Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
228 notek
136k odsłon
120 odsłon

Czy wyjdziemy z pandemii mądrzejsi?

Wykop Skomentuj8

Poczucie krańcowości, przekonanie, że oto rzeczywistość, którą znamy dobiega kresu, towarzyszące pierwszym tygodniom strachu przed koronawirusem – zniknęło niemal zupełnie. Nie tylko nie umarliśmy, ale też najbardziej nawet przerażeni wiedzą już chyba, że nie umrą, w każdym razie nie na Covid-19. Uciążliwości nadal są uciążliwe, lęk nadal jest lękiem, a politycy nadal są tylko politykami – naturalna jednak dla naszego społeczeństwa reakcja wyporu już to wszystko zamiotła na bok, ukryła za brzękiem grilli i oczekiwaniem, że będzie jak dawniej.

image

Hej prorocy sprzed tygodni…

A przecież jeszcze miesiąc temu można było przeczytać tak wiele z jednej strony o bankructwie liberalizmu i globalizacji, z drugiej o kryzysie państwa opiekuńczego, z trzeciej przewidywania o ogromnych zmianach światowej ekonomii, z czwartej o trzęsieniu ziemi mającym przeorać całe życie polityczne nie tylko Polski, ale całego świata zachodniego. Prawda, niewiele przecież mogło się wydarzyć, skoro wszyscy siedzieli/siedzą zamknięci – ale skoro nakaz samoizolacji okazał się tak skuteczny, to oznacza, że nigdy nic realnie nie mogło się wydarzyć, a zatem i zmienić.

Stąd też od początku należało wzruszać ramionami na wszelkie proroctwa w duchu "...bo jeśli nie, to ulica...”, „ulica nie pozwoli...”, „ulica się ruszy...”, „...ulica obali”. Ciężko bowiem stwierdzić po jakich ulicach chadzają piszący takie rzeczy - ale zwrócić należy uwagę, że rzeczona "ulica" nie ma chwilowo mocy obalającej, bo obecnie przebywać na niej praktycznie nie wolno. Co więcej zaś, Polacy (często wbrew własnym wyobrażeniom) - nie mają niemal ŻADNEGO potencjału buntu społecznego.

Najważniejszy z tematów

Za całe życie publiczne w III RP z powodzeniem wystarczają więc włączone telewizory i dostęp do internetu, dzięki którym np. zupełnie marginalna i w gruncie rzeczy idiotyczna kwestia jak i kiedy mają odbyć się wybory - zwolniła polityków od konieczności zajęcia stanowisk wobec sprawy jedynie ważnej dziś, czyli skali i skutków ograniczeń wprowadzonych w Polsce z naruszeniem prawa i obrazą zdrowego rozsądku w skutek paniki spowodowanej koronawirusem. Dzięki temu politycy mogą zatem kłócić się o swoje ulubione bzdury, a w debacie nijak nie wybrzmiały (poza głosami dosłownie kilku publicystów) żadne pytania, wątpliwości i sprzeciwy wobec polityki rządu dotykającej wszystkich Polaków, o skutkach dalece wykraczających poza to kto co tam będzie w jakimś Pałacu podpisywał.

A przecież faktycznie to korona-panika była i jest najważniejsza. Nie ma nic ważniejszego od kwestii jak zabezpieczyć przed nią na przyszłość naszą ochronę zdrowia, jak chronić ludzi, ale i jak zorganizować państwo po pandemii, jakie mechanizmy wdrożyć w gospodarce. Słowem - jakie wnioski wyciągnąć z całej sytuacji, już nie licytując się czy mieliśmy do czynienia z humbugiem czy też nie. Tymczasem nic takiego nie wybrzmiało ani przez chwilę, w każdym razie nie ze strony dotychczasowych graczy tej pseudo-demokracji i antypraworządności.

Grobowa cisza

Znacznie ciekawsza wydaje się więc lista tych milczących niż tych, którzy mają coś do powiedzenia. Że niczego do zaproponowania w sprawie potrójnego kryzysu – zdrowotnego, ekonomicznego i prawno-państwowego nie mają politycy, tego można się było spodziewać. Wyraźnie natomiast rzuciła się w oczy absencja trzech innych podmiotów:

- Komisji Europejskiej,

- Konferencji Episkopatu Polski,

- Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".

I kwestia które z tych gremiów wyjdzie na swoim milczeniu najgorzej – pozostaje jednym z ciekawszych zagadnień otwartych na pokryzysowie… Że swoją całkowitą nieprzydatność okazały schyłkowa forma (dez)organizacji naszego Kontynentu oraz emblematyczna dla aktualnej państwowości w Polsce centrala związkowa – to też nie dziwi bardziej od zastępczości kłótni politycznych. Rozczarowującą jednak pozostaje dezercja hierarchii kościelnej. Bo oto, kiedy wiernym katolikom ograniczano dostęp do liturgii - Episkopat milczał. Kiedy w Wielkim Tygodniu zamykano przed spragnionymi pociechy kościoły - Episkopat milczał. Kiedy w rażący sposób rząd raz po razie łamał konkordat - Episkopat milczał. A naraz odezwał się "w trosce o demokrację", włączając do idiotycznych sporów partyjniaków. Zaprawdę, oto jest Kościół Wojujący naszych czasów…

Nieobecność struktur europejskich, bierność Kościoła, brak efektywnych struktur samoorganizacji społeczeństwa czy to po stronie pracodawców, czy pracobiorców, całkowita jałowość i alienacja dyskursów nazywanych politycznymi – cały wielki (skalą, bo chyba raczej nie planem…) eksperyment inżynierii społecznej, w którym uczestniczymy prowadzony jest więc na jednostkach i najwyżej rodzinach, bez oparcia o jakiekolwiek dotychczasowy struktury i przy ich praktycznej nieobecności. Czy oznacza to więc, że są one już zupełnie zbędne, czy że powstaje realna luka, świadomościowa, organizacyjna, ideowa, która mogłaby zostać zapełniona? A jeśli tak, to przez kogo i w jaki sposób?

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale