Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
22 obserwujących
259 notek
143k odsłony
245 odsłon

Patrz, Kościuszko…

Wykop Skomentuj10

Oczywiście, że nie popieram demolowania sklepów, choć wiem, że za zniszczenia i rabunek płacą ubezpieczalnie ze składek, które zwłaszcza w amerykańskich czarnych gettach są na taką okoliczność odpowiednio wysokie. Nie uważam też, że podróże i poznawanie świata oduczają rasizmu, przeciwnie – jestem wręcz pewien, że uczą nie znosić ras i nacji, które wcześniej nie przychodziły do głowy lub były obojętne. Łączę się też w niechęci do Antify i George’a Sorosa. Niemniej jako Polak serdecznie cieszę się widząc rozróby na ulicach amerykańskich miast i ktokolwiek by ich nie wszczynał – krzyczę doń: śmielej! ŚMIELEJ!

image

Przyczyna jest banalnie prosta: wszystko, co absorbuje i zajmuje władze w Waszyngtonie, czy to zamieszki, czy „lewactwo”, czy najazd kosmitów - pozwala odetchnąć reszcie świata od amerykańskiego imperializmu. Tak, że sorry, Winnetou...

Podzieleni, ale równi

Jasne, spora część środowisk prawicowych, nawet tych nie pałających szczególną miłością do Wielkiego Amerykańskiego Brata i doskonale rozumiejących listę naszych z nim rachunków (wspieranie roszczeń syjonistycznych wobec Polski, upokarzanie władz państwowych przez amerykańską namiestniczkę w Warszawie, rosnące koszty umów energetycznych i utrzymywania US Army na naszym terytorium) – ma problem z wyjściem poza schemat „No ale to lewacy i w dodatku kolorowi…”. W najlepszym zaś razie w ogóle zaprzecza się rasizmowi w Stanach, co zabawnie łączy grupy prawych i lewych dyskutantów. Pierwsi upierają się, że nie chodzi im o żadnych murzynów, więc nie ma mowy o żadnym rasizmie „bo przecież są też czarni sklepikarze!”. Z kolei lewica jest wszak genetycznie ślepa na wszelkie realne problemy etniczne i rasowe, a więc może zżymać się na rasizm – byle tylko ten biały, w tym objawiany w polskim internecie. Tymczasem obie strony nie mają racji.

Po pierwsze jasnym jest, że do rozruchów w Ameryce doszło na tle rasowym – bo też biały policjant na białym podejrzanym nie klęczałby sobie tak niefrasobliwie, jak to się przydarzyło z nieszczęsnym Georgem Floydem. Niech więc prawica się nie wypiera, że murzynów nie lubi, bo przecież wiadomo, że tak jest. I jest to zresztą zupełnie naturalne. Z kolei lewica również mogłaby się przestać krygować – bo wszak obok białego rasizmu istnieje kto wie czy nie silniejszy, a w każdym razie lepiej zorganizowany rasizm czarny, dumnie niosący tradycję Czarnych Panter, Malcolma X, a dziś zwłaszcza Narodu Islamu. Działaczy tej ostatniej organizacji miałem przyjemność poznać podczas wspólnych konferencji antysyjonistycznych w Iranie i Iraku i z uznaniem muszę stwierdzić, że nie byłoby dla nich gorszej obrazy niż demonstracyjne ignorowanie ich koloru skóry albo upieranie się, że „powinni być traktowani jak biali”. Przeciwnie – oni mieli pełną, dojrzałą świadomość swej inności i byli z niej bardzo dumni. I to właśnie tworzy podstawy porozumienia czy przynajmniej wspólnego celu wszystkich środowisk wrogich syjonistycznemu rządowi USA. Tak prawica, jak i lewica winny więc pamiętać, że w Ameryce nie powstanie żadne „państwo szczęśliwych murzynów” – jeśli nie będzie mu obok towarzyszyć „kraj zadowolonych białych segregacjonistów”. Skoro ich nie ma co uczyć, by sobie żyli jak owieczki - to tym bardziej nie ma sensu zawracać głów Polakom. Podzieleni, ale równi – tak to chyba leciało?

Myśleć politycznie

Inaczej mówiąc - czy byłoby z korzyścią dla świata (w tym i dla Polaków), gdyby kiedyś w USA wybuchła rewolucja? To chyba oczywiste, że tak. Już nie mówiąc o zwycięstwie, ale gdyby tylko wybuchła! A byłoby mniej fajnie, gdyby jednym z jej podłoży były kwestie rasowe/klasowe*? No właśnie. To nie ma co wybrzydzać. Problem bowiem nie w murzynosceptyzmie Polaków, który nie ma szansy zblednąć choćby w efekcie polskiej emigracji zarobkowej i realnego zetknięcia z innymi rasami. Gorszą wadą jest nieumiejętność myślenia politycznego, objawiająca się ślepym potępianiem rozruchów i solidaryzowanie się akurat z amerykańskimi klasami posiadającymi i tamtejszym establishmentem politycznym, czyli grupami, których interesy pozostają rażąco sprzeczne z polskimi.

Po prostu - dla Polski jest lepiej, gdy Stany Zjednoczone zajmują się swoimi sprawami wewnętrznymi, a zatem demolowanie amerykańskich miast również jest w polskim interesie. A rasistami (czy „rasistami”) możemy być sobie poza tym i prywatnie. Polaków nie ma zatem sensu oduczać, ani nauczać jakiegoś specjalnego stosunku do innych ras - natomiast zawsze warto popularyzować elementarne myślenie polityczne.

Jasne też, że nie ma miejsca na złudzenia. System polityczny USA jest zbyt dokładnie domknięty, by dało się go rozwalić zdemolowaniem choćby i wszystkich tamtejszych sklepów. Niemniej, gdyby to akurat murzyńskiemu lumpenproletariatowi udało się wybić choć jedną cegłę z tego globalnego więzienia - to należałoby im podać młotek.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale