Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
250 notek
140k odsłon
187 odsłon

Wspaniałe lata 90-te?

Wykop Skomentuj4

Ponoć każda epoka przeszła wydaje się ciekawsza i wspanialsza od bieżącej, zwłaszcza jeśli w tej przeszłości sami byliśmy młodsi, zdrowsi i pełniejsi nadziei. Jednak fakt, że ktoś może tęsknić akurat za latami 90-tymi w Polsce - wydaje się dziwniejszy niż wzdychanie kombatantów „Mówcie co chcecie, ale w tych kanałach to jednak był klimat!”.

image

Początek klęski

Jeszcze pół biedy, jeśli ktoś te 30 czy 25 lat temu jeszcze nie żył i jest mu za jedno – Mieszko I, Adolf Hitler czy Leszek Balcerowicz. Gorzej jednak, gdy mantrę „kiedyś było jakoś fajniej” akurat w odniesieniu do okresu smuty w Polsce - powtarzają ludzie jakoś tam aspirujący do rozumienia rzeczywistości politycznej i socjal-ekonomicznej. Oczywiście, można zrozumieć o jaką różnicę chodzi nagle objawiającym się fanom lat 90-tych: w przeciwieństwie do dominującego dziś trendu polaryzacyjno-alienacyjnego (tzn. ciągle się kłócić o byle co, żeby pozostałych odstraszyć od spraw publicznych) – początek III RP był okresem praktycznego wykluczenia polemik w ogóle. Obowiązywał niepodważalny dyktat świętości „transformacji”, „reform” i jedynie słusznego kierunku geopolitycznego. Słowem – dekada nie była w istotny sposób inna od obecnej, tylko stanowiła etap dojścia do obecnego stanu Polski i narodu. I jeśli komuś nasza dzisiejsza sytuacja odpowiada – to dziękować powinien za to właśnie latom 90-tym. Tym bardziej zaś powinien rozumieć czyją winą jest, że żyjemy w kraju bez własnej gospodarki, zależnego finansowo, z 3-milionową diasporą gospodarczą i obcymi wojskami na własnym terytorium.

Straszne słowo „populizm

Skądinąd zresztą był to okres bynajmniej także niewolny od obecnych awantur o pietruszkę, tylko odbywały się one według innej osi, ganiania się „antykomunistów” z „postkomunistami”, co również przecież trwa do dzisiaj, tylko stało się jeszcze bardziej surrealistyczne i abstrakcyjne wraz z upływem lat i uznaniem dziedziczności tamtych podziałów. Przede wszystkim jednak – właśnie już w 1989/90 roku, u progu tej straconej dekady objawiły się wszystkie najgorsze, a immanentne cechy III RP. W tym zwłaszcza otwarta wrogość wobec najmniejszych choćby prób poważnego dyskursu: czy to o kierunku i metodach polityki gospodarczej (dopuszczalne było jedynie "bardziej czy mniej reformować" - jakby istniała tylko jedna, uniwersalna oś polityki gospodarczej), czy o polityce zagranicznej. Przeciwnie, próba zakwestionowania któregokolwiek z dogmatów - kończyła się wrzuceniem do worka "populista". A stamtąd w dobie niepodzielnego monopolu świadomościowego „Gazety Wyborczej” nie było już żadnego wyjścia.

Upieranie się więc, że „prawdziwy dyskurs skończył się w Polsce w roku 2005 czy 2010” wraz z rozegraniem przez PO-PiS pierwszych partii gry pt. Podzielimy Między Siebie Polskę – to co najmniej błąd, by nie powiedzieć fałsz. W żaden też sposób nie jest prawdą, że oto dopiero w XXI wieku Polska rzucona została na pastwę demagogii, wcześniej zaś zarządzona przez estetycznie zadumanych mędrców. Zupełnie przeciwnie – również dekada wcześniejsza była w III RP okresem ordynarnej demagogii, tyle, że właśnie upozorowanej na Mądrość Autorytetów i ukierunkowanej na aplauz ćwierćinteligencji, czyli mięsa armatniego rządzących już wówczas naszym krajem oligarchów i kompradorów.


Najbardziej charakterystycznym znakiem lat 90-tych, do dziś dostrzegalnym w postawach naszych Panów z Meereen - był bowiem właśnie ośli upór ćwierćinteligencji polskiej, czyli klasy, która uwierzyła że jest solą i istotą III RP. Rozlegał się wówczas z tej strony nieustający hymn przerażającego niezrozumienia co się dzieje z naszą gospodarką i społeczeństwem, przy jednoczesnej mantrze "to wy nie rozumiecie... nieprzystowani... ulegacie teoriom spiskowym.... ciemnogród... sovieticusy...!". Przypominało to dumną wyższość pasażerów I klasy Titanica, kręcących noskami, że ta durna hołota z klasy trzeciej coś wrzeszczy o katastrofie, a nawet krytykuje, że niby jakaś woda się wlewa, a przecież woda jest dobra, bo dzięki niej płyniemy do Nowego Wspaniałego Świata!

Prosto na Zachód...

Nie, w latach 90-tych w ogóle nie było żadnego dyskursu! Recepty monetarystyczne (dla jasności - L. Balcerowicz i jego zwolennicy sami się tak określali, nie ma więc powodu, by im tego miana odmawiać) podawane były wyłącznie ex cathedra, bez prawa do polemiki, przeznaczone do realizacji w całości. Przez całe dziesięciolecie – a także lata kolejne w ogóle obowiązywała zasada, że ekonomia jest wiedzą tajemną i hermetyczną, nie przeznaczoną nie tylko dla ludu, ale i dla polityków, których funkcją miało być wyłącznie służebne "realizowanie reform". Nawet cząstkowe i chwilowe odejście od paradygmatu balcerowiczowskiego przez prof. Grzegorza Kołodkę również nie było nijak tłumaczone inaczej, jak zawezwanie do wiary w kolejny magiczny geniusz. Nawiasem mówiąc stąd wzięła się zresztą popularność krytyki tego systemu ze strony około-libertariańskiej, bo raz, że szkoła ta oferowała prostotę przeciw magii, a dwa - że w ogóle cokolwiek próbowała tłumaczyć… 

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale