia takiej konfrontacji, przy czym jedna strona wartościuje "wolę ludu" nad literą i zasadą prawa. Wbrew pozorom nie jest to zresztą spór nowy, ani bardzo oryginalny. W istocie bowiem dla „poprawy bezpieczeństwa na drogach” wprowadzić by można nawet kastrację, dokonywaną na miejscu decyzją administracyjną funkcjonariusza, bez możliwości odwołania (bo i jakiej?). Sęk w tym jednak, że "praworządne" nie oznacza tylko "uchwalone przez większość w mniej więcej legalny/zgodny z procedurami sposób”.

Żeby bolało!

Weźmy zresztą inny przykład - utratę prawa jazdy w związku z niepłaceniem alimentów. To również wykwit sprawiedliwości ludowej i również (acz z innego powodu) niezgodny z elementarnym ładem prawnym zdrowego państwa. Oto bowiem prawo jazdy uzyskuje się w związku ze spełnieniem określonych przesłanek formalnych, a traci je w przypadku istotnych naruszeń prawa ZWIĄZANYCH z używaniem uzyskanego uprawnienia. Tymczasem wprowadzony przepis wprowadził dodatkową okoliczność skutkującą zawieszeniem uprawnień do kierowania pojazdami POMIMO braku przesłanek wynikających z kodeksu ruchu drogowego - tylko dlatego, że ustawodawca uznał, że tak będzie dotkliwiej. Przecież równie, a może i bardziej dotkliwe byłoby np. odebranie ubezpieczenia zdrowotnego. Albo eksmisja z zamieszkiwanego lokalu. Po prostu - ZA KARĘ, żeby bolało, ŻEBY BYŁO SPRAWIEDLIWIE.

I można by takie ustawy uchwalić. Tylko po co? I z jakim skutkiem?

Dlaczego legislacja nie powinna być popularna

Albo jeszcze jeden casus… motoryzacyjny: przypadki wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowanych w wyniku urządzania sobie wyścigów na drogach publicznych. Sprawiedliwość ludowa kumuluje w tym zakresie dwa zjawiska: "Zabili = co najmniej dożywocie!" oraz "Mordercy zza kółek!". Jeśli w dodatku sprawcy wypadku są majętni, a ich samochody drogie i luksusowe - dochodzi jeszcze czynnik równościowy („Bij bogacza!”). I mamy kumulację - nie tylko żądanie, by sąd sądził taki wypadek jako zabójstwo z zamiarem sprawczym ("Wsiedli, żeby się ścigać = chcieli zabijać!"), ale by również w tym kierunku modyfikować tak prawo o ruchu drogowym, jak i kodeks karny. I co zrobi polityk, któremu podsuwają zdjęcia ofiar, transparent "Dość śmierci na drogach!" oraz mikrofon do skomentowania?

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale