Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
304 notki
158k odsłon
241 odsłon

Mit Monachium i nowa Jałta

Wykop Skomentuj2

Najoczywistszym jest, że Władymir Putin pisząc do The National Interest artykuł „The Real Lessons of the 75th Anniversary of World War II” w najmniejszym nawet stopniu nie zwracał się do czytelnika polskiego, ani nawet nie brał już w ogóle pod uwagę tak nieznaczącego geopolitycznie zagadnienia, jak Polska. Nie, prezydent Rosji przedstawił czytelne rozróżnienie rosyjskiego imperatywu politycznego, opartego o tradycję Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – przecistawiając go jednocześnie bezlitośnie prawidłowo zidentyfikowanemu prawdziwemu mitowi założycielskiemu geopolityki Zachodu. Mitowi Monachium.

image

Hitlerzy naszych czasów…

Właśnie na nim opiera się cała niemal nie tylko historiografia, ale współczesna filozofia polityczna Zachodu, wywiedziona z:

- wizji szalonego dyktatora, od początku opanowanego wizją oszukania wszystkich i doprowadzenia za wszelką cenę do wojny, ludobójstwa i globalnej katastrofy oraz

- opisów pasma zaniedbań, błędów i zaniechań, które umożliwiły realizację diabolicznych planów tego straszliwego szaleńca.

Oczywiście, nic w tych opowieści nie jest prawdą. Hitler nie dążył bynajmniej do wojny za wszelką cenę. Przeciwnie, w swoim przekonaniu jedynie eliminował zagrożenie okrążenia Niemiec (tak, jak je rozumiał), a zatem od pewnego momentu jedynie reagował na prowokacyjną strategię Londynu i Paryża podsuwania mu kolejnych celów politycznych byle w oddaleniu od własnych granic. Führer uparł się, że zostanie wszechświatowym zwycięzcą gry w cykora, nie ustępującym nigdy i przed nikim. Skończył więc, jak wszyscy nie rozumiejący zasad tej rozgrywki...

Przede wszystkim jednak z gruntu fałszywa, za to skrajnie niebezpieczna jest rola Monachium, jako uniwersalnego argumentu mającego usprawiedliwić i uzasadnić każdą kolejną agresywną akcję Zachodu, przedstawianą jako absolutnie konieczny atak uprzedzający, mający powstrzymywać kolejnych Hitlerów - Husajna, Kadafiego, al-Asada, Kimów, ba! niegdyś nawet zapomnianego dziś Noriegę, czyli kandydata na Führera w skali zapałczanej raczej niż kieszonkowej! "Nigdy więcej nowego Monachium!" to uniwersalne hasło anglosaskiej agresji na całym świecie, na skalę, o której prawdziwemu Hitlerowi nigdy się nawet nie śniło! Monachijskim widmem wymachiwano i mobilizując opinię światową przeciw Rosji dla zagarnięcia przez Zachód Ukrainy, i „monachijczykami” nazywano przywódców europejskich nie dość entuzjastycznych wobec niedoszłej na szczęście agresji na Iran, i dziś tym samym „nowym Monachium” miałoby być choćby handlowanie z Chinami.

Ale choć nie trzeba być szczególnie przenikliwym, by nawet post factum dostrzec absurdalność oskarżeń i pretekstów używanych wobec choćby i najmniej sympatycznych przywódców bliskowschodnich – to jednak mit Monachium ma się świetnie. Ba – ochotniczo bronią go kraje i narody nie mające ku temu najmniejszych nawet powodów, na czele z Polską, która po pierwsze – w samej tamtej historycznej konferencji udziału nie brała i śmiało powinna się przyznać co najwyżej do bycia już wtedy przedmiotem polityki mocarstw. Po drugie zaś i w konsekwencji – wystarczyłoby ujawnić prawdziwą wersję historii, w której właśnie jako przedmiot geopolityki (którym staliśmy się znów, niestety, na własne życzenie...) padliśmy ofiarą spisku niemal identycznego, jak ten który zgubił Czechosłowację. A w tym, paradoksalnie, wykład polityki realnej sygnowany przez prezydenta Putina powinien nam tylko pomóc – bo i nasz, i rosyjski interes są tożsame, a więc i linie polityki historycznej winny być zbieżne.

Nie ma „winy” w polityce

Co gorsza dla upierających się przy infantylnej wizji historii – jeszcze kilka lat mogli oni zasłaniać się niedostępnością w Polsce głównych prac nurtu realistycznego (choć te najstarsze wydawano wszak u nas jeszcze za komuny). Dziś jednak, wśród globalnego obiegu wiedzy - faktów nie zna tylko ten, kto znać ich nie chce. Pisząc o genezie II wojny światowej - prezydent Władymir Putin powtarza tylko to, co na Zachodzie już dawno napisali m.in. A.J.P Taylor, Simon Newman, Pat Buchanan czy Peter Hitchens (by wymienić tylko Anglosasów). Co więcej - pisali o tym wszystkim także polscy badacze, m.in. Lech Wyszczelski, Jan Meysztowicz, Anita Prażmowska.

Fakty są bowiem bezemocjonalne. Ani pierwsza, ani druga wojna światowa w ogóle nie są niczyją "winą". Nie ma czegoś takiego w polityce. Są tylko PRZYCZYNY i SKUTKI. I – przede wszystkim – INTERESY. Przypominanie tej oczywistości nie jest więc też żadnym "atakiem na Polskę". To raczej znów "wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse"... Prezydent Putin demaskuje to zupełnie prawidłowo i logicznie, znowu zgadzając się tylko z tymi badaczami zachodnimi, którzy (jak wielki J. M. Keynes) od początku widzieli w dyktacie wersalskim zarzewie wznowienia wojny, nie zaś gwarancję pokoju. Putin bije po kolei w kolejne elementy fałszywego zadowolenia społeczeństw zachodnich nie chcących widzieć współodpowiedzialności własnych przywódców za globalne wojny. Jałowe formy organizacji międzynarodowego bezpieczeństwa, odrzucane próby regionalnych gwarancji pokoju, wreszcie tajna, a fałszywa dyplomacja – czy Putin nie ma racji wskazując na realne kanały, do dziś używane przez Zachód do uspokajania sumień, a w istocie dalszego stymulowania konfliktów?

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale