Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
229 notek
136k odsłon
228 odsłon

Miasto, które nazwało Polskę

Wykop Skomentuj15

Pierwszym wrażeniem wyzwolonego Lublina był zapach krwi. We wspomnieniach ludzi, którzy 23. lipca 1944 r. weszli na dziedziniec Zamku Lubelskiego, by szukać swych bliskich przetrzymywanych przez Niemców w tamtejszym więzieniu – zawsze na pierwszym miejscu pojawia się ten słodko-mdły odór uderzający od razu, od otwarcia bramy. Zapach i lepkość, wrażenie zapadania się w bruku i wraz z wchodzeniem do cel bura czerwień krwi spływającej po ścianach…

image

Zapach krwi lipcowego popołudnia

Te 300 ciał ostatnich więźniów było pożegnaniem Niemców z Lublinem, do którego właśnie wspólnie wkraczały oddziały Armii Krajowej, 2 Gwardyjskiej Armii Pancernej RKKA gen. Siemiona Bogdanowa (późniejszego marszałka) oraz partyzanci Armii Ludowej pod dowództwem ppłk. Grzegorza Korczyńskiego. W obecnie obowiązującej wersji historii to jednak tylko jedna okupacja zastępowała drugą – ale ci wszyscy, którzy wtedy byli na dziedzińcu Zamku znają prawdę. Już nigdy krew ulicami naszego miasta nie popłynęła, żony nie żegnały wychodzących do pracy mężów tak, jakby mogli nigdy nie wrócić, a nad Lublinem wiatr przestał nawiewać dym ze zwłok palonych w krematoriach obozu na Majdanku.

Tego wszystkiego oczywiście ja sam pamiętać nie mogę, choć rozumiem wrażenie, które znam z tylu miejsc wojen, zbrodni i wyzwoleń, które odwiedziłem w swojej dziennikarskiej pracy. Wiem jak wygląda zbombardowane miasto, bo widziałem Belgrad po ataku NATO, wiem jakie surrealistyczne wrażenie ruchu ciał towarzyszy otwarciu masowych grobów, bo takie zostawili gruzińscy najeźdźcy uciekający z Osetii i znam zapach śmierci całopalnej, bo taką nazistowską metodą posłużyli przecież banderowscy mordercy w Odessie. Ale moje osobiste wspomnienie, domykające klamrą tamto wyzwolenie Lublina z 1944 r. – jest zupełnie inne, zimne, pozbawione zapachów, kamienne.

Pożegnanie z Sołdatem

Byłem w I klasie liceum, w nowej, odrodzonej, demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej, kiedy na nasze podwórko wpadł ktoś i krzyknął: „Sołdata rozwalają!”. Pobiegliśmy wszyscy. Na placu Litewskim wielka figura wieńcząca przez ostatnie dekady jeden z najładniejszych w kraju Pomników Wdzięczności – kołysała się już groteskowo na żelaznych linach dźwigu. Różnie na tego żołnierza w Lublinie mówiono – i niecenzuralnie, i złośliwie („Dawaj czasy!” – bo rękę ze sztandarem wyciągał akurat w stronę wielkiego zegara stojącej naprzeciwko poczty), ale dla wszystkich chłopców, wychowanych jak ja – w kulcie broni i munduru, na setkach polskich, sowieckich, jugosłowiańskich filmów wojennych – był to archetyp wojownika, razem z płaskorzeźbami na cokole pokazujący jak należy walczyć i zwyciężać.

A wtedy już wisiał, ciężarówka mają go wywieźć czekała… Nikt nie klaskał, nikt zdradzał entuzjazmu, choć pewnie wśród gapiów byli i ci, których po tym samym placu jeszcze kilka miesięcy wcześniej ganiało ZOMO (jak i zresztą mnie, bo który dzieciak nie chciałby zdążyć się załapać na ostatnie porządne zadymy przeciw zdychającej komunie?). Kamienny Sołdat nas opuszczał i coś było nie tak, choć przecież nie wiedzieliśmy, że G.I. Joes, jak najbardziej żywi i bezczelni już czekają, żeby go zastąpić.

Narodziny Polski Lubelskiej

Ale nie o nowej okupacji (tej współczesnej, prawdziwej) miało być, ale o wyzwoleniu. To moje miasta, te w których żyję i pracuję – Lublin i Chełm dały swoje nazwy wszystkim tamtym wydarzeniom, całemu nowemu porządkowi. Chełmski Manifest i Komitet, Polska Lubelska – jeszcze długo tak mówiono i pisano. Czy chcemy, czy nie chcemy – jesteśmy symbolami tamtego odzyskania niepodległości, tamtego heroicznego, a przełomowego momentu naszej historii. I żadna ahistoryczna, antykomunistyczna i absurdalna próba nadpisania dziejów przez IPN niczego w tym zakresie nie zmieni. Skoro już jednak jesteśmy przy fałszerzach historii – to może warto przyjrzeć się, dzień po dniu, jak wyzwolenie Lublina wyglądało od strony politycznej. To bowiem doskonała ilustracja na jakim kłamstwie zbudowana jest współczesna legenda tzw. Żołnierzy Wyklętych, a zwłaszcza ich „sytuacji bez wyjścia”, a wraz tym i cała polityka (a)historyczna III RP:

Zatrzymaliśmy się na spływających krwią schodach Zamku Lubelskiego, gdy z drugiej strony miasta, od starej drogi zamojskiej do Lublina wjeżdżały polskie i sowieckie czołgi. Może nie do końca świadomie, ale ten moment zna każde polskie dziecko – bo widziało go przecież w… „Czterech pancernych”. Życie jednak nie było filmem i za kwiatami rzucanymi na pancerze toczyła się twarda gra polityczna. Gra o życie i sens życia żołnierzy Armii Krajowej, którzy wprawdzie wspólnie z RKKA, berlingowcami i AL zajęli miasto, ale w faktycznie typowo polską pułapkę bez wyjścia - zostali celowo wpędzeni przez własnych dowódców.

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale