Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
22 obserwujących
259 notek
143k odsłony
162 odsłony

Polska – Poligon Ameryki

Wykop Skomentuj4

Druga tura wyborów prezydenckich w Polsce nie byłaby w ogóle potrzebna, gdyby po prostu doliczono te kilkanaście milionów polskich głosów do jesiennych wyników Donalda Trumpa i Joe Bidena. Po pierwsze dlatego, że przecież i tak to każdy kolejny amerykański prezydent rządzi również koloniami USA, w tym i Polską. Po drugie zaś, że polscy główni kandydaci – Andrzej Duda (PiS) i Rafał Trzaskowski (PO) reprezentują właśnie środowiska jawnie i czytelnie powiązane z ośrodkami rywalizującymi o władzę w Waszyngtonie.

image

Kto jest bardziej pro-amerykański?

Nieprzypadkowo ubiegający się o reelekcję, prezydent Andrzej Duda zrobił wszystko, by jeszcze przed pierwszą turą wyborów koniecznie spotkać się z Donaldem Trumpem i zgodzić się na kolejne warte kilkanaście miliardów dolarów polskie zakupy sprzętu wojskowego, technologii elektrowni jądrowej, a nawet… szczepionki na koronawirusa, nawet jeszcze nie wynalezionej. Równolegle zaś kandydat pro-europejskiej Platformy Obywatelskiej, czyli polskiej części zdominowanej przez Niemcy Europejskiej Partii Ludowej Rafał Trzaskowski zapewnia, że nie jest bynajmniej mniej pro-amerykański od swego przeciwnika. Tyle tylko, że liczy do czasów, gdy w Białym Domu rządzili Demokraci, nie stawiający tak wygórowanych żądań finansowych europejskim (zwłaszcza niemieckim) partnerom. Jednocześnie jednak oczywiście jeśli chodzi o wypłacalność polskich podatników za amerykańskie żądania – Trzaskowski ręczy nie słabiej niż Duda.

Niestety bowiem, w wyborach w Polsce nie starły się nawet w najmniej stopniu realnie odmienne wizje polityki zagranicznej. Jasne, w żadnym niemal kraju nie są one najważniejsze akurat przy wybieraniu prezydenta (choć akurat w polskim systemie władzy dyplomacja jest jedną z nielicznych kompetencji związanych z tym stanowiskiem). Przeciwnie, wszyscy niemal kandydaci (a startowało ich aż 11) byli zupełnie zgodni wobec generalnego kierunku geopolitycznego Polski jako podrzędnej części świata zachodniego i jedynie mimochodem sugerowali różne rozkładanie akcentów, najchętniej w sprawach zupełnie drugorzędnych. Właściwie tylko dwóch, jak się okazało zupełnie marginalnych kandydatów – reprezentujący socjalistyczną lewicę Waldemar Witkowski i konserwatywny libertarianin Stanisław Żołtek (domagający się Polexitu) odważyli się zakwestionować taki kanon polityki w Polsce, jak obecność na jej terytorium US Army. Cóż z tego jednak, jeśli kandydaci ideowi z lewa i prawa nie dostali w tych wyborach nawet 1 proc. głosów RAZEM WZIĘCI.

Kto jest bardziej anty-rosyjski?

Inną ciekawostką jest, że chociaż tak bardzo A. Duda chciałby być odbierany jako człowiek D. Trumpa w Polsce – to jednak w istocie formacja wystawiająca prezydenta, partia Prawo i Sprawiedliwość nie podziela wcale wszystkich poglądów amerykańskiego prezydenta, zwłaszcza tych w stosunku do Rosji. To znaczy PiS zgodnie z wytycznymi z Waszyngtonu chętnie reprezentuje amerykańskie interesy w Unii Europejskiej, przyłącza się do gospodarczej nagonki antyniemieckiej, ba – partia ta chętnie budowałaby „amerykańską unię europejską”, czyli tak zwaną inicjatywę Trójmorza z państw Europy Środkowej ręcznie zarządzanych przez amerykańskich ambasadorów (jak Rumunia czy Chorwacja). Również antychińskość nie stanowi problemu dla obecnego rządu w Polsce, który wbrew wszelkim oczywistym interesom własnego państwa deklaruje przyłączenie się do dowolnej awantury wymierzonej w Pekin (a także w Teheran i każde kolejne państwo na celowniku Waszyngtonu). Różnica dotyczy tylko Rosji, tzn. Warszawa nie traci nadziei, że cieplejsze gesty D. Trumpa wobec Moskwy rozmyją się w ogólnym bałaganie wywoływanym na świecie przez Amerykanów i będzie można nadal prowadzić twardo zimnowojenną retorykę antyrosyjską. Pod tym względem R. Trzaskowski ma zresztą prościej, bo może wprost odwołać się do czasu rusofobicznej, konfrontacyjnej linii Hillary Clinton, a dziś J. Bidena, do której dodaje tradycyjne „zatroskanie stanem demokracji w Rosji” a la George Soros.

Kto jest agentem Putina?

Mimo pozorów dwupartyjności – w opinii krajowych obserwatorów co najmniej jeszcze dwóch polityków może uznawać wyniki głosowania za zadowalające. Są to telewizyjny prezenter Szymon Hołownia, który zdobywając ponad 13,85 proc. zajął trzecie miejsce oraz kandydat Konfederacji, prawicowej koalicji konserwatywnych liberałów i liberalnych nacjonalistów - Krzysztof Bosak z wynikiem 6,75 proc. Hołownia to próba powtórzenia na gruncie polskim sukcesu prezydenta Ukraina, aktora Wołodymyra Zełenskiego, podobny jest sam scenariusz zrzucenia się na jego „kampanię obywatelską” przez wielki kapitał i ludzi dawnych służb. 38-letni, ale z twarzą (a zdaniem niektórych - także umysłem) dziecka K. Bosak nie poszerzył wprawdzie znacząco elektoratu liberalnej prawicy, dowiódł jednak, że przynajmniej na razie jest on w miarę stabilny, organizując się wokół haseł większej wolności gospodarczej i dekoracyjnej raczej niż realnej krytyki form uzależnienia Polski od zagranicy (bez naruszania jednak samej istoty geopolitycznej pułapki, w jakiej znajduje się III RP). Jedną z eksponowanych różnic między Konfederacją a PiS pozostaje kwestia tzw. ustawy 447, czyli zobowiązania amerykańskiego Kongresu do monitorowania procedury restytucji majątków i wypłaty tak zwanych odszkodowań na rzecz międzynarodowych organizacji syjonistycznych. Nie jest tajemnicą, że PiS i A. Duda, podobnie jak i PO z R. Trzaskowskim - są gotowi takie wielomiliardowe kwoty wypłacić (byle po wyborach), natomiast Konfederacja organizowała przeciw roszczeniom masowe protesty.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale